Makijaż na basen. Ty pływasz i on spływa. Chyba, że jest utrwalony specjalnym wodoodpornym środkiem, który nazywam betonem w spreju. Albo został wykonany zestawem kosmetyków odpornych na wodę. Czy naprawdę potrzebujesz makijażu wychodząc na basen?

Makijaż został stworzony po to, aby korygować niedoskonałości, ukrywać pewne mankamenty urody, wyrównywać skórę, podkreślać rysy twarzy. Jest też formą wyrażania siebie i uwypuklania własnego, niepowtarzalnego stylu. Kocham się malować i jestem osobą, która na dłuższą metę – co z resztą sprawdziłam nie malując się przez 8 miesięcy – nie potrafi bez niego żyć. Uwielbiam mieć czarne rzęsy, mocniejsze łuki brwiowe, usta w wyrazistym kolorze, kroplę bronzera i rozświetlacza. Nie lubię swoich porów, naczynek i drobnych niedoskonałości. Ale sama dla siebie robię przynajmniej 1 dzień w tygodniu kompletnie bez makijażu. Nie wspominając o tym, że w sytuacji kiedy idę na basen czy do sauny lub spa, nie nakładam na twarz podkładu, itp., żeby nie zatykać skóry. Makijaż na basen dla mnie nie istnieje…

No makeup?

Po co komu dzień bez makijażu przy współczesnych genialnych technologicznie podkładach i kremach BB? Choćby po to, żeby skóra mogła się zregenerować i odetchnąć od warstw, składników, substancji aktywnych. I po to, żeby twoje otoczenie – choćby to najbliższe – nauczyło się, jak bez tych wszystkich warstw wyglądasz. To także pomocne w patrzeniu się w lustro. Robiąc sobie takie chwile bez podkładu, tuszu i różu, patrzysz na prawdziwą siebie i uczysz się akceptować swój wygląd. Szczerze? Nikt nie wygląda jak gwiazdy, które podpisują zdjęcia na instagramie pt. #nomakeup . I właśnie zwykle wtedy mają przyklejone rzęsy, permanentny brwi i ust i masę wypełniaczy w skórze.

A w takie dni kiedy idziesz zrobić coś dla ciała, jak pływanie na basenie, relaks w jacuzzi czy odpoczynek w saunie – tym bardziej nie powinnaś „tapetować” skóry. Rzucając ostatnio na isntastories to pytanie, dostałam masę ciekawych odpowiedzi. Większość facetów jest wściekłych, że kobiety nakładają masę warstw kosmetyków i później to wszystko ląduje we wodzie. A kobiety w dużej mierze odpisują: ale jak ja mam się pokazać światu bez brwi? Albo: mam taką straszną cerę, że nikt mnie nigdzie nie widuje bez podkładu – to dla mnie niedopuszczalne.

Ale mówiąc właśnie o niedoskonałościach skóry u kobiet, tzw. trądzik dorosłych kobiet, zwykle jest on powiązany z nadużywaniem makijażu. I nadwrażliwością na pewne składniki (pisałam o tym m.in. tutaj Trądzik dorosłych kobiet istnieje. Jak z nim wygrać? ).  Największym wrogiem zdrowia skóry i prowodyrem trądziku są podkłady kryjące, które nie pozwalają skórze na zdrowe funkcjonowanie. Dowód? Większość dziewczyn, która zamienia kryjące „tapety” na kremy BB przestaje mieć problem z niedoskonałościami. Natomiast na basenach i w saunach często obowiązuje zakaz noszenia jakiegokolwiek makijażu z uwagi na zanieczyszczanie wody.

Czy makijaż na basenie zawsze spływa i pozostawia po jego właścicielce kolorową kałużę? Niekoniecznie. Widziałam ostatnio podczas wizyty na toruńskiej pływalni wiele kobiet w różnym wieku i w pełnym makijażu oraz wylakierowanych fryzurach w stanie nienaruszonym. Stały z głowami uniesionymi wysoko ponad powierzchnię wody, a ich twarze zdobiły smoky eyes, czarny eyeliner, pomady do brwi, róż, korektor, bronzer i rozświetlacz, matowe pomadki, perłowe błyszczyki. Stylizacji i charakteryzacji nie było końca. Co ciekawe, panie te na basen przyjechały wraz z dziećmi, przy których ja sama jestem mokra po minucie. I nie wiem jakim cudem da się dziecku wytłumaczyć, że tapira mamy lub jej misternych warkoczy holenderskich się nie chlapie, bo są świętością. Jak to jest możliwe, że tusz na rzęsach matki nie spływa podczas kąpieli przy tryskających na brodziku fontannach? Pozostanie to dla mnie zagadką.

Podobnie jak determinacja Polek, żeby zawsze prezentować się jak na wielkie wyjście. Nie rozumiem. Nie pojmuję. I chyba jest mi przykro, że jako naród jesteśmy tak przewrażliwione na punkcie swojego wyglądu. Komu chcemy zaimponować? Czy na tej chlorowanej pływalni, przy tych wodotryskach ma się zjawić książę na białym koniu? A może bardziej chcemy dobrze wypaść w oczach innych kobiet? Dlaczego jest to dla nas tak ogromny stres, żeby pokazać się światu w gaciach i bez podkładu? Patrząc na nas globalnie, jako na naród, jesteśmy wyjątkowo piękne na tle innych. Większość Polek dba o linie, jest smukłych, ma naturalnie piękne rysy. I kompletny brak wiary w siebie i pewności siebie.

W dobie kiedy mówimy o wyzwoleniu kobiet, o tym, że wreszcie jesteśmy silne, mamy swoje zdanie, moc i przewagę pod wieloma względami – brakuje nam akceptacji własnego wyglądu. Czy to wina Instagrama? Wszechobecnych filtrów, photoshopów, wymyślonej rzeczywistości dotyczącej znanych ludzi, medycyny estetycznej, która nie jest dostępna dla każdego? Prawdopodobnie wszystkie te czynniki mają znaczenie. A 10 lat temu było zupełnie inaczej…

Przykład? Zaproszona na konferencję w Madrycie, sprawdziłam przezornie prognozę pogody. Miało być 33 na plusie, ale kiedy wylądowaliśmy na miejscu, temperatura sięgała 37-38 stopni. Tuż po wyjściu z samolotu można przeżyć szok termiczny. Już w samym hotelu podczas wstępnej prezentacji podeszły do mnie dwie dziewczyny. Jedna z Rosji, druga z Ukrainy. Obie piękne, wysokie i niesamowicie zgrabne. Powiedziały, że od razu widać, że jestem jedną z nich – po słowiańskiej urodzie (swoją drogą zawsze wydawało mi się, że jestem mało słowiańska;)). Zakumplowałyśmy się i umówiły na popołudniowy spacer po Madrycie. Temperatura była taka, że już po wyjściu spod prysznica byłam z powrotem cała mokra. Dlatego sięgnęłam do walizki po lnianą, minimalistyczną japońską sukienkę w ziemistym kolorze i złote gladiatorki z Zary, z miękkiej skóry.

Po zejściu do foyer hotelu, niemal padłam na widok koleżanek z Ukrainy i Rosji. Obie miały na sobie bandażowe sukienki Herve Leger, buty na koturnie i szpilce Loubutin (wówczas najmodniejsze dwie rzeczy), grube, wieczorowy makijaż, czerwone usta i grafitowe smoky eyes. One były równie zdziwione patrząc na mnie. – Marysiu, ale ty chyba się przebierzesz zanim wyjdziemy na miasto? Wyglądasz jakbyś szła do ogródka a nie zwiedzać Madryt! – usłyszałam od jednej z nich. Odpowiedziałam, że jest 38 stopni, umieram z przegrzania i nie mam zamiaru zakładać niczego co mogłoby krępować moje ruchy, a z makijażu maskara i błyszczyk są maksimum moich możliwości.

Po przejściu kilkudziesięciu metrów biedne koleżanki ze wschodu kuśtykały w swoich niebotycznych szpilkach i narzekały, że średnio je kręci spacerowanie po mieście i chętnie by gdzieś usiadły. Napiłyśmy się wina, zjadłyśmy hiszpańskie tapasy i zrobiłyśmy sobie terapię. Usłyszałam coś, co utkwiło w mojej głowie na zawsze. Na pytanie dlaczego się tak wystylizowały na spacer po mieście, jakby wychodziły na wielką imprezę na czerwonym dywanie, odpowiedziały, że tak trzeba. Że ojcowie i matki tak je uczą. Zawsze musisz wyglądać jak milion dolarów, bo nigdy nie wiadomo gdzie spotkasz swojego księcia.

Spojrzałam na swój wielki pierścionek zaręczynowy, przypomniał mi się mój „książę” i odetchnęłam z ulgą, że nigdy nie miałam takiej potrzeby. Potrzeby imponowania komuś wymyślonym przez siebie wyglądem. Nierealnym wrażeniem, które w zwykłe dni pęka jak bańka na brzegu wanny. Mój facet mnie widział we wszystkich możliwych wersjach. Z gorączką, bólem głowy, na porodówce (tak, stał przy mnie i trzymał moją rękę kiedy z bólu miażdżyłam mu kości), na siłowni, na plaży, zapłakaną i z ospą wietrzną. Gdyby znał mnie tylko pomalowaną już pierwsza taka sytuacja mogłaby go przyprawić o omdlenie…

Makijaż basenowy

I tutaj pojawia się proste pytanie z zupełnie drugiej strony: czy jeśli nie chcesz, żeby twój facet, przyjaciółka, syn czy teściowa oglądali cię bez makijażu, nie powinnaś unikać takich miejsc jak spa, sauna czy basen? Po co się narażać na traumę i ryzyko, że makeup może spłynąć, rozmazać się lub okazać niemile widziany i będziesz zmuszona do zmycia? Ale czy na pewno jest możliwe, że nigdy cię nie zobaczą bez podkładu czy kredki do brwi?

Jako mama apeluję do wszystkich mam, które mają córeczki – dajcie sobie trochę luzu z malowaniem się, żeby nie wyrosły na pokolenie zestresowanych kobiet, które bez makijażu nie wychodzą nawet po bułki. A jako mama synka, również zwracam się do mam, żeby pokazywały się dzieciom sauté, aby nie skrzywić postrzegania młodych mężczyzn wyidealizowanym obrazem kobiety.

Każda z nas ma lepsze i gorsze momenty. Okres. Przekwitanie. PMS, Dojrzewanie. Trądzik, zmarszczki, naczynka czy pory. I nasze dzieci też będą część z nich miały i ich partnerzy – również. Pokazując im siebie pływającą w smoky eyes trochę przesadzamy. Choć sama wiem, że lepiej wyglądam w makijażu, czas, który spędzam na odnowie biologicznej lub uprawianiu sportu traktuję jako moment, który wymaga naturalności i lekkości. Wiem, że są kobiety, które malują się nawet na crossfit czy jogging, próbując za wszelką cenę wyglądać perfekcyjnie. Czy to popłaca? Możliwe, że spotykają tam swoich księciów z bajki i nigdy nie pokazują się im niepomalowane – takie przypadki kobiet śpiących i chorujących, ba nawet rodzących w makijażu również znam. Ale jeśli już masz swojego wymarzonego faceta lub nie jesteś zainteresowana poszukiwaniem – odpuść. To mój apel na nadchodzący sezon basenowo-plażowy.

Alternatywy dla makijażu? Henna i stylizacja brwi (polecam mój artykuł sprzed kilku dni Zrób brwi, pomagaj innym! Bold is Beautiful Benefit ) lub zabieg microblading (więcej można przeczytać w tym artykule Moje nowe brwi, czyli jak wygląda zabieg Microblading ), doklejane rzęsy (u mnie się nie sprawdziły i nie przepadam, ale wiele dziewczyn sobie chwali), samoopalacz lub stopniujący opalanie bronzer (można je nakładać od stóp do głowy i wyglądać na bardziej śniadą). Do tego wystarczy zadbana skóra, gładkie stopy i świeżo wykonany pedikiur i nikt nie zauważy braku pudru matującego. Przeciwnie!  Z moich ostatnich spostrzeżeń wynika, że faceci krytykują makijaże na basenie jako kompletnie nie na miejscu. Ponieważ pogoda nas nie rozpieszcza i plaża wydaje się czymś kompletnie abstrakcyjnym, w nadchodzący weekend polecam spróbować swoich sił no makeup. Choćby przez pół dnia. Choćby w saunie wieczorową porą. To może być dobry wstęp do terapii uczącej samoakceptacji.

Comments are closed.