Co roku ta sama śpiewka: kolejki ludzi kupujących kartony pączków i faworków, aby zgodnie z tradycją uczcić Tłusty Czwartek. Powód? Jeśli go nie zjesz, będziesz mieć pecha. I co roku ta sama śpiewka dzień czy dwa dni po, pt. od jutra / od poniedziałku / od pierwszego przechodzę na dietę. Sprawdzam czy rzeczywiście pączek jest aż takim demonem jakim go malują, w rozmowie z Magdą Jarzynką – Jendrzejewską z Dietosfery.

Pani Magdo, co dokładnie robią nam pączki?

Magda Jarzynka – Jendrzejewska: Z pączkami jest taki problem, że nie robią nam nic dobrego. Nie mają żadnych wartości odżywczych. Za to mają puste kalorie i są tłuste. Bo pączek składa się z białej mąki, cukru – czyli dwóch rodzajów węglowodanów prostych i tłuszczu. Dlatego nie da się pączka w żaden sposób obronić i powiedzieć, że nam na cokolwiek robi dobrze, poza zaspokojeniem smaku. Pączek jest za to odpowiedzialny za podwyższenie poziomu cholesterolu i poziomu cukru i za dodatkowe centymetry w pasie i biodrach. Niezdrowy i dla cukrzyków i dla osób z problemami trzustki i dla tych, którzy mają kłopoty z sercem czy układem krążenia.

Pytanie za sto punktów: ile dokładnie pączek ma kalorii?

To zależy od komponentów i tłuszczu, na którym jest smażony. Jeśli smaży się go w bardzo podgrzanym tłuszczu, do środka dodaje nadzienie z domowej konfitury z wiśni i sypie cukrem pudrem (lub nie dekoruje z wierzchu wcale) i jest on nieduży, taki pączek zawiera ok. 270 kcal. I to jest wersja optymistyczna. Natomiast wersja hardkorowa, czyli pączek nadziewany kiepskiej jakości marmoladą, w której skład W skład której wchodzi bardzo dużo cukru, polukrowany i smażony na smalcu lub na nie do końca dobrze rozgrzanym tłuszczu (fryturze), przez co chłonie tego tłuszczu dużo więcej – może mieć 400 kcal.

Strasznie dużo! Ale ja zdecydowanie wolę zajadać faworki, które wydają mi się znacznie lżejsze niż pączki i przyjemniejsze w chrupaniu. Ile kalorii mają faworki i czy są mniejszym złem?

Wręcz przeciwnie! Faworki to kaloryczna pułapka. Są lżejsze wagowo, ale mają cieńsze ciasto i chłoną jeszcze więcej tłuszczu niż pączki. I dlatego 100 g faworków to aż 511 kcal! A 100 g to mniej więcej 6 faworków (jeden waży mniej niż 20 g). Faworki więc są jeszcze bardziej zgubne niż pączki, bo nie dają od razu uczucia sytości i często łapie się całą garść nie zastanawiając, ile to w sumie tłuszczu i kalorii.

Dramat. Chyba chwilowo straciłam na nie apetyt. Ale tak się zastanawiam czy pomimo tych mrożących krew w żyłach i gromadzących cholesterol w żyłach faktów, taki jeden dietetyczny skok w bok jest dla naszych ciał druzgocący? Czy jeden w porywach do kilku pączków lub garść faworków pożarta w Tłusty Czwartek robi w diecie spustoszenie?

Jeśli jest to jednorazowy skok w bok, to nie ma problemu. Przy dobrze zbilansowanej diecie pączka możemy zjeść na śniadanie i wypić do niego jogurt naturalny lub kefir i czuć się dobrze. Nawet jeśli pójdziemy na rekord i zjemy ich kilka (choć mówi się, że właśnie w Tłusty Czwartek są niedobre, bo ludzie kupują je nie zastanawiając się nad ich jakością, ze względu na ostatkową tradycję), to nas nie zabije. Najwyżej odchorujemy i odczujemy to na własnym żołądku. Czy warto? Na to pytanie już trzeba odpowiedzieć sobie samemu…

Zakładając, że przegięliśmy, zjedliśmy 5-10 pączków czy opakowanie faworków, odchorowaliśmy w toalecie i mając cały dzień zgagę czy powinniśmy od razu zrobić sobie detoks lub przejść na głodówkę?

Jeśli głodówka, to tylko jednodniowa. Nie jemy, przyjmujemy jedynie płyny, żeby żołądek się obkurczył. Natomiast detoks, to coś zupełnie innego. Ma za zadanie odtrucie całego organizmu, albo z nadmiaru kofeiny (przestajemy pić kawę i herbatę), albo z alkoholu czy cukru (o czym rozmawiałyśmy ostatnio). Aby rzeczywiście oczyścić organizm z tych substancji, przechodzimy na stopniowe odtruwanie się – ograniczając i redukując ich spożywanie. Albo z dnia na dzień rezygnujemy z ich picia lub jedzenia w ogóle. Jeśli nawet po ostatkach ma się przemyślenia o detoksie od słodyczy, tłuszczu czy białej mąki lub wszystkiego razem, wydaje mi się, że dieta przeciętnego Polaka nie opiera się o jedzenie samych pączków. Na szczęście oprócz tych słodkich i bezwartościowych wypieków, zjadamy masę innych rzeczy, więc pączkowego detoksu robić nie musimy!

Pracowałam w USA w Dunkin Donuts i tam działy się naprawdę dantejskie sceny. Zaczynałam o 8 rano, kiedy przychodzili klienci, którzy kupowali karton 12 pączków, do tego litrową kawę ze słodkim syropem i zjadali i wypijali taki zestaw na miejscu. Dlatego wiem, że są miejsca, w których ludzie tak się odżywiają. Ale mam nadzieję, że długo tego u nas nie będzie nawet w Tłuste Czwartki! Dzięki za rozmowę:)