Im jestem starsza, tym bardziej wrażliwa na zapachy, filtry przeciwsłoneczne, produkty do pielęgnacji skóry dziecka, pieluchy, płyny do naczyń, mydła, żele, pasty do zębów i szampony. Kiedy jest źle – chodzę w długim rękawie nawet w upały, żeby nikogo nie straszyć wyglądem skóry na moich rękach i ramionach. Zachodzę w głowę skąd się te wysypki, pokrzywki czy egzemy skórne biorą? Rozmowa z Ewą Daniel, duńską toksykolog z Allergy Certified wiele mi wyjaśnia…

Skąd się biorą alergie skórne? Czy to dziedziczne?
– Atopowe zapalenie skóry jest dziedziczne (więcej na ten temat przeczytasz we wpisie Dlaczego trądzik i atopowe zmiany skórne wciąż nawracają. Chyba poznałam odpowiedź, natomiast alergie kontaktowe to rzecz nabyta. Powstają wtedy, kiedy przesadzi się z ilością składników nakładanych na skórę, itp. Na liście alergików są nawet dzieci do czwartego roku życia, już uczulone, np. na perfumy. Powód – składniki zapachowe są wszędzie: w mydłach, proszkach, kremach, pastach do zębów, mokrych chusteczkach… Zły dla delikatnej, wrażliwej skóry dziecka jest rumianek. Potwornie uczula, a jest w składzie mydeł i kremów dla niemowląt. Oprócz olejków eterycznych i perfum, powinno się unikać przesady w ilości kosmetyków, które nakłada się dziecku na skórę. Jak np. krem przeciwsłoneczny z filtrem UV o 7 rano, jeśli ma przez cały dzień siedzieć w przedszkolu czy szkole.

A czy są jakieś zasady dla dorosłych, żeby się uchronić przed alergiami kontaktowymi?
– Podobnie. Nie narażać skóry na kontakt ze zbyt dużą ilością składników chemicznych (zwykle krótsza lista INCI, to lepszy wybór). Nie nakładać kremu z filtrem, jeśli przykrywasz go podkładem, który zawiera SPF. Kolejną kwestią jest to, żeby skóra nie miała non-stop styczności z tym samym składem chemicznym, bo może go w pewnym momencie odebrać za intruza. Najlepszą zasadą jest rotacja. Raz używaj jednego, raz drugiego szamponu, czy kremu. Poza tym, unikaj pachnących kremów czy balsamów, gdyż większość alergenów to substancje zapachowe. I daj skórze odpocząć, np. zafunduj jej dzień – dwa dni bez makijażu (np. w weekend).

Dlaczego wiele osób narzeka na to, że szkodzi im coraz więcej kosmetyków (reagują na nie pokrzywką kontaktową, przesuszeniem skóry, podrażnieniem)?
– Problem polega nie tylko na samych składnikach kosmetycznych, ale na przechowywaniu surowców. Zanim znajdą się w kremie do rąk czy mydle, zalegają w dużych metalowych zbiornikach, które są dezynfekowane, albo dodaje się do nich konserwantów, żeby komponent nie stracił wartości. Firmy nie przyznają się do tego, co dodały do danego surowca. I właśnie tym się zajmuje Allergy Certified, instytucja, którą reprezentuję.

Słowem, osoba wrażliwa na konserwanty jest bez szans, skoro producent nie musi tłumaczyć się z dodawania takich substancji…
– Jeśli na produkcie widnieje logo Allergy Certified (w Polsce takie logo mają m.in. kosmetyki Derma, Derma Baby i organiczne podpaski i tampony Ginger Organic – więcej na temat tej marki przeczytasz we wpisie Helena Kristensen. Kobieta, która walczy o komfort życia i zdrowie intymne kobiet), to oznacza, że przebadaliśmy zarówno produkt, jak i komponenty, z których powstał. Jeśli wartości stężeń zostaną przekroczone, nie dajemy certyfikatu. Poza nomenklaturą INCI (nazwy po łacinie lub w skrócie), podajemy też nazwy części rośliny, z której powstały. Jeśli firma wykorzystuje aloes, to piszemy czy składnik jest z łodygi, korzenia czy kwiatu aloesu oraz jego dokładne stężenie.

Czy można przewidzieć jakie stężenie będzie dla skóry szkodliwe?
– Jeśli potencjalny alergen ma poniżej 1 proc, to nie powinien uczulić (jest to niezwykle rzadkie). Na przykład czarny barwnik w maskarach do rzęs (tlenek żelaza), zawiera nikiel, więc mógłby wywoływać alergie, natomiast jeśli jego stężenie nie przekracza 1 proc. (Allergy Certified dokładnie sprawdza ten aspekt), wszystko jest ok.

A czy są składniki, które bez względu na stężenie wywołują reakcje skórne?
– Tak, na przykład PPD (parafenylenodiamina). Indianie używają jej do zabijania zwierząt, a w świecie kosmetycznym najczęściej spotyka się ją w czarnej hennie (czerwona nie robi krzywdy), którą wykorzystuje się podczas robienia tatuaży, ale także w farbach do włosów. PPD nie powinna mieć bezpośredniego kontaktu ze skórą. A na farbach do włosów jest często napisane, żeby nałożyć je na skórę i po 12 godzinach sprawdzić czy nastąpiło podrażnienie. Nigdy tego nie róbcie! Taka próba uwrażliwia skórę, uzbraja się ona i przy kolejnym kontakcie, np. podczas aplikacji farby do włosów, kończy się bardzo poważnymi reakcjami jak silny obrzęk, duszności, wysypki (a nawet wstrząs anafilaktyczny). Każdy kto ma styczność z PPD o stężeniu powyżej 10 proc. ma reakcję alergiczną. A w czarnej hennie do tatuażu jest 6-27 proc PPD!!!!  Dlatego wywołuje ona poparzenia skórne. I kiedy jest np. reakcja po tatuażu o wzorze smoka, przy każdym kolejnym kontakcie skóry z PPD, w tym miejscu gdzie namalowano smoka, odnowi się jego dokładny kształt. Czasami skórę w tym miejscu, gdzie dawniej nałożono PPD, pokrywają bąble, strupy, czerwony obrzęk. Reakcja zwykle następuje 24-48 h po kontakcie alergenu ze skórą. Natomiast w niektórych farbach do włosów PPD występuje w stężeniu 4-16 proc. Jeśli już wiesz, że miałaś kontakt z PPD i podrażniła twoją skórę, może dojść do reakcji krzyżowej z innymi produktami, jak czarne ubrania, rajstopy, guma, lekarstwa lub miejscowe znieczulenie. Na te ostatnie nie masz wpływu, ale z ubraniami i rajstopami można coś zrobić. Na przykład wyprać w pralce zanim założysz je na skórę. Na programie 40 stopni, 70 proc. formaldehydów i kolorantów się wypierze.

Brzmi jak czarny scenariusz…Co jeszcze jest silnym alergenem spośród składników kosmetycznych?
– Konserwanty (pochodne formaldehydu). Formaldehydy w lakierach i hybrydowych lakierach do paznokci – uczulają totalnie. Występują w niskich stężeniach, ale wywołują reakcje kontaktowe (na dłoniach, ustach oraz powiekach, które dotyka się palcami z pomalowanymi paznokciami), kleje, perfumy i substancje zapachowe, rośliny – olejki eteryczne, guma, metale, np. nikiel. Coraz więcej dzieci ma alergie na chemiczne filtry UV. Koszmarny jest też MIT (Metylizotiazolinon). To składnik dodawany do konserwowania, m.in. mokrych chusteczek. Efekt: buzie i okolice intymne dzieci, które rodzice nimi przemywają są pokryte wysypkami, wybroczynami i stanami zapalnymi. MIT podrażnia skórę, ale i śluzówki. Jest składnikiem farb ściennych, zmywalnych wodą. Szkodzi nawet samo oddychanie powietrzem po remoncie. Toksyczna substancja utrzymuje się 42 dni po pomalowaniu ścian. Podrażnia oczy i skórę, dlatego, jeśli remontujesz mieszkanie i używasz farby z tym składnikiem, najlepiej wyjedź na dłuższe wakacje… Ale MIT często występuje nawet w szamponach, dlatego warto sprawdzać skład.

Pytanie z innej beczki. Czy zawsze organiczny znaczy dla alergika lepszy?
– Niekoniecznie. Z puli 26 alergenów – 19 jest organicznych. Zawsze na wykładach zadaję to pytanie: co jest zdrowsze dla alergika: organiczne mleko czy coca-cola? Cola wbrew pozorom jest bezpieczniejsza i może pić ją prawie każdy, a mleko wywołuje u wielu osób alergię.

Z tą colą to niezłe! Myślę, że to płachta na byka dla kochających wszystko, co nosi „metkę” bio. Ale dlaczego jest wymienionych tylko 26 alergenów?
– Powinno się dodać do listy jeszcze 82 kolejne. Wszystkie są komponentami zapachowymi, a lobby perfumiarskie protestuje, żeby ich nie włączać. W testach płatkowych, są tylko dwie mieszanki: perfumy 1 i perfumy 2. Testujesz 14 składników, a jest jeszcze 82 kolejnych, które wywołują alergie, jak np. wanilia. Powinno się nie używać dezodorantu z perfumami, bo skóra pod pachami jest bardzo cienka i podatna na podrażnienie. Pasta do zębów – również ma komponenty zapachowe i często podrażnia cienką skórę ust.

A co oznacza hipo/hypoalergiczny? Czy to jakakolwiek informacja?
– Hypo znaczy mniej, więc hypoalergiczny nie znaczy nic. Dlatego jeśli firma używa 3 z 5 alergenów i nazywała swój produkt hypoalergicznym to dlatego, że np. pozostałe produkty tej marki mają ich w składzie jeszcze więcej.

Jak można się w tym wszystkim połapać?
– Na naszej stronie (allergycertified.com) znajdziesz informacje: co możesz, a czego nie powinnaś używać, które marki mogą pochwalić się naszym znakiem, które są z pewnością przebadane. I wszystko na temat komponentów.

Czy w Danii, gdzie bardzo ostrożnie dobiera się kosmetyki są w ogóle alergie kontaktowe?
– Dania to mały kraj, 5 mln ludzi, wszyscy mają pracę i pensję, więc można powiedzieć, że panuje tu dobrobyt. Duńczycy bardzo dbają o to, co nakładają na skórę i co produkt zawiera. Żadna mama w Danii nie kupi dziecku produktu bez co najmniej jednego certyfikatu. Jeśli nie ma logo Allergy Certified, to nie odważy się tego wziąć dla dziecka, jeśli jest perfumowane – też nie kupi i nie użyje (zadziwiające jest to, że w Polsce dopuszcza się stosowania komponentów zapachowych w produktach dla dzieci – to koszmar i nieporozumienie, dziecko pięknie pachnie swoim naturalnym zapachem, po co nakładać na nie kwiaty czy wanilię). Ale nie zmienia to faktu, że alergie kontaktowe są, bo jest coraz więcej chemii w naszym otoczeniu. Co prawda mniej niż w innych krajach europejskich, ale w dalszym ciągu są.

Dzięki za superciekawą rozmowę!
– Dziękuję!

Mój wywiad z Ewą Daniel ukazał się również w czerwcowym wydaniu (6/2018) magazynu „Be Active”. Tam można poza wywiadem przeczytać listę najbardziej szkodliwych substancji chemicznych wywołujących alergie kontaktowe i podrażnienia skórne. Natomiast więcej na ten temat można również przeczytać na stronie allergycertified.com

Comments are closed.