Tag

uroda

Browsing

W pogoni za pięknem zapominamy, że ono wypływa z naszego wnętrza

– Jak ci pięknie w tej opasce! To jakaś nowa? – zapytał mnie wieczorem Michał patrząc na zapinaną na rzep opaskę frotte, w dodatku białą i z logo firmy kosmetycznej. Miłość jest ślepa – pomyślałam, bo założyłam ją po to, żeby zmyć makijaż nowym olejkiem Nuxe i nałożyć na twarz grubą porcję dobrej odżywczej pielęgnacji. Ale jakie to cudowne, że mnie komplementuje, kiedy wyglądam tak tragikomicznie! To znak, że prawdziwa miłość istnieje! I to znak, że to całe nasze kobiece zabijanie się o urodę nie jest tyle warte, ile nam się wydaje. Czy to znaczy, że rzuciłam pomysł napakowania na twarz trzech kremów, serum i olejku? Oczywiście, że nie. W mojej naturze leży uwielbienie do babrania się i pielęgnowania kosmetykami (nie zawsze z pozytywnym tego skutkiem), a jeżeli mój mąż jest zachwycony, że tak pięknie wyglądam z kawałkiem ręcznika wokół głowy i bez grama podkładu – tym lepiej. To znaczy, że…

Detoks od maskary. Masakra?

Makijaż to dla wielu z nas chleb tak powszedni, że nawet po ów chleb pędzimy z pomalowanymi wcześniej rzęsami. Skąd ja to znam… Bez tego codziennego gestu przez lata czułam się fatalnie. Ludzie w pracy pytali mnie czy jestem chora? Bo wyglądam jakoś niewyraźnie. I tak też się czułam. Zdecydowanie to, jak wyglądamy, wpływa na nasze samopoczucie i odwrotnie. Nic odkrywczego, natomiast kiedy patrzysz w swoje odbicie w lustrze i widzisz bladą zimową skórę i brak ramy wokół oka – nie prezentujesz się najlepiej. I momentalnie humor jest słabszy, jak i samoocena. Ale w pewnym momencie nawet ja, fanka maskar, pomalowanych, ciężkich od tuszu rzęs – bo właśnie takie najbardziej uwielbiam – powiedziałam: basta. Już nie chciałam być niewolnikiem tego przedmiotu ze szczoteczką. Zaczęłam się też zastanawiać czy jak się budzę z nagim okiem bez rzęs to w ogóle jestem ładna? Te wszystkie celebrytki pozujące na instagramie i podpisujące swoje wymuskane…

Inna strona urody

Pisaniem o urodzie zajmuję się 14 lat. Czyli dłużej niż jestem z moim facetem, dłużej niż mam dzieci i dłużej niż mam dyplom. To zajęcie nie wzięło się bez powodu. Od dziecka miałam problemy z cerą, więc musiałam nauczyć się ją leczyć i pielęgnować, a przede wszystkim jak jej nie szkodzić. Od zawsze kochałam pisać. Głównie listy, bo pochodzę z pokolenia, które jeszcze je pisało, zamykało w koperty i naklejało znaczki… Później była miłość do perfum, fascynacja makijażem i studia dziennikarskie. Chciałam być kolejnym Kapuścińskim lub Szczygłem, ale wciągnęłam się w świat kolorowych magazynów. Pracowałam w takich tytułach jak: „Glamour” (1,5 roku), „Twój Styl” (4 lata), „Elle” (5,5 roku), następnie ruszyłam do internetu. Przepracowałam dwa lata w naTemat.pl, współpracowałam z VUmag.pl, WP.pl. A dziś otwieram się na nowe, bo nie znalazłam takiego miejsca, gdzie mogłabym pisać o urodzie w sposób, w jaki sama bym chciała o niej czytać. Bez zachłystywania się nowościami,…