Zawsze wydawało mi się, że mam luz na punkcie swojej cielesności. Że akceptuję swój wygląd i czuję się z nim pogodzona – wiem, że nie jestem chodzącym ideałem, ale lubię swoje ciało i nie traktuje go jak raroga. Po czym, zderzam się z rzeczywistością i okazuje się, że jest zupełnie odwrotnie. Spinam się, czaję, wstydzę, zasłaniam i najchętniej zapadłabym się pod ziemię. Co ostatnio okazało się podczas pobytu w miejskim spa, zwanym uzdrowiskiem…

Rozszerzeniem tytułu powinien być: spięci w saunie, bo wybrałam się tam wraz z moim mężem. Na początku byliśmy olśnieni urodą tego miejsca. Uzdrowisko Miejskie Studio Sante, naprawdę zachwyca standardem, czystością, nowoczesnością wnętrz i wykończeniem. Zaczęliśmy od strefy mokrej, czyli basenu, w którym chwilę popływaliśmy – cudo, nie śmierdzi chlorem, jest przestronny i niewiele osób z niego korzysta, odwiedziliśmy jacuzzi z wodą krzemową – ogromnych rozmiarów, z kolorowymi światłami, następnie jacuzzi z wodą magnezową z solą himalajską, gdzie romantycznie byliśmy i przytulaliśmy się we dwoje. Następnie ruszyliśmy do strefy saun. A tu informacja, że nie wolno wchodzić do środka w kostiumach i kąpielówkach. Ściągnęliśmy więc stroje pływackie i weszliśmy owinięci samymi ręcznikami (już wiedziałam, że powinniśmy byli na wejściu wziąć komplet kolejnych, skoro wchodzimy się wypocić w ręcznikach – czym się wytrzemy po wzięciu prysznica? Zabrakło takiej informacji na recepcji). Wchodzimy, a tam… plaża nudystów. Wszyscy obcięli nas wzrokiem i nasze zawinięte, „zapakowane” we frottę ciała. Z sauny fińskiej słychać było śmiechy, piski i dźwięki kankana, a następnie wyskoczył z niej tzw. sauna master, naga dziewczyna i 10 spoconych facetów. Hmmm, czy my czegoś nie doczytaliśmy? Czy to spotkanie swingersów, a my pomyliliśmy adres?

Michał spojrzał na mnie, ja na niego i podeszliśmy przeczytać regulamin korzystania z saun. Informacji o stroju Adama i Ewy nie było, więc się uspokoiłam. Co z tego, że inni byli nago? Nie byłam na to przygotowana (i nie mam wyjątkowo na myśli depilacji bikini, o której od kilku miesięcy nie miałam czasu nawet pomyśleć, tylko o przygotowaniu psychicznym). Myślałam, że będzie jak zwykle. Wejdziemy w strojach kąpielowych i będziemy snuć się pomiędzy saunami a basenami w tych strojach. Pewnie, że siedzenie w lycrze (mokrej lycrze) na rozgrzanych deskach w saunie fińskiej nie należy do przyjemności, ale siedzenie w ręczniku jest całkiem ok.

–Czuję się przytłoczony tymi wszystkimi gołymi ciałami – wyznał Michał, którego kolan dotykał stopami nagi leżący w saunie fińskiej młody facet eksponujący z lubością swoje klejnoty (i nie mam na myśli biżuterii). Ja też się czułam przytłoczona ich widokiem, ale głupio mi było to powiedzieć na głos, skoro tam siedzieliśmy. Pomyślałam jednak: czy z nami jest coś nie tak?

– Nie ma nic nienaturalnego w tym, że nagość – własna i czyjaś – budzi skrępowanie, zawstydzenie, onieśmielenie. Niezależnie od tego, czy jest to sauna, basen, plaża – można mieć poczucie braku swobody. Powody mogą być różne: można się obawiać oceny ze strony innych osób, mieć poczucie, że ciało nie jest na tyle idealne, żeby je pokazywać, można nie lubić i nie akceptować swojego ciała, co będzie powodować brak jakiejkolwiek chęci do eksponowania go w sytuacjach, które wymagają odsłonięcia. Czasem takie zachowanie wynika z wychowania i socjalizacji, na przykład  jeśli w domu nagość była czymś wstydliwym, rodzice kryli się między sobą z przejściem bez koszulki po mieszakaniu. W związku z tym dziecko, a później dorosła osoba traktuje nagość, jako coś, czego powinna się wstydzić, co powinna zakrywać, co może skutkować w przyszłości zahamowaniami, stłumieniami w sferze seksualnej. Czasem również – i jest to nie mniej ważny element – pojawia się wrażenie, że są osoby, które w saunie eksponują nieco „na siłę” swoje ciała przed innymi, co z kolei może powodować zniechęcenie do przebywania w tak małej przestrzeni – mówi Izabela Jąderek seksuolog i terapeutka.

Zrobiliśmy rundę po wszystkich saunach i tylko w jednej odważyliśmy się zrzucić z siebie naszej stroje saunianych amiszów – w łaźni parowej, gdzie było ciemno jak w piekle. Para wodna i temperatura po prostu uniemożliwiały tam wejście w jakimkolwiek okryciu. Z resztą nasze ręczniki i tak miały już konsystencję bagna, oblepione były potem, solą i wodą i nie było sensu zabierać ich do tej łaźni po to aby śmiesznie zwisały z naszych sylwetek. Poczułam, że coś jest nie tak. Widziałam kolejne młode i zgrabne, stare i zgrabne, młode i grube, stare i grube ciała obojga płci. Widziałam i czułam swobodę osób – nie tylko Afrodyt i Adonisów, które nie miały problemu ze swoją nagością i czułam, że u mnie problem wręcz narasta. Chciałam się cała zaszyć w moim mokrym, klejącym się do skóry ręczniku i gdzieś zwiać. Pocieszające było to, że Michał czuł to samo.

Zaczęłam się więc zastanawiać, gdzie tkwi problem? W naszym wychowaniu? W codziennym zasłanianiu ciał – akurat jesteśmy jednymi z niewielu mieszkańców naszego bloku, którzy nie mają ani zasłon ani żaluzji i paradują nago lub pół-nago po domu wyznając zasadę: niech się wstydzi ten, kto widzi. A może w kontakcie z drugim człowiekiem? I z jego cielesnością? Do tej własnej jesteśmy przyzwyczajeni. Nasze ciała działają na nas, kochamy się i lubimy się kochać, ale nie czułam żadnej stymulacji przez nagość innych, obcych ludzi – tylko coś na zasadzie wyparcia.

Wyszliśmy pod koniec naszej ponad godzinnej sesji w saunach, a na basenie jedna pani i pan postanowili skorzystać ze światłoterapii bez ubrań. Poczułam ukłucie zazdrości, albo rozczarowania. Dlaczego ja się tak nie czuję, dlaczego my oboje się wstydzimy i czego się wstydzimy? Że ktoś nas oceni? Podsumuje niewydepilowane bikini czy brzuch bez kaloryfera, albo pozbawiony jędrności biust matki-kiedyś-karmiącej? Chyba nie o to chodziło… Ludzie, którzy nam towarzyszyli wcale nie wyglądali jak chodzące bóstwa, ale czuli się naprawdę ok. Co nie oznacza, że nie przyglądali się innym. Pojawiło się kilka osób przykrytych ręcznikami (kobiet), więc byliśmy spokojni, że nie jesteśmy jedynymi purytanami na sali…Może gdybyśmy tam przychodzili częściej, czulibyśmy tę samą swobodę co wszystkie obecne tam golasy?

– Nie ma żadnej potrzeby, aby przekonywać siebie, że trzeba często chodzić do sauny czy na basen, aby oswoić siebie w takiej przestrzeni, w celu redukcji swojego zawstydzenia. Jeśli jednak ktoś zastanawia się, co warto zrobić dla siebie w momencie onieśmielenia i skrępowania, to można pomyśleć nad ich przyczyną. Sprawdzić, skąd ona może wynikać i znaleźć dla niej jakieś odpowiedzi czy pomoc. Jeśli siebie nie lubię, to dlaczego? Czym moje ciało dla mnie jest? Jak je traktuję? Do czego mi służy? Co mogę zrobić dla siebie, jak o siebie zadbać? Jeśli ciało porównuję, to z czyim? Jaki jest wizerunek tych osób? Czy są to ciała wycięte z kolorowych magazynów, które niczym nie przypominają naturalnych kształtów? Jeśli wynika to w wychowania: jakie przekonania dotyczące ciała mam z domu? Jak się nagość traktowało? Czy to był temat tabu? Jeśli tabu, co on robi mi dziś? Na ile pozwalam sobie na łagodność i swobodę zarówno w kontakcie ja – ciało, ale także ciało – mój partner/ka. Pewnie łatwiej jest zareagować, jeśli trudność wynika z zachowania innych osób – wtedy można albo odwrócić wzrok, albo zmienić saunę – wyjaśnia Izabela Jąderek.

Zaczęliśmy rozmawiać o tym, jak było u nas w domach. Okazuje się, że ani moi, ani Michała rodzice nie zakrywali się, nie wstydzili pokazywać bez bielizny i że nagość była u nas czymś naturalnym. Pamiętam za to, że babcia zawsze mi powtarzała, że trzeba ciało zasłaniać i się wstydzić. Pamiętam dziadka z „parawanem” na plaży wykonanym z ręcznika, żeby przebrać się w kąpielówki i żeby nikt go nie zobaczył nago. Pamiętam też opowieści o plaży nudystów, które snuli dziadkowie i wycieczki na tę plażę w gorszą pogodę (żeby nie nadziać się na golasów;)) w celu poszukiwania bursztynów – jakimś cudem na dzikiej plaży nudystów w Rowach zawsze znajdywało się ich więcej. Ale pamiętam, że nauki babci i dziadka, wraz z moim dojrzewaniem poszły w las, a raczej na wydmy!

Wakacje na Korsyce i sesja zdjęciowa z liśćmi figowymi i bugenwiliami totalnie naga z moimi kolegami (pierwszą miłością) i koleżankami, pozowanie do zdjęć z liśćmi figowymi w centrum Splitu i opalanie topless w Chorwacji czy mój pobyt z przyjaciółkami na Helu – bez staników – przejdą do historii mojej swobody i czucia się dobrze w swoim ciele. Pomimo, że ważyłam wtedy 15 kg więcej i nie wyglądałam jak modelka. Nie czułam wtedy onieśmielenia, wstydu czy  obciachu. Ale też nie przypominam sobie w najbardziej odjechanych momentach mojego życia, kiedy mieszkałam z Martą, Gośką i dochodzącą do naszego grona – Karoliną, gdy swobodnie rozmawiałyśmy o seksie, nocowali u nas różni „koledzy”, żebyśmy kiedykolwiek urządzały striptiz. Żebyśmy siedzieli w grupie kumpli i koleżanek bez ciuchów. Nasze piersi i tyłki, to była nasza intymność, zarezerwowana dla nas i aktualnych ukochanych. Nie należała do strefy publicznej. I prawdopodobnie tak zostało…

– Zupełnie naturalnym jest również odczuwanie wstydu, a w szeregu porad, które można spotkać teraz w mediach mówi się, że należy się go pozbyć, że jest on zły, że przeszkadza w swobodnym zachowaniu, nawiązywaniu relacji. A tak nie jest. Zawstydzenie ma również swoją dobrą stronę – mówi nam o naszych granicach (również w ciele), o tym, że na coś nie jesteśmy jeszcze gotowi. Że potrzebujemy więcej czasu, że coś nie mieści się w naszej normie, albo, że do czegoś innego jesteśmy przyzwyczajeni. Problem może pojawiać się wtedy, gdy to zawstydzenie utrudnia lub uniemożliwia nam realizowanie potrzeb. Natomiast intymność cielesna i związana z nagością, jest czymś naturalnym i kulturowym – czym innym może być pokazanie dekoltu, czy nogi, a czym innym odsłonięcie czy uchylenie ręcznika i pokazywanie narządów płciowych. To wcale nie musi być związane z brakiem akceptacji, ale zwyczajnie „zarezerwowane” dla oczu własnych i partnera/ki – podsumowuje seksuolog.

Naszą opowieść o saunie przegadaliśmy z moją mamą, która u nas przez ostatnich kilka dni mieszkała – to jedna z najbardziej swobodnych osób, jakie znam, ale jednak powiedziała: – Zawsze były kobiety i mężczyźni, którzy lubili paradować nago po plaży czy na basenie lub w saunie. I niech sobie będą. Ja nago lubię być u siebie w domu, a nie w miejscu publicznym.

To samo mniej więcej powiedzieli nasi najbliżsi przyjaciele. Zastanawiając się przy winie, czy moglibyśmy tam pójść całą ekipą (trzy pary), wypić drinki i się powygłupiać, doszliśmy (ale głównie doszłyśmy) do wniosku, że mogłoby to być trudne. Znamy się kilkanaście lat, ale nie znamy swojej nagości. Nigdy nie potrzebowaliśmy się rozbierać w swoim towarzystwie. Ale wtedy przypomniało mi się, że mnie i moją przyjaciółkę wszyscy widzieli z gołymi piersiami. Karmiłyśmy dzieci i nie czułyśmy wówczas wstydu czy skrępowania wyciągając pierś przy innych, nawet obcych ludziach. Jednak karmienie, to zupełnie inna nagość i umysłem kobiety rządzą wówczas hormony związane z macierzyństwem. Opiekuńczość, dbałość, a nie seksualność. Bliskość i intymność z własnym dzieckiem, w której nawet deszcz, śnieg czy wichura nie są w stanie zakłócić, nie wspominając o głupkowatych komentarzach innych osób.

Czy jednak się odważymy i zdecydujemy na wspólne biesiadowanie nago w saunie? Czas pokaże. Podobno w Studiu Sante wieczory weekendowe (po 21) są całkowicie bezubraniowe (beztekstylne). Patrząc na przeważającą ilość nagich facetów w stosunku do nagich kobiet w „tekstylny” czwartek, aż się boję co może się dziać w trakcie takiego weekendu! Ciekawe czy trafiają tu również zboczeńcy, którzy po prostu wpadają, żeby się pokazać i zobaczyć reakcję innych, albo właśnie pogapić na innych? Słyszeliśmy i czytaliśmy, że ciężko jest się wówczas w ogóle dostać do saun, taka panuje tam frekwencja. Może więc to nie jest nisza i znacznie więcej osób poszukuje swobody, która dla nas póki co jest niezrozumiała i krępująca?

Comments are closed.