Paznokcie, kosmetyczka to podstawa. Skóra i dłonie mogą być po wizycie w salonie piękności perfekcyjnie zadbane. Choć nie zawsze taka usługa kończy się spektakularnym wyglądem od stóp po czubek głowy. Niejednokrotnie trafiam do miejsc, które nie przestrzegają zasad higieny i bezpieczeństwa. Wciąż za mało o nich wiemy jako konsumenci. Tym chętniej przystąpiłam jako ambasadorka akcji „Nie płać zdrowiem za urodę” zainicjowanej przez prof. Jarosława Pinkasa Głównego Inspektora Sanitarnego.

Paznokcie kontra zdrowie

Manikiur, wizyty w salonie fryzjerskim czy u kosmetyczki stają się coraz bardziej popularne. Dziś więcej kobiet i mężczyzn chodzi do gabinetów spa, kosmetyczki, barbera, salonów fryzjerskich czy gabinetów manikiuru i pedikiuru. Cel: lepszy wygląd, a co za nim idzie – lepsze samopoczucie i poprawa humoru. Ale jak się okazuje nie zawsze pod takim adresem otrzymuje się profesjonalną i bezpieczną usługę.

Jak podaje portal Wirtualne Kosmetyki , w Polsce działa obecnie ponad 100 tys. firm, które świadczą usługi kosmetyczne i fryzjerskie. To bardzo dużo! Najbardziej dynamicznie rozwija się segment usług depilacji i paznokci. Eksperci wyceniają wartość rynku usług kosmetycznych na 1,5–2 mld zł, a dynamikę wzrostu na ponad 10 proc. rocznie.

To ogromny biznes, ale także ogromna odpowiedzialność społeczna. Właściciele i pracownicy takich gabinetów i salonów piękności powinni spełniać standardy bezpieczeństwa nie dla własnego spokoju czy dobra firmy (choć te dwa aspekty też nie są bez znaczenia;)), ale przede wszystkim ze względu na ryzyko zagrożenia zakażeniem różnego rodzaju schorzeniami i ciężkimi chorobami.

Jaka jest cena piękna? Główny Inspektor Sanitarny, prof. Jarosław Pinkas mówi, że niestety pomimo, że żyjemy w XXI w., rośnie liczba zakażeń, m. in. HCV, HBV, a także wirusem HIV. Od stycznia do maja 2019 zanotowano już 1528 przypadków wirusowego zapalenia wątroby typu C (dla porównania w 2018 r. było ich 1527).

Statystyki są okrutne. W 2010 roku zakażeń tymi chorobami było tylko 887, co oznacza, że ich liczba wzrosła prawie dwukrotnie…

Nie dość, że zły stan zdrowia z urodą się nie kojarzy, to nas wszystkich – klientów salonów beauty i pacjentów gabinetów gubi fakt, że zakażenia tego typu chorobami wydają się nam odległe. To, że koleżanka dostała grzybicy po pedikiurze zrobionym na wyspie w galerii handlowej czy podziemiach metra – nikogo nie dziwi. Ale już żółtaczka, czy HIV (uwaga na Fish Spa – rybki także mogą wirusem HIV poczęstować, bo rybek nie da się wysterylizować, a podczas skubania przez nie skóry, następuje przerwanie ciągłości tkanki) – może robić wrażenie. Z gabinetów wynosimy też świerzb i wszy, pasożyty, których istnienie kojarzy się z ubiegłymi stuleciami…

Jakie są skutki takich zakażeń i poczęstowania klientów schorzeniami i chorobami? To przede wszystkim koszty, stres i nerwy. Te związane z leczeniem WZW typu C są szacowane na ok. 20 mln zł rocznie.

HCV, który jest mniej groźny niż HIV, ale nadal upiorny w skutkach, może dojść podczas każdego zabiegu podczas którego następuje przerwanie ciągłości tkanki, czyli nie tylko tatuażu, ale nawet manikiuru.

Akcja „Nie płać zdrowiem za urodę” jest więc bardzo ważną kampanią społeczną. Jej główny cel: edukowanie zarówno profesjonalistów z salonów kosmetycznych, jak i ich bywalców na temat zagrożeń związanych z niespełnianiem standardów bezpieczeństwa. A także informowanie, jakie standardy powinny być w gabinetach spełnione. Nie chodzi o napędzanie spirali strachu, ale o szerzenie świadomości o  konsekwencjach, jakie czyhają na każdą i każdego z nas, kto idzie podciąć grzywkę, dokleić rzęsy czy pomalować paznokcie.

Nie płać zdrowiem za urodę

Standardy to podstawa

Podczas konferencji inaugurującej kampanię „Nie płać zdrowiem za urodę”, eksperci dość dosłownie opowiadali o tym, jakie normy powinny spełniać gabinety, a czego nie powinno w nich mieć miejsca.

Marzena Kanclerska, mistrzyni stylizacji paznokci i właścicielka sieci salonów manikiuru i pedikiuru Nailspa i gabinetu Mr & Mrs Spa, uzmysłowiła, że usługi kosmetyczne nie mogą kosztować 15 złotych. Skutkiem takich dumpingowych cen zabiegów jest niespełnianie zasad higieny. Podstawą do wykonania pielęgnacji paznokci u stóp czy dłoni jest sterylizacja narzędzi w autoklawie. Tylko tam zabijane są zarówno formy żywe, jak i przetrwalnikowe wirusów i bakterii.

Każdy wysterylizowany komplet, ma odpowiednie oznaczenie (zamiast różowego paska jest ciemnobrązowy lub czarny), zamknięty jest w szczelnym woreczku, opisanym co do minuty, kiedy wstawiono go do autoklawu.

Będąc w gabinecie, każdy klient czy klientka ma prawo i wręcz powinien domagać się wyciągania narzędzi z takiego opakowania „na własnych oczach”. Obowiązkowo gabinety powinny używać jednorazowych pilników (w tych dobrych przekazuje się je następnie klientowi do domu do użytku własnego), przyklejanych jednorazowych tarek do pięt, kapci do pedikiuru i woreczków do wykładania miski do moczenia stóp. Każda manikiurzystka, pedikiurzystka powinna nosić jednorazowe rękawiczki. Nie tylko ze względu na bezpieczeństwo klienta, ale także – własne.

Taka usługa, która gwarantuje komplet „jednorazówek” i wysterylizowanych narzędzi kosztuje trochę więcej, ale nie opłaca się oszczędzać na urodzie, bo to może odbić się czkawką na zdrowiu. Wykonywanie pedikiuru na bazarze, przy stacji benzynowej, w galerii handlowej czy w domu (nawet we własnej misce – kto z nas sterylizuje miski???) jest ryzykowne. Koszty leczenia – kosmiczne. I bywa, że wizyty u dermatologa – dość częste. Grzybica to akurat pikuś, w porównaniu z gronkowcem, świerzbem czy HCV.

Natomiast druga ekspertka, dr n.med. Irena Walecka, specjalistka dermatolog ze szpitala MSWiA, uzmysłowiła, że kampania „Nie płać zdrowiem za urodę” to także dobry wstęp, aby poruszyć temat nie tylko nieodpowiednio wykonywanych usług kosmetycznych, ale i wkraczania nieodpowiednio wykwalifikowanych osób na grunt zabiegów medycznych. Dermatologia i medycyna estetyczna to według pani doktor dzieci „wszystkich i niczyje”. Ostatnio zastrzyki z toksyny botulinowej wykonują nawet fryzjerzy, czy kosmetyczki. A o botoks party, podczas którego jedną strzykawką i tą samą igłą jest podawana toksyna botulinowa kilku uczestniczkom imprezy, jest głośno już od ładnych kilku lat.

Zabiegi z zakresu medycyny estetycznej wykonywane przez osoby bez wykształcenia medycznego, niosą ogromne ryzyko powikłań. Od opadającej powieki (efekt źle podanej toksyny botulinowej, czyli klasycznego botoks party), poprzez trwałe lub trudne do usunięcia plamy i przebarwienia (źle wykonane zabiegi laseroterapii lub usuwania owłosienia IPL), na martwicy tkanek, np. nosa kończąc (kiedy wypełniaczem z kwasem hialuronowym trafi się w naczynie).

Prezentacja pani doktor wzbudziła ogromne emocje i uświadomiła zgromadzonym osobom ze świata mediów, dziennikarzom i blogerom, że Nie płać zdrowiem za urodę, nie jest pustym hasłem. A kampania ma sens.

Gwarancja jakości

Jeśli następnym razem przechodząc obok spa czy gabinetu kosmetycznego trafisz na logo z żabką z pomalowanymi paznokciami i ustami, to znak, że miejsce zostało uznane przez Główny Inspektorat Sanitarny za lokal bezpieczny, pełniący usługi najwyższej jakości.

Akcja „Nie płać zdrowiem za urodę” zainicjowana przez prof. Jarosława Pinkasa, oprócz promocji edukacyjnych i informacyjnych video, wpisów i artykułów, ma na celu także nagradzać dobre, sprawdzone adresy. Logo z piękną żabką, oznacza naprawdę fantastyczną jakość.

Jako ambasadorka tej akcji, zamierzam wspierać Główny Inspektorat Sanitarny i prof. Jarosława Pinkasa. Razem, stworzymy mapę Polski, pełną wymalowanych, wypielęgnowanych żabek. I będziemy informować, gdzie warto chodzić i czego się spodziewać.

Akcja oczywiście będzie wiązać się też ze standardowymi kontrolami inspektorów Sanepidu. Ale społecznym obowiązkiem nas wszystkich, kobiet i facetów, którzy o siebie dbają jest zgłaszanie i miejsc godnych polecenia i tych, które mocno zaniżają standardy bezpieczeństwa. Jeśli widzisz, że w salonie paznokci, do którego chodzisz, manikiurzystki pomimo zwracania uwagi nie sterylizują narzędzi, nie używają jednorazowych akcesoriów lub dzieje się coś niezgodnego z higieną, warto to zgłosić najpierw właścicielowi gabinetu, a jeśli to nie pomoże – powiatowym oddziałom inspekcji sanitarnej.

Tylko działając w ten sposób możemy razem zmienić te drastyczne statystyki zakażeń chorobami.

Comments are closed.