Żyjemy w kraju, w którym panuje kult matki-Polki karmiącej piersią, rodzącej naturalnie, bez znieczulenia i nie narzekającej z powodu trudów macierzyństwa. Przecież to wszystko normalne, naturalne i pierwotne, a każda, która się nad tym użala jest złą kobietą i matką i powinna Bogu dziękować, że w ogóle ma dziecko. Ale jak na to nałożyć ostracyzm w stosunku do matek karmiących w miejscach publicznych, nieprzespane noce, kolki, sraczki, zapalenia piersi i bycie na niekończącej się diecie powstaje nie lada dylemat. Karmić warto czy nie warto?

Blaski

  1. Karmienie daje odporność dziecku, czego mam dwukrotny dowód pod moim dachem. Wykarmiłam dwójkę dzieci i rzeczywiście zarówno podczas samego karmienia – nie chorowały, jak i po odstawieniu od piersi – znacznie mniej chorowały na tle innych dzieci. Ale podejrzewam, że nie bez znaczenia jest też styl życia jaki prowadzimy jako rodzina, gotowania obiadów, zdrowej diety, nie pasienia dzieci chipsami i lizaczkami. Codziennie jedzą świeże owoce i warzywa, mają zbilansowaną dietę i piją wodę – nie soczki. Do tego dochodzą codzienne spacery 2-3 godziny dziennie niezależnie od pory roku czy pogody i dużo ruchu. Nie mniej wierzę, że tych 10 miesięcy w przypadku Teodora i 12 – Bianki naprawdę wpłynęły na to, że rzadko chorują.
  2. Dzieci karmione piersią, a nie sztucznym mlekiem nie mają problemów z nadwagą. Pomimo, że w przychodni, do której chodziłam i z małym Teo i z Bianką słyszałam zupełnie coś innego. – Ale go pani upasła! Przepajać, przepajać należy wodą ciepłą przegotowaną. I zupki niech je, bo za tłusty jest – mówiły panie pielęgniarki. Teo rzeczywiście jako niemowlę był kolosalny. Urodził się z wagą 4,5 kg i 61 cm długości i brzuszkiem jak piłka nożna;) Ale dziś ma wagę idealną (trochę poniżej normy, jak na swój wzrost), szczuplutkie i smukłe nogi i ręce i widać, że będzie bardzo wysoki. Czy posłuchałam wtedy pań pielęgniarek? Olałam to, co mówiły i dalej karmiłam go na żądanie, co jak widać – popłaciło.
  3.  Karmienie cycem wpływa na szybszy rozwój i inteligencję. Możliwe, że matki, które karmią butelką (bądź karmiły) wyleją mi na głowę wiadro popłuczyn po sztucznym mleku za karę, że gadam głupoty, ale moje dzieci naprawdę ultra szybko mówiły (od ukończenia 12 miesięcy, a pełnymi zdaniami jedno i drugie od ok. 18 miesiąca życia – Bianka ma dziś 1 rok i 9 miesięcy i recytuje Pawła i Gawła) i są bardzo bystre. Ale możliwe, że na to miało wpływ również to, że godzinami do nich i ja i moja mama, która kiedy wracałam do pracy przejmowała nad nimi ster – mówiłyśmy, nawet kiedy nie potrafiły jeszcze nic odpowiedzieć. Codziennie czytamy im książki i książeczki i rozmawiamy oraz poprawiamy, kiedy błędnie coś odmienią. Nie seplenimy, nie pieścimy się i nie piszczymy. Traktujemy ich jak ludzi, a nie pluszaki. Dlatego, być może na ich intelektualny rozwój oprócz cyca miało też wpływ nasze zaangażowanie.
  4. Mleko matki chroni przed alergiami. U mnie to się potwierdziło, ale wiem, że u wielu osób nie, więc wiem, że to blaski mojego karmienia, ale niekoniecznie twojego czy twojej siostry.
  5. Dzięki poznawaniu smaków w mleku matki dzieci karmione piersią mają większą ciekawość smaków (wszystko, co zjadasz trafia do pokarmu, więc może dlatego moje dzieci tak kochają czosnek i pesto oraz maliny, które przez obie ciąże pochłaniałam w ilościach hurtowych;)). Potwierdza to Michał, mój mąż pasjonat kulinariów. Bianka zachwyca się kozim serem i kiszonkami, a Teodor nie potrafi żyć bez bazylii i rozmarynu. Gotujemy w domu różnorodne dania i polskie i marokańskie i włoskie i hiszpańskie. Nie boimy się smaków. Przeciwnie – szalejemy za nimi. Na wyjazdach nasze dzieci próbują ryb, mięs, dań z jajek, a nawet owoców morza. Jest w nich taka ciekawość, że to aż zaraźliwe.
  6. Karmiąc – chudniesz. Możesz pochłaniać mnóstwo zbędnych kalorii i jeśli masz rasowego ssaka, którego niczym nie przepajasz i nie dokarmiasz, chudniesz. Piękniejszej figury, niż jako matka karmiąca – nie miałam: mega smukłe chude ciało i duże, pełne piersi (niestety to drugie bezpowrotnie mija, o czym w następnym akapicie;))

Cienie

  1. Często przez pierwsze trzy miesiące karmienia piersią musisz być na hardkorowej, restrykcyjnej diecie. Tak, wiem, że niektóre laski jedzą burrito czy kebab i nic ich dzieciom się nie dzieje, ale w moim przypadku, podczas gdy karmiłam Biankę przeszłam wszelkie możliwe diety eliminacyjne. Miała przekoszmarne kolki, zielone strzelające na lewo i prawo sraczki (zielone jak szpinak, więc nie koloryzuję), cierpiała i płakała. Nie chciałam się poddawać, więc wykluczałam po kolei: nabiał – pudło, cukier – pudło, gluten – pudło, surowe warzywa lub owoce – pudło. Po tygodniu – 10 dniach niejedzenia danej grupy produktów, kiedy widziałam, że te wszystkie poświęcenia są gówno warte (w dodatku zielone gówno), dałam za wygraną, zacisnęłam zęby i postanowiłam cierpliwie poczekać do końca 3 miesiąca życia. I wszystko przeszło. Co to może oznaczać? Jedynie to, że jej brzuszek potrzebował 3 miesięcy, żeby zacząć trawić mleko mamy. Udało się, ale te trzy miesiące wyrzeczeń, nerwów, płaczu, wrzasku, cierpienia małej i uszu całej rodziny to był koszmar, więc nie dziwię się matkom, które rezygnują i przechodzą na butlę ze sztucznym mlekiem.
  2. Cyc po karmieniu piersią zaczyna wisieć, a przez pierwsze kilka miesięcy po odstawieniu – zanika. Mnie uratowała seria zabiegów SPM o czym więcej przeczytasz tutaj. Zrobiłam ją po obu dzieciach i dziś mam swój biust, chociaż jego rozmiar jest dużo mniejszy niż przed dziećmi. Sorry, ale tak to wygląda i ściemy w stylu: urosły mi piersi po dziecku można naprawdę wsadzić między bajki – chyba, że rosły u pana chirurga (czego też już nie krytykuję, bo rozumiem, że można się zdołować widząc dwa suche wiszące naleśniki w lustrze i próbując je umościć w staniku – to dla wielu kobiet dramat).
  3. Laktacja działa na kobietę aseksualnie. Tu oczywiście zdania mogą być podzielone, bo niektórych kręcą takie „efekty specjalne” w łóżku jak kapiące mleko, hmmm… cóż mogę dodać, mnie akurat nie:)
  4. Matka karmiąca staje się dla dziecka chodzącym bufetem. To z tatą się bawi, to z babcią ma świetny kontakt, a widząc matkę zaczyna wyć i ją rozbierać (takie sceny oczywiście na późniejszym etapie rozwoju, kiedy ma już siłę i ma już konkretny wokal). Bliskość z dzieckiem jest cudowna i zdarzają się takie momenty, kiedy się rozpływasz i nie chcesz wyjść z tej cudowności (to hormon, który wywołuje laktację tak działa na mózg), do tego dochodzi karmelowy zapach główki maleństwa, które spożywając tylko mleko właśnie tak pachnie. Jak karmelek. Ale drący się 8 razy w ciągu nocy za piersią karmelek, może każdą, nawet najbardziej zen matkę doprowadzić do stanu osłabienia. 8 razy budził się Teodor do ssania piersi, przy której zasypiał – ja nie zasypiałam. I tak samo pod koniec przygody z cycem robiła też Bianka. 8 cyców w czasie kiedy chciałabyś się po 20 cycach w ciągu dnia zregenerować, to już jest naprawdę o drobinę za dużo.
  5. Dziecko ulewa, więc trzymając je do odbicia po karmieniu, chodzisz przez kilka pierwszych miesięcy obrzygana. Niestety, nie ma na to rady. Ale podobnie jest też ze sztucznym mlekiem, więc to akurat nie jest żaden argument.
  6. Zdarzają się dzieci, które wiszą na piersi godzinami. I jedzą na „śpiocha”, a kiedy je odrywasz zaczynają wrzeszczeć. Ja akurat takiego egzemplarza nie miałam, ale widziałam kilka takich przypadków. Dopóki matka nie znika z pola widzenia maluch widzi w niej wielkie mleko, które musi całe wchłonąć.
  7. Piersi bolą. Kiedy są przepełnione, pogryzione (pierwsze ząbki są jak igiełki piranii), kiedy łapiesz stany zapalne i wysoką gorączkę. Zapalenia piersi doświadczyłam raz i to ból, który przypomina ci, że jednak macierzyństwo bywa ciężkie. Temperatura osiąga 40 stopni i nic nie działa, dopóki ssak lub twój partner (dla mnie to jest jednak masakra!) nie wyssie zalegającego w piersi mleka, a może się skończyć na antybiotykoterapii.
  8. Odstawienie dziecka od piersi porównałabym jedynie z rzuceniem jedzenia czekolady, bo do papierosów nie chcę porównywać. Palenie to syf, więc rzucić nie żal. Ale czekolada? Jest taka pyszna i poprawia humor. I karmienie daje poczucie ulgi (oksytocyna, kolejny hormon), kiedy maluszek ssie mleczko, wtula się jak koala w mamę i stanowią jedną całość. Cholernie ciężko zostawić te emocje, tę bliskość, więź, uzależnienie. Cycki bolą jak obijane młotkiem od zewnątrz i od środka, głowa pęka z gorączki i z płaczu i z wyrzutów sumienia, które nasuwają się do zwojów nie wiadomo skąd. A to jest nonsens. Odstawiając dziecko od piersi nie wystawiasz go za drzwi i nie dajesz wilczego biletu. Po prostu wybierasz dla niego inny rodzaj jedzenia. Możesz dawać mu mleko sztuczne, roślinne, a możesz też z mleka zrezygnować i dawać mu normalne posiłki, które jest zdolne spożywać już od czwartego miesiąca życia (ze schabowym czy bigosem bym jednak uważała, ale gotowane zupki czy kasze naprawdę nieźle smakują takim brzdącom). Najlepiej jeśli dzidzia odstawia się sama, wtedy na sercu lżej.
  9. Huśtawka hormonów podczas karmienia jest jakimś obłędem. Stany emocjonalne – możliwe, że z wyczerpania i niewyspania – przekraczają twoje wyobrażenie o tym, do czego jesteś zdolna. A niby te matczyne hormony powinny kobiecie dodać łagodności i cierpliwości… Nie w moim przypadku.
  10. Ostracyzm społeczny w stosunku do mam karmiących wciąż u nas panuje. I na ulicach i w rodzinie. Wujkowie na imprezach rodzinnych ukradkiem robią sobie fotkę z twoim wielkim mlecznym biustem, koledzy lampią się, jakby sami chcieli się napić mleka twojego autorstwa, a uprzejme starsze panie w parku wylewają na ciebie hektolitry słownych pomyj, że świecisz cycami. Bo przecież właśnie przed nimi pragniesz cycami zaświecić – czyż nie? Szczerze mówiąc dziwię się, że widok kobiety z dzieckiem przy piersi wzbudza w innych takie emocje. To jest ten rodzaj intymności, od którego wszyscy powinni się serdecznie odpieprzyć. Dziecko ma prawo przytulić się do mamy, kiedy tylko ma taką potrzebę, a matka powinna mieć spokój karmiąc dziecko, żeby się nie zestresowało lub tego stresu wraz z mlekiem się nie najadło. Ale u nas wciąż panuje średniowiecze i jakaś porąbana niekonsekwencja. To kobieta ma czy nie ma karmić? Krytykowana jest w obu przypadkach.

Patrząc jednak na moją dwójkę dzieci, nie żałuje ani jednego dnia i nocy, podczas których je karmiłam. Nie czuję się superbohaterką, ale supermamą, że dałam im najlepsze mleko. Karmiłam piersią, bo mogłam. Bo nie straciłam pokarmu i wiary, że mi się uda, pomimo, że bywało mnóstwo gorszych momentów.

Chorowałam i miałam coraz niższą odporność, dostałam nawrotu Atopowego Zapalenia Skóry i zmian trądzikowych, straciłam dawny kształt piersi. Ale zyskałam siłę i wiarę w swoje możliwości. I nie dam sobie wmówić, że odstawiając je od piersi byłam złą matką lub że powinnam była je karmić tyle i tyle. Wszystkie porady tego typu trzeba olać i skupić się na tym, żeby mieć siłę do i dla tego dziecka, jak i siebie samej. Bo dziecko jest szczęśliwe tylko wtedy, kiedy mama jest szczęśliwa. A jeśli mama jest szczęśliwa, gdy może wyjść z domu na kilka godzin bez pękających z bólu piersi, czy przemoczonych wkładek od stanika, to ma do tego prawo. I wara wszystkim od jej decyzji.

Comments are closed.