10 maskar w 10 dni. Przez kolejne dni testowałam tusze do rzęs, malując się nimi rano (każdego dnia innym, co można zobaczyć częściowo na moim fb i instagramie), żyjąc, pracując, spacerując, zajmując się domem (sprzątanie, pranie, prasowanie, gotowanie), pracą (pisanie na komputerze), a przede wszystkim – dziećmi (kto ma ten wie, a kto nie ma, niech się cieszy, że nie musi sprawdzać maskary w tak ekstremalnych sytuacjach;)), a następnie każdego wieczora robiłam zdjęcie, jak prezentują się rzęsy po 11-12 godzinach.

Czy maskara się rozmyła? Skruszyła? Czy mam pandę pod okiem? A może rzęsy są nadal podkręcone, zagęszczone, długie, czarne i nie ma śladu zużycia? Zawarłam w tej galerii wszystko czarno na białym – a raczej czarno na czarnym, bo testowałam jedynie czarne, klasyczne tusze do rzęs. Które zdały ten test, a które go oblały? Bez cenzury i owijania w bawełnę.

THE BALM
  • Wrażenie: Wygodna podkręcająca rzęsy szczoteczka, którą lekko się nakłada tusz na rzęsy. Wystarczą 2-3 warstwy, żeby je całkowicie pomalować. Piękna, głęboka czerń tuszu.
  • Efekt: rzęsy długie i podkręcone jak po użyciu zalotki. Mocno pogrubione. Gratka dla osób, które lubią kiedy rzęsy dominują nad całym makijażem, albo grają w nim pierwsze skrzypce. Oko zwiększa swoją wielkość dwukrotnie, jak u Twiggy!
  • Trwałość: totalna. Po 11 godzinach tarzania się z dziećmi po podłodze, sprzątania i całej reszty zajęć maskara w dalszym ciągu (jest 21:39 i właśnie skończyłam czytać książkę, pt. „Dlaczego wieloryby śpiewają”) wygląda na rzęsach spektakularnie. Albo raczej rzęsy w niej tak się prezentują. Obłęd.
  • Ocena: 6/6
REVLON
  • Wrażenie: Zaskakujące opakowanie – myślałam w pierwszym momencie, że to czerwona szminka! Za malutka szczoteczka. Przy moich rzęsach muszę się długo bawić w nakładanie kosmetyku.
  • Efekt: Pewnie z powodu zbyt długiej i intensywnej zabawy z małą szczoteczką, nałożyłam za dużą warstwę i rzęsy są nieco posklejane i ani nie wydłużone, ani zagęszczone. Powtórzyłam jednak makijaż tą samą maskarą – dałam jej drugą szansę i niestety wyszło tak samo. Czyli nie dała ani zagęszczenia, ani podkręcenia, ani pogrubienia rzęs. Być może to nie mój typ szczoteczki.
  • Trwałość: bez zarzutu, nie mniej spektakularnego efektu gęstych rzęs nie ma, więc trwałość nie robi wrażenia, bo utrwaliło się jedynie to, że widać, że są pomalowane.
  • Ocena: 2/6 (przykro mi, bo kocham podkłady i szminki Revlona, które są zwykle na szóstkę!)
MARC JACOBS
  • Wrażenie: Przepiękne, designerskie opakowanie. Ma mój ulubiony rodzaj szczoteczki – z gęstych włosków (nie silikonowych), które zamieniają rzęsy w „miotły”, a ja uwielbiam latać na miotle;) Szybko i precyzyjnie za jednym razem mam pomalowane rzęsy i makijaż gotowy do wyjścia.
  • Efekt: Są tak gęste i czarne, że nie potrzebuję używać eyelinera, żeby oko wyglądało na większe i bardziej otwarte. Nie mniej, efekt jest teatralny, co może nie spodobać się osobom, które lubią dyskretniejsze wykończenie rzęs
  • Trwałość: Cały dzień ten sam efekt (oprócz kilku drobnych okruszków na dolnej powiece). Trzeba długo zmywać, natomiast wystarcza zwykła woda micelarna, nie trzeba używać dwufazowego płynu do demakijażu (którego nie znoszę bo olejek podrażnia mi spojówki).
  • Ocena: 6/6
GIVENCHY
  • Wrażenie: Kulka zamiast tradycyjnej szczoteczki jest sprytna, bo wychwytuje nawet najkrótsze, najjaśniejsze i najdrobniejsze rzęsy, dzięki czemu nabierają trójwymiarowości. Ale…trzeba się przy tym nieźle napracować szczoteczką i konia z rzędem tej dziewczynie, która się przy tym nie pobrudzi. Ja za każdym razem wyglądam jak Łysek z pokładu Idy.
  • Efekt: Dokładne, precyzyjnie zaznaczone rzęsy. Dużo gęstsze i dłuższe na całej długości obu powiek (górnej i dolnej), z uwagi na inny kształt szczoteczki, która dociera nawet do tych najkrótszych.
  • Trwałość: Średnia. I tu albo trafiłam na niezbyt świeży egzemplarz – choć data ważności na to nie wskazuje – albo to jest jeden z dwóch minusów tej maskary. Panda pod okiem już około 20-stej murowana…
  • Ocena: 4/6
RIMMEL
  • Wrażenie: Koszmarne opakowanie – na tle innych maskar ten krzykliwy pomarańczowy tudzież marchewkowy, aż kłuje w oczy. Natomiast genialna szczotka – taka, jaką kocham najbardziej. Długa, gruba, szersza w dolnej części, która wyczesuje moje rzęsy porównywalnie do fryzjera wyciągającego włosy na szczotce.
  • Efekt: totalne rzęsy! Jak sztuczne. Wydłużone, podkręcone, przepięknie zaznaczone czarnym, nieco chłodniejszym niż w pozostałych – kolorze.
  • Trwałość: Najtrwalsza ex aequo z Provoke. Zero osypywania się i czegokolwiek. Problem pojawia się podczas demakijażu. Zdecydowanie warto użyć płynu do demakijażu maskar wodoodpornych (dwufazowy znienawidzony przeze mnie wraca więc do łask).
  • Ocena: maskara na 6, opakowanie na 1, co daje razem średnią: 5.
DR IRENA ERIS PROVOKE
  • Wrażenie: Nie lubię szczoteczek silikonowych, ale ta jest zaskakująca, bo szersza na górze i jak się okazuje – to ma sens! Podkręca końcówki rzęs, a dzięki gęstym silikonowym grzebyczkom rozczesuje je dokładnie, dzięki czemu nie ma „ulepu” tylko piękne, wymalowane, czarne firanki.
  • Efekt: Superrzęsy. Możesz nimi machać godzinami i wyglądać świetnie.
  • Trwałość: Numer jeden wraz z Rimmlem. Niesamowite wrażenie, kiedy porównałam zdjęcia poranne do wieczornych (na fb) – nie różniły się niczym. Nie ma mowy o rozmazywaniu się, osypywaniu czy kruszeniu. Nie mniej, płyn do demakijażu wodoodpornego mile widziany. Cóż…
  • Ocena: 6/6
ARTDECO
  • Wrażenie: Fajna, tradycyjna szczoteczka, która dokłądnie wyczesuje rzęsy i pokrywa tuszem.
  • Efekt: Rzęsy są podkreślone, ale wielkiego szału nie ma. Raczej w kategorii maskar do używania na co dzień niż na wielką imprezę. Chyba, że właśnie rzęsy mają być w tym makijażu bardziej dyskretne.
  • Trwałość: Bardzo dobra. Testowałam w Sylwestra i trzymała się bez skazy i bez pandy;)
  • Ocena: 5/6
PUPA
  • Wrażenie: Szczoteczka, która jednym gestem maluje niemal wszystkie rzęsy. Ma tysiące grzebyczków, które śmigają po rzęsach jak szalone i pokrywają je tuszem „na bogato”.
  • Efekt: Obłędne, wielkie, długie, gęste rzęsy jak u Minnie Mouse :))) Spojrzenie warte miliona dolarów w złocie. Nawet kiedy pada śnieg – jak dziś.
  • Trwałość: Jest super. Bez żadnych wpadek, pomimo wspomnianego śniegu.
  • Ocena: 6!!!!/6
AVÈNE COUVRANCE
  • Wrażenie: Niesamowicie delikatny, bezzapachowy tusz i szczoteczka, która rozczesuje rzęsę po rzęsie. Maskara daje naturalny efekt, więc jest genialna dla osób, które nie lubią krzykliwych rzęs wyglądających zbyt „wyjściowo”. Fajnie taką mieć w kosmetyczce na bardziej swobodne, codzienne okazje, czy chociażby makijaż do pracy.
  • Efekt: Delikatne, choć wydłużone i przyciemnione rzęsy. I oczy, które się nie męczą od maskary – nie bez powodu jej receptura została stworzona z myślą o alergikach i wrażliwcach. Potwierdzam – nie było ani łzy w ciągu dnia, ani podczas zmywania.
  • Trwałość: Jest delikatna, a pod wieczór jakby zmniejsza swoją objętość. Ale nie rozlewa się pod okiem, tylko może się delikatnie osypać. Rzęsy nie wyglądają na ciężkie i zmęczone, ale na nieco mniejsze gabarytowo.
  • Ocena: 5/6 (pod warunkiem, że traktujesz ją jako maskarę na dzień i do pracy, a nie na imprezę – wówczas zasługuje na niższą ocenę, bo musiałabyś nałożyć kilkadziesiąt warstw, żeby osiągnąć wymarzony efekt)

BOURJOIS Twist Up The Volume, 33 zł

  • Wrażenie: Maskara i zalotka w jednym – coś dla młodych gadżeciar, przecież ja tego nie potrzebuję i nie mam czasu się bawić. I to było błędne wrażenie. Po pomalowaniu rzęs odważyłam się przekręcić skuwkę maskary, która zadziałała nie jak zalotka, ale jak lokówka!
  • Efekt: Rzęsy lalki. Takie, jak ma mój synek. Piękne, gęste, zakręcone, a oko wielkie, sarnie.
  • Trwałość: Świetna. Drobne kropeczki przy dolnej powiece. Z resztą przy tak podkręconych górnych rzęsach nawet panda nie zrobiłaby wrażenia!
  • Ocena: 6/6 i 6 za pomysł!!! Doskonały, choć tak prosty i genialna jakość w stosunku do ceny

Comments are closed.