Gładsza skóra bez bruzd i zmarszczek, a w dodatku bez igieł, bólu i wizyty w gabinecie. Kiedy dostałam do testu zestaw do wypełniania zmarszczek i ujędrniania skóry Fillerina, uznałam, że to dobre hasło marketingowe. Nie uwierzyłam, że to możliwe. Ale nie byłabym sobą, gdybym go nie przetestowała na własnej 36-letniej skórze. Zachwyt po użyciu „wypełniaczy” pojawił się już po 10 minutach – co było dalej?

Nie do śmiechu. Bruzdy nosowo-wargowe

Zawsze powtarzam, że lepiej mieć mimikę, która z czasem zaznacza się na twarzy, jako zmarszczki śmiechu, niż taką, która świadczy o gniewie. Akurat w moim DNA nie brakuje żadnych emocji, więc mam na twarzy dosłownie wszystko. I pomimo, że jak na 36 lat moja skóra ma niewiele zmarszczek, widać nawet po tych kilku, że przekroczyłam 30-stkę.

Moją genetyczną przywarą, po dziadku, którego uważam za najprzystojniejszego faceta na ziemi, są równie przystojne i dostojne bruzdy nosowo-wargowe. Wzmacniam je każdego dnia, bo nie potrafię śmiać się półgębkiem jak dama czy nimfa. Barwna mimika zaznacza się więc bruzdami, które z roku na rok są coraz głębsze, ale jeszcze nie odważyłam się pójść do gabinetu medycyny estetycznej i je wypełnić zagęszczonym kwasem hialuronowym.

Dlatego pomysł użycia „wypełniacza” zmarszczek, którego nie trzeba podawać igłą, ale przyjemnym w użyciu – i ślicznym na dodatek – preparatem do stosowania w domu, wydał mi się dobrym planem, żeby zrobić na 36-ste urodziny z bruzdami śmiechu – porządek.

Dermokosmetyczna kuracja wypełniająca do użytku domowego szwajcarskiej marki Fillerina Labo, zawiera dwie szklane fiolki. Numer 1, czyli Dermo-Cosmetic Gel Filler #fillerinapoland, to żelowy preparat z kwasem hialuronowym i pochodnymi tego kwasu o różnych wielkościach cząsteczek. Nie bawiąc się w chemika, czy biotechnologa – chodzi o to, że każdy rozmiar cząsteczki kwasu spełnia inne zadanie. Usieciowany kwas jest wypełniaczem, a ten nieusieciowany – poprawia elastyczność i ujędrnia skórę. Drobniejsze cząsteczki usprawniają nawilżenie w głębszych warstwach i stymulują fibroblasty do produkcji kolagenu i elastyny. A te większe – kumulują wodę w skórze i działają wypełniająco.

A co takiego potrafi sam kwas? Mam wrażenie, że pisałam już o nim miliard razy i nie chcę się powtarzać… Natomiast jego działaniem numer jeden jest wiązanie wody w komórkach skóry, co zapobiega jej odparowywaniu z naskórka. Kwas hialuronowy w kosmetykach, czyli stosowany zewnętrznie wytwarza na powierzchni skóry niewidzialną siateczkę i chroni ją przed przesuszeniem i nawilża.

Z zestawu Fillerina biorę flakonik z przezroczystym żelowym preparatem (nr 1) i specjalną strzykawką zakończoną niby-igłą. To aplikator do precyzyjnego nakładania produktu w zmarszczki i bruzdy. Można więc pobawić się w doktora medycyny estetycznej i na oczyszczoną skórę nałożyć punktowo Fillerinę. W moim przypadku preparat ląduje najpierw na wspomnianych bruzdach nosowo-wargowych, następnie na kilku kurzych łapkach (w zewnętrznych kącikach oczu), w tzw. dolinie łez, czyli w oczodołach i na czole. Widzę mały zarys zmarszczki gniewu i kilka zmarszczek poprzecznych.

Po kilku minutach od nałożenia preparatu, czuję znajome mrowienie, porównywalne do tego po użyciu błyszczyka powiększającego usta. Jak działa technologia Fillerina? Preparat, którego producent zaleca nałożyć 1-2 ml (w strzykaweczce mieści się 1 ml i dla mnie w zupełności wystarcza na wszystkie zmarszczki, łącznie z lwią zmarszczką mojego męża i „szramą” poduszkową na jego czole) wchłania się w skórę w takiej ilości, jaką jest ona w stanie przyjąć. A pozostałość po 10-15 minutach, zastyga jak zaschnięta galaretka. I wówczas albo należy ją zdjąć – zrolować, albo położyć się z nią spać. Za pierwszym razem nakładam ten preparat rano, ale następnego dnia idę z nim spać. I ten sposób polecam! Skóra w ciągu nocy kosmicznie się wygładza i wygląda na dużo równiejszą o poranku. Zgniecenia poduszkowe znikają – jak miło!

Nie gniewaj się lwie!

Po 10 minutach od nałożenia preparatu nr 1, sięgam tak, jak mówi producent po produkt nr 2 Nourishing Film for the oval Fillerina. Jest dużo gęstszy niż żelowa jedynka, ma bardziej kremową konsystencję bogatej emulsji, więc trzeba się bardziej napracować strzykawką, żeby pobrać go ze słoiczka. Nakładam go na całą twarz i szyję. Podobnie jak w przypadku 1, dwójki wystarcza mi również tylko 1 ml, czyli jedna strzykawka.

Niezwykłe jest to, że kwas hialuronowy w obu produktach dosłownie wypycha nierówności skóry od środka. Nie tylko moje bruzdy, „lew” i kurze łapki już po kilkunastu minutach są dużo płytsze, ale cała skóra wydaje się gładsza. Co mnie bardzo cieszy – rozszerzone pory są dużo mniej widoczne. W związku z tym, cała skóra wygląda na młodszą i bardziej jednorodną. Jest więc to wymarzony efekt przed wielkim wyjściem.

A gdyby tak ten efekt zmultiplikować, przedłużyć, spłycić zmarszczki i bruzdy jeszcze intensywniej i zatrzymać to wygładzenie na dłużej? Zestaw wypełniający #fillerinapoland jest dwutygodniową kuracją wypełniającą zmarszczki, ale aby jej działanie podtrzymać, oprócz dwufazowego serum, używam kremu na dzień i kremu pod oczy i na skórę wokół ust.

Zachwyca mnie nie tylko konsystencja, która pomimo, że jest gęsta i kremowa, płynnie wchłania się w skórę twarzy, szyi i dekoltu (wystarczy odrobina, tak wydajne są te produkty), ale i fakt, że nie podrażnia, nie uczula i nie wywołuje żadnych reakcji kontaktowych. Skóra jest gładsza, bardziej promienna i nawilżona przez cały dzień. Pomimo upału, klimatyzacji – nie czuję dyskomfortu ani ściągnięcia przez wiele godzin. Cieszę się, że tubka kremu na dzień jest tak wydajna, że będę mogła zaprzyjaźnić się z nim na dłużej.

Uczucie i efekt wygładzenia po nałożeniu pielęgnacji na dzień utrwala się z dnia na dzień. Natomiast głębokość, bruzd zmniejsza się stopniowo, co widzę każdego dnia  po moich selfie! Skóra jest dużo gładsza i bardziej napięta. Chłonie kwas hialuronowy jak gąbka i wygląda coraz lepiej.

Dowodem na to, że aplikacja serum z kwasem hialuronowym przynosi rezultaty jest fakt, że budzę się bez zagnieceń na skórze. Moja cera ma bardziej wyrównany koloryt. Jest świetlista i świetnie wygląda nawet bez makijażu. Mam nadzieję, że ten stan potrwa nieco dłużej niż sama kuracja, bo ostatnio zbieram same komplementy. Trudno się z tego nie cieszyć…

Objętość XXL

Kwas hialuronowy ma m.in., jeszcze jedno zastosowanie. Służy do powiększania i wypełniania ust i kości policzkowych. Oczywiście, ten podawany iniekcjami, może dać efekt powiększenia ust o kilka rozmiarów. Jest to natomiast zabieg inwazyjny, który jeśli przesadzi się z ilością preparatu wypełniającego, powoduje po pierwsze: karykaturalny kształt ust niedopasowanych do reszty rysów twarzy, a po drugie: rozciągniecie skóry na ustach (o czym niewielu lekarzy medycyny estetycznej wspomina swoim pacjentkom; skóra rozciągnięta bez wypełniacza, wisi jak balonik, z którego zeszło powietrze i jest mało sexy).

Ale to nie jest jedyne rozwiązanie w kwestii zastosowania kwasu hialuronowego. Wypełniaczem można też usta nawilżyć, poprawić ich kontur (a nawet wyraźniej go zaznaczyć, co potrafi niewielu lekarzu, ale zdarzają się tacy artyści!), a przede wszystkim – kondycję. Jeśli dostaną odpowiednią porcję kwasu hialuronowego będą bardziej odporne na szkodliwe czynniki zewnętrzne. A wizualnie – dużo gładsze, przez co – pełniejsze.

Nigdy nie powiększałam ust ani policzków, bo tu akurat Bozia mnie obdarowała obfitością. Ale czytając o wypełnianiu ust i policzków – nie omieszkałam tego działania Filleriny odpuścić… Nawilżone, wygładzone, pełniejsze i lekko „spęczniałe” usta, to efekt, który widać niemal natychmiast. Powiększenia o „kilka rozmiarów” jednak nie powinno się oczekiwać. Nie mniej, zdecydowanie widać ładniej zaznaczony kontur ust, bez użycia konturówki. A dzięki wygładzeniu ich powierzchni, każdy kolor pomadki wygląda na nich pięknie.

Jeśli więc poszukujesz efektu medycyny estetycznej bez igieł, krwi i bólu, a jednocześnie wybierasz działanie, a nie piękne opakowanie (choć ja uwielbiam te medyczne strzykawki i fiolki Filleriny) polecam Fillerinę. To świetny prezent na 35-te, 36-te czy 40-te urodziny, imieniny lub jeśli po prostu chcesz po kilku tygodniach wyglądać lepiej i mieć gładszą skórę. Jest to ekskluzywna przyjemność (więcej na temat ekskluzywnej pielęgnacji przeczytasz w artykule Luksus wart swojej ceny. Pielęgnacja skóry kosmetykami Eisenberg Paris, ale porównując skuteczność i stopień wygładzenia, do czczego gadania niektórych marek luksusowych w pięknych opakowaniach, zdecydowanie jest wart swojej ceny. Trzymam kciuki, żeby Fillerina na dzień podtrzymała efekty wypełniaczy, które stosuję na noc. W życiu nie miałam tak gładkiej skóry jak teraz! No, może po mezoterapii, osoczu bogatopłytkowym i jak byłam dzieckiem.

Comments are closed.