Największa zmora firm kosmetycznych: przenikanie. I nie mam na myśli przenikania w struktury influencerek i dziennikarek, ale to przeznaskórkowe;) Każda konferencja prasowa dotycząca pielęgnacji dawniej kończyła się pytaniem: ale czy te składniki przenikają do głębszych warstw skóry? Odpowiedź brzmi: niestety, większość z nich nie przenika. Dlatego kiedy usłyszałam peany na temat dermokosmoceutyków Nimue, postanowiłam wnikliwie je sprawdzić – jak zwykle na własnej skórze, ale także pod kątem naukowym. Czy naprawdę przenikają?

Co z tą penetracją?

Skóra jest zbudowana dość zmyślnie, w przeciwnym wypadku ludzkość dawno by wymarła. Jako największy narząd – ma ponad dwa metry kwadratowe (!), musi być odporna na przenikanie szkodliwych substancji, aby chronić organy wewnętrzne. Jeśli jej bariera hydro-lipidowa jest zaburzona – jak np. u osób z alergiami kontaktowymi lub z Atopowym Zapaleniem Skóry, organizm broni się wyrzucając informację w postaci wysypki, wyprysku, krostek, egzemy. Ale na co dzień, zdrowa skóra nie przepuszcza przez warstwę podstawną naskórka nikogo ani niczego. Pod warunkiem, że nie ma odpowiednio małych cząsteczek. 

W jaki sposób mogą więc działać dobre składniki pielęgnacyjne w kremach, serum, eliksirach i innych miksturach? Jedynie dzięki zmniejszeniu ich cząsteczek i dodaniu do nich tak zwanych nośników, które rozbijają je na drobniejsze części i transportują do głębszych warstw skóry. W przeciwnym wypadku składniki aktywne pozostają w naskórku i mogą jedynie poprawić jego warstwę zewnętrzną. I tak działa – niestety – większość kremów i serum (półka cenowa nie ma przełożenia na działanie, a przynajmniej – nie zawsze).

Swoją drogą, żeby zobaczyć rezultaty działania kremu, serum czy kompletnej pielęgnacji na dzień i na noc, należy stosować je co najmniej przez miesiąc. Skóra w tym czasie zaczyna się zmieniać i sygnalizuje czy coś działa czy nie. Inną kwestią są oczywiście alergie kontaktowe, o których szerzej pisałam w artykule Jak i czym pielęgnować skórę z alergiami kontaktowymi? Jeśli krem, maseczka czy żel do mycia twarzy podrażnia – skóra osoby uczulonej na jeden lub kilka jego składników, sygnalizuje o tym na przestrzeni kilku dni (2-4 dób). I należy go niezwłocznie odstawić.

Natomiast wracając do przenikania lub jak kto woli – penetracji, aby kosmetyk zadziałał głębiej musi zawierać nośniki. A w dermokosmoceutykach #Nimue Skin Techology jest ich aż 11, m.in. liposomy, nanosomy, peptydy, systemy polimerowe, mikrokapsułki, maltodekstryny, cyklodekstryny. I z badań naukowych wynika, że takie składniki umożliwiają dotarcie komponentom aktywnym do konkretnej warstwy naskórka, a nawet – skóry.

Żeby zrozumieć markę Nimue, przetestowałam najpierw zabieg oczyszczający w Klinice Saska Med. Clue jest masaż i same preparaty bogate w składniki aktywne. Efekt: po wykonaniu peelingu, nałożeniu przez kosmetolożkę ampułek z kwasami i maski, która zadziałała jednocześnie jak kompres nawilżający i uaktywniła penetrację składników, wyglądałam na turbo wypoczętą. Cera po zabiegu Nimue była dużo jaśniejsza, mniej widoczne pory i niesamowicie miękka i miła w dotyku. Postanowiłam więc przetestować zestaw startowy Nimue, który jest dobrą grą wstępną, żeby polubić tę markę.

Podstawa zdrowia skóry

Nie odkryję Ameryki, jeśli powiem, że na wyjazdy najchętniej zabieram małe pojemności preparatów do oczyszczania, nawilżania i kompletnej pielęgnacji skóry. Zestaw mniejszej pojemności produktów Nimue, wpisał się więc idealnie w mój wyjazd na ferie zimowe.

Co zawiera? Skin Health Starter Kit Nimue, to 6 produktów: żel do mycia i demakijażu twarzy, tonik w sprayu, peeling enzymatyczny, krem na dzień, krem na noc, krem z filtrem Sun-C SPF 40.

Ponieważ nie zabrałam ze sobą wody micelarnej, podeszłam do tematu oczyszczania dość konkretnie: jeśli ten żel ma być dobry, poradzi sobie z moim podkładem i maskarą – tak mniej więcej wyglądał mój makijaż podczas ferii. I rzeczywiście. Nakładałam dwie krople żelu do mycia twarzy Nimue i domywał dosłownie wszystko. Nie podrażnia, oczyszcza, pozostawia przyjemne uczucie świeżej skóry.

Peeling enzymatyczny stosuję zwykle raz w tygodniu, ale ten od Nimue można używać nawet do 3 razy w tygodniu. Jest żelowy i przypomina trochę peelingi azjatyckie. Nakładam jego cienką warstwę, dokładnie masuję skórę, pozostawiam na kilka minut i dokładnie spłukuję. To świetny patent na dni, kiedy noszę mocniejszy makijaż. Mam wrażenie, że po tym peelingu cera promienieje.

Tonik Nimue, zwany Conditioner jest nowoczesny, bo nie trzeba używać wacików, aby przemyć nim skórę. Jest zakończony atomizerem i można go rozpylić na twarzy i szyi bez stresu, że szkodliwe substancje (w tym chlor, którym bielone są waciki i płatki kosmetyczne) obciążą skórę.

Na dzień nakładam bardzo lekki – idealny pod makijaż – krem Nimue Day, a na noc mocniejszy Moisturizer Plus. Mam wrażenie, że i jeden i drugi produkt moja skóra dosłownie wypija. Co po pierwsze świadczy o tym, że jest przesuszona (jak na osobę z AZS nie jest to dziwne), a po drugie, że te kremy działają i nie rozmazują się na skórze.

Po kilku tygodniach używania zestawu, zauważyłam, że skóra przestała się intensywnie świecić – znaczy, że gruczoły łojowe dostały sygnał, że naskórek ma odpowiednią dawkę nawilżenia i nie muszą produkować zbyt dużych ilości sebum. Drugi wniosek: twarz i szyja zyskały na rozświetleniu. Tej zimy po raz pierwszy nie zauważyłam u siebie szarego kolorytu, co jest również zasługą dbania o skórę i wykonywaniu peelingów i zabiegu laserowego, o którym pisałam więcej w tym artykule Wielkie Halo. Mój test laserowego odmładzania Halo.

Co takiego zawierają bazowe preparaty Nimue, że skóra zaczęła czuć się dopieszczona?

– Dla dobrego, młodego wyglądu i zdrowia skóry niezwykle ważna jest funkcjonalna bariera ochronna, na którą składa się kwaśny płaszcz hydrolipidowy oraz korneocyty warstwy rogowej wraz z macierzą międzykomórkową. Utrata integralności tej bariery przyspiesza TEWL (transepidermalna ucieczka wody), osłabia odporność skóry, prowadzi do zaburzeń pH, skóra staje się sucha, matowa, podatna na podrażnienia, a zmarszczki są bardziej widoczne. Kremy Nimue pomagają odbudować barierę lipidową, przywracają równowagę fizjologiczną poprzez zapewnienie optymalnego poziomu nawilżenia oraz dostarczenie skórze kompleksu lipidów. Wykazują też działania przeciwzapalne i łagodzące. Dodatkowe składniki aktywują metabolizm komórkowy i odnowę skóry, a także chronią przed wpływem promieniowania UV i IR. Doskonale sprawdzą się w pielęgnacji każdego rodzaju skóry. Główne składniki aktywne: kompleks ceramdów, kompleks lipidów, wyciąg z Artemia Salina, estry witamin C i E, filtry UV – mówi Magdalena Kaźmierczak – doktor nauk biologicznych Ekspert Akademii Wiedzy Praktycznej Infinita i marki Nimue, wykładowca akademicki. 

Prawdopodobnie moja skóra osiągnęła stan równowagi, bo stosuję już drugi zestaw Skin Health i wygląda na zachwyconą.

Ochrona przed (foto)starzeniem

Ostatnim krokiem pielęgnacyjnym, totalnie wpisującym się w trendy #kbeauty oraz #jbeauty jest ochrona skóry przed promieniowaniem UV oraz stresem oksydacyjnym (spaliny, smog, zanieczyszczenia, itp.). Nie zagłębiając się w chemię i biologię, jako alergik mam ogromny problem ze znalezieniem odpowiedniej ochrony i używam raptem 2 kremów przeciwsłonecznych, które mnie nie podrażniają.

Powodem jest dobór składników dodawanych do kremów z filtrem. Same czynniki ochronne mnie nie podrażniają.

Do kremu Sun-C Nimue podeszłam z rezerwą – nie dość, że zawiera wysokie filtry (ja testowałam ten SPF 40 dodawany do zestawu Starter Kit, ale dermatolodzy pieją nad SPF 50, jako jednym z najlepszych na rynku), to na dodatek – antyoksydanty, w tym wit. C, która bardzo często wywołuje u mnie podrażnienia. Ale zmuszona – ze względu na korzystanie z peelingów dermatologicznych – do ochrony przed słońcem, sięgnęłam po Sun-C Nimue i podobnie jak w przypadku pielęgnacji dzienno-nocnej, nie rozczarowałam się.

A wręcz się zakochałam. Powód? Jest kilka. Po pierwsze, przy tak wysokiej ochronie SPF zwykle jest albo biały nalot, albo uczucie lepkości na skórze. Tutaj nie ma ani jednego, ani drugiego denerwującego aspektu. Po drugie, Sun-C nie podrażnia pomimo, że zawiera SPF 40 i wit. C. A po trzecie, to krem, który wygładza i daje lekkie rozświetlenie, więc cera wygląda świetnie jeszcze zanim nałożę podkład.

Sprawdzam jego skład i w Sun-C oprócz filtrów chemicznych, są także filtry fizyczne i stabilizatory jednych i drugich. Dzięki temu stosując bogatą w kwasy AHA pielęgnację, jestem wyjątkowo dobrze chroniona w ciągu dnia przed działaniem słońca. Krem Sun-C Nimue zawiera też składniki nawilżające i odżywcze, jest więc przedłużeniem działania kremu na dzień. I już od tego momentu (za kilka dni ma być 20 stopni), warto go nosić w torebce. Przyda się na działce, na rowerze w mieście i na plaży.

Kosmetyki szyte na miarę

Kolejną ciekawostką w Nimue, oprócz nanocząsteczek, liposomów i innych nośników, która ułatwiają przenikanie składników aktywnych, jest podejście do tematu kondycji skóry. Marka nie mówi o cerze problematycznej, suchej czy tłustej. Tylko o dopasowaniu preparatów do jej kondycji w danym momencie. Słowem: twoja skóra może mieć teraz moment przesuszenia, albo nadmiernego przetłuszczania. I do tego dobiera się odpowiednie dla niej preparaty (a nie do jej rodzaju, bo np. skóra tłusta też może być po zimie przesuszona).

Wszystkie produkty Nimue opierają się o te same zasady. Lekko obniżają pH skóry, pomagają odbudować barierę hydro-lipidową. Ale serum jest produktem szytym na miarę. A przynajmniej tak być powinno. Jeśli masz konkretny problem skórny, nie patrz na reklamy, czy toaletkę przyjaciółki, tylko odwiedź gabinet dermatologiczny lub kosmetyczny i poradź się ekspertki, czego twoja skóra w tym momencie potrzebuje najbardziej?

Zielone Stemplex Serum Nimue zawiera odmładzające komórki macierzyste. I jest dobrym wyborem dla skóry, z oznakami wiotkości. Ciemnozielone Corrective Serum Nimue, to produkt idealny dla cery z problemem łojotoku, rozszerzonych porów i zbyt intensywnego błyszczenia lub trądzik. Taka skóra ma tendencję do powstawania niedoskonałości, a to serum ją wycisza. A np. Alpha Lipoic Activator będzie idealne dla cery o szarym kolorycie, z przebarwieniami, która wygląda na zmęczoną. Genialnie rozświetla skórę i wyrównuje jej niejednolity koloryt.

Podobnie jak zestawy „startowe” do pielęgnacji, serum również stosuje się przez jakiś czas, aż skóra zacznie się zmieniać. Warto kontrolować jej potrzeby i sprawdzać kondycję u kosmetyczki lub dermatologa. Najczęstszym błędem, które większość z nas popełnia jest popadanie w schematy, z cyklu: jeśli mam cerę mieszaną, to muszę ją nadmiernie odtłuszczać. Skutki mogą być odwrotne od zamierzenia, bo każda skóra wymaga zachowania równowagi wodno-tłuszczowej.

Planuję niebawem przetestować ciemnozielone Corrective Serum Nimue. Im bliżej lata, tym moje pory bardziej wariują, a skóra wymaga zupełnie innej niż jesienią i zimą pielęgnacji. Jeśli rzeczywiście będzie obkurczać pory, od razu daję znać. Póki co używam już drugiego podstawowego zestawu Nimue i mogę go śmiało polecić – nie tylko na wyjazdy;)

Comments are closed.