Śmiech to zdrowie i zmarszczki mimiczne. A po wczorajszym spotkaniu z dyrektorem artystycznym Bobbi Brown, Eduardo Ferreirą moje bruzdy nosowo-wargowe się jeszcze pogłębiły. Z uśmiechem nauczył mnie jak odpowiednio nakładać makijaż, żeby uniknąć efektu tapety, maski czy gładzi szpachlowej. Każdą cenną radę znajdziecie poniżej.

Jak pięknie wyglądasz!
Piękna cera to podstawa dobrego wyglądu obok czystych włosów, zębów czy paznokci świadczy o twojej (czy mojej) higienie. Niestety od lat przyjęło się w Polsce myślenie, z którego wynika, że lepiej „zatapetować” niż leczyć – o czym więcej pisałam w artykule Trądzik dorosłych kobiet istnieje. Jak z nim wygrać?

O źle dobranych fluidach do: rodzaju skóry, jej kondycji, wreszcie – koloru cery, można by napisać epopeję. Ale jestem dziś łaskawa i oszczędzę Ci zrzędzenia o ciastkowych, zwijających się, odchodzących niczym kiepskiej jakości farba, zważonych i szarych podkładach. O tych zbyt różowych, za ciemnych – skąd u Słowianek takie zamiłowanie do koloru brzoskwiniowego lub brązowego (?!?) czy zbyt grubych i kryjących. Te ostatnie to piekło dla skóry, o czym pisałam we wspomnianym tekście i czego dowodzą badania dr Ewy Chlebus, specjalistki dermatolog i jej ekipy z kliniki Novaderm.

Ale zostawiam ten temat i koncentruję się na przyjemniejszym. Otóż można się malować, nie wyglądać jak z dokręconą nie swoją głową, a przy tym tuszować niedoskonałości i dać skórze oddychać. Sposób? Lekkie podkłady o wodno-żelowej formule. Takie, które jeśli nosisz, wszyscy komplementują twój piękny wygląd, świetlistą cerę, a nie twój makijaż (to nie jest komplement, to znaczy, że z czymś przesadziłaś lub coś w makijażu nie wyszło). Stopniowo odchodzi się – Bogu dzięki – od warstw matujących. Najmodniejszy efekt to świetlista skóra, która wygląda na młodą, naturalną i gładką. Poniżej sposób mistrza Eduardo Ferreiry jak go uzyskać.

Od nawilżenia po rozświetlenie

Najważniejszą zasadą dobrego makijażu jest to, aby wyglądał jak skóra. A jeśli ta jest przesuszona, podkład położony na nią zamieni się w wężową łuskę i efekt perfekcji będzie pozamiatany. Słowem, po pierwsze, zanim sięgniesz po fluid, zadbaj o nawilżenie skóry. Ekipa Bobbi Brown, czyli Magda Atkins i Eduardo Ferreira poleca nawilżający krem do twarzy Hydrating Face Cream Bobbi Brown i krem pod oczy Hydrating Eye Cream Bobbi Brown. Są bardzo lekkie, więc sprawdzą się na każdej cerze pod makijaż (nawet tłustej). Krem pod oczy wkładam do kosmetyczki na zawsze… Ale uwaga! Dla skóry z łuską na nosie (od wszędobylskiego zimowo-smogowego kataru), atopowej czy suchej, ten krem nawilżający to zdecydowanie za mało. Jak masz u siebie rozpoznać czy twoja skóra odpowiednio się nawodniła? Jeśli po nałożeniu kremu czy emulsji nawilżającej masz na skórze uczucie ściągnięcia, warto użyć np. nawilżająco – rozświetlającej bazy pod makijaż Illuminating Moisturizing Balm Bobbi Brown (fota nr 2). Jeśli miałabym ograniczony budżet (piszę jakbym nie miała, (sic!)) i do wyboru krem nawilżający lub właśnie tę bazę, bez dwóch zdań zdecydowałabym się na nią. Wygładza skórę, rozświetla i naprawdę mega nawilża skórę twarzy (i szyi, dekoltu oraz ramion – gdzie tylko ją nałożysz).

Korektor i podkład

– Aplikację fluidu na twarzy zawsze zaczynaj od… nałożenia korektora niwelującego sińce pod oczami! Wtedy użyjesz znacznie mniej podkładu, bo skóra z rozświetloną i rozjaśnioną skórą pod oczami momentalnie wydaje się bardziej świeża i wypoczęta – mówi mistrz makijażu Eduardo Ferreira. Nie sposób się z nim nie zgodzić po tym, jak wykropkowuje pod moim okiem malunek korektorem Instant Full Cover Concealer (w kolorze Cool Sand) Bobbi Brown. Kropki rozsmarowuje okrągłym pędzlem, a produkt „roztapia się” i przylega do skóry pod oczami. Wyglądam jakbym pierwszy raz od dawna była bardzo wyspana, wypoczęta i po detoksie bez cukru, mięsa i całego syfu miejskiego, który mnie na co dzień truje. Korektor jest gęsty, ale kremowy, więc nie podkreśla kurzych łapek i nie podrażnia mojej atopowej powieki (testuję go trzeci dzień i naprawdę jest dobrze! Musisz mi uwierzyć).

Dopiero wtedy, kiedy oko jest już rozświetlone i „wypoczęte”, makijażysta przechodzi do dobierania odpowiedniego podkładu. Dziś testuję Skin Long-Wear Weightless Foundation Bobbi Brown, czyli fluid o żelowej, bardzo lekkiej formule. Nie wymaga rozsmarowywania, rozpracowywania czy specjalnych umiejętności mistrza makijażu. Jest bardzo łatwy w obsłudze i co mnie ogromnie cieszy – można go nakładać palcami. A nawet trzeba! Pod wpływem ich ciepła jego formuła (podkładu) wtapia się w skórę. Oczywiście dla upartych, które nie potrafią żyć bez gąbeczek i pędzli – spokojnie, możesz ich używać (mnie niestety przeraża zawsze higiena tych wszystkich akcesoriów i to czy przypadkiem jeśli myję je specjalnym środkiem, to później ten środek nie spowoduje większego wysypu na skórze, albo czy np. myję je odpowiednio często? Mam wątpliwości, więc najczęściej ich po prostu unikam i ufam swoim opuszkom palców).

Jak dobrać idealny odcień podkładu?

Częściowo wyjaśniałam już ten temat w dwóch wpisach: Makijaż na poprawę humoru oraz Profesjonalny makijaż? Zobaczcie krok po kroku jak to robi mistrzyni!, gdzie opisuję porady profesjonalnych makijażystek. Podkład testuj na twarzy – nie na szyi, dekolcie, dłoni (bez sensu, przecież nie będziesz go nosić na dłoni) i przede wszystkim: na nagiej, niepomalowanej skórze.

Wybierz trzy kolory podkładów (testerów) i nałóż je na policzek, czoło i brodę w formie trzech pasków (nie piję tutaj do słynnego logo firmy sportowej;)). Jeśli któryś wydaje ci się zbyt ciemny – zapomnij o nim, jeśli któryś wydaje się zbyt jasny – poczekaj chwilę (podkłady to produkty, które się utleniają i ciemnieją, więc np. osoby z cerą tłustą, łojotokową, powinny z nimi kilka godzin pochodzić, żeby zobaczyć jak będą prezentować się na skórze po upływie czasu kiedy gruczoły łojowe zaczną produkować sebum), natomiast ten, który niemal zniknął prawdopodobnie jest twoim kolorem idealnym!

Wyjątek: znam makijażystkę – Gosię Smelcerz z House of Makeup, która używa na własnej skórze dużo ciemniejszego podkładu, bo wygląda w nim znacznie lepiej niż w jasnych. Znam też dziewczyny, które dla odmiany celowo sięgają po jaśniejsze podkłady. Grunt, żeby nie były różowe! Bo jak to pięknie ujął Eduardo Ferreira „zbyt różowe podkłady były zbrodnią na kobiecej urodzie w latach 80.” Z tego względu w Bobbi Brown znajdziesz tylko neutralne odcienie fluidów, z mniejszą lub większą zawartością żółtych pigmentów (choć różowe podkłady niwelują sino-szary koloryt cery i nie do końca są aż tak złe, ale rzeczywiście przy jasnej, różowawej skórze Polek – Słowianek dodawanie więcej różu w skórze to przesada! Muszę o tym więcej napisać przy innej okazji).

Kolor wybrany? Z moim był kłopot, bo dwoje makijażystów sprzeczało się który z nich będzie mniej widoczny: mam dużo ciemniejszą twarz niż szyję i dobranie koloru to u mnie niezła gimnastyka. Ale decyzja zapadła. Wygrał kolor Beige, spośród 30 kolorów Skin Long-Wear Weightless Foundation Bobbi Brown wyglądał najbardziej naturalnie. Jak go się aplikuje?

– Podkład zawsze zaczynaj od nakładania na najbardziej wymagające korekty miejsca, czyli skórę na policzkach i wokół nosa, gdzie jest najwięcej popękanych naczynek, rozszerzonych porów, itp. Jeśli zaczniesz aplikację fluidu od skóry na czole, zrobisz sobie potworną, grubą maskę. Tam zwykle skóra wymaga najmniejszej ilości produktu – radzi Eduardo Ferreira.

Tak, tak, tak! Od razu kiedy to przeczytasz, zapamiętaj na zawsze. Nakładaj fluid zaczynając od centralnej części twarzy. To naprawdę działa. Testowałam wczoraj i dziś i naprawdę jestem olśniona, że tak niewielką ilością produktu można usunąc z twarzy zmęczenie, miasto i całą resztę.

A co z pudrowaniem? Zła wiadomość dla „pudernic” (uwielbiam to słowo, jest naprawdę cudne) to ta, że puder matujący stosuje się w dzisiejszych lśniących czasach homeopatycznie. Czyli jeśli masz nadmiar sebum na twarzy, odciśnij go w bibułkę matującą lub cienką chusteczkę higieniczną. To za mało? Przypudruj tylko miejsca, które naprawdę tego wymagają i na okazje, które naprawdę tego wymagają. Z mojego doświadczenia świecącej się wiecznie twarzy wynika, że im więcej matuję, tym mocniej świecę. Powtarzam na blogu do znudzenia, że im bardziej matujesz – wysuszasz skórę, tym więcej łoju (sebum) produkują gruczoły łojowe, żeby sobie z suchością poradzić.

Profesjonalny makijaż?

Na zdjęciach z Eduardo Ferreirą z Bobbi Brown moja skóra wygląda pięknie. Poza tym dniem, kiedy robił mi makijaż sam mistrz, ale wykorzystując jego rady i triki – również. Jeśli więc pominęłaś kilka poprzednich akapitów, polecam ściągę z najważniejszymi poradami Dyrektora Artystycznego Bobbi Brown, który naprawdę wie, co mówi i zna się na tym, co wygląda fajnie, a co przypomina dramat w trzech aktach.

Ściąga o idealnym podkładzie, który wygląda jak skóra a nie jak tapeta:

  1. Podkład nie oznacza pięknej skóry. O tę musisz sama zadbać, m.in. czytając mojego bloga i stosując się do zasad: oczyszczanie, złuszczanie, pielęgnacja (nawilżanie, odżywianie). Także bez kremu nawilżającego pod fluidem, daleko nie pojedziesz, nawet z najlepszym podkładem z wypierdzianymi w kosmos molekułami i wegańskimi kosmosami czy komosami
  2. Mniej w makijażu znaczy lepiej. Zawsze kiedy mowa o podkładzie. Im większa warstwa i im bardziej kryjący fluid, tym gorszy efekt „zmalowania”, niezależnie od pory dnia, nocy, czy roku
  3. Korektor pod oczy to pierwszy gest w makijażu twarzy. Trzy razy tak. To działa i niech cię wszystkie moce strzegą przed nakładaniem na skórę wokół oka fluidu – jest zbyt ciężki lub wysuszający na tak delikatną partię twarzy. Korektor tuszuje sińce, rozświetla skórę (nie tylko spojrzenie), więc z automatu nakładasz mniejszą warstwę podkładu i nie zamieniasz go w tapetę
  4. Kolor idealny podkładu, to taki, którego nie widać na twarzy. Przyciemnić możesz bronzerem, rozświetlić skórę rozświetlaczem, ale na całej twarzy powinien się znaleźć mniej więcej kolor twojej skóry, a nie skóry Beyonce czy Tildy Swinton
  5. Podkład aplikuje się zaczynając od centralnej części twarzy. To tam jest najwięcej naczynek, rozszerzonych porów i całej reszty niespodzianek. Oczywiście nie ma reguły. Ale lepiej zawsze warstwę dodać, niż odjąć. Bo odejmowanie makijażu to nic innego jak demakijaż.
  6. Matuj tylko przed występem przed kamerą lub jeśli naprawdę musisz. Zamiast pudrów matujących, sięgnij po dobry podkład i bibułkę matującą. Kolejne warstwy produktu wyglądają na twarzy jak zakalec.

Comments are closed.