Historia mojej skóry to jedno wielkie déjà vu. Średnio co kilka lat, wraz z nawrotem zmian atopowych lub kontaktowych, przeżywam tę samą gehennę. W tym roku posłuchałam kolejny raz specjalistki dermatolog dr Ewy Chlebus z kliniki Nova Derm i zrobiłam testy kontaktowe. Mój światopogląd kolejny raz runął, a wszyscy ulubieńcy z półki eko, wege i natural zostali wyparci przez aptekę. Pytacie, czego w takim razie mogę używać – poniżej mój przepis na zdrową skórę.

Czas na testy

„Przestań się tak szorować, czyścić, smarować, bo któregoś dnia zostaniesz w ogóle bez skóry”, Przecież cierpisz i wyglądasz tragicznie, po co ty się w ogóle myjesz?!?”. „Musi cię to strasznie boleć, tak cię wysypało…”, „A próbowałaś może maści z żyworódki? Moja farmaceutka mi ją poleciła i genialnie leczy trądzik na plecach”,  „Musisz przestać jeść gluten – ja ograniczyłam i zobacz, nie dość, że schudłam, to nie mam krostek, twoje alergie na pewno pochodzą od jedzenia glutenu”. Jak widać znawców mojej skóry było i jest wielu i każdy ma idealny przepis na jej lepszą kondycję.

Natomiast prawda jest taka, że wszystko czego wymaga skóra alergika kontaktowego, to po pierwsze: testów płatkowych (które wykazują konkretne alergeny chemiczne i kosmetyczne), mądrej głowy, która je przeczyta i wytłumaczy co oznaczają bromoetylo-śmyle lepiej niż dr. google oraz czegoś, co tygryski nie lubią najbardziej, czyli pokory.

O moich testach dokładny wywód można przeczytać na vogue.pl w artykule Z alergią w kontakcie, ale w telegraficznym skrócie opiszę tę sytuację także tutaj. Jeśli borykasz się z wysypkami na dłoniach, twarzy, ciele, uporczywymi egzemami, pękającym i złuszczającym się naskórkiem, zaczerwienieniami, podrażnieniami, szczypaniem skóry i świądem – prawdopodobnie cierpisz na alergię kontaktową. Niejednokrotnie wiele osób myli ją z innymi chorobami skórnymi, jak trądzik, trądzik różowaty czy łuszczyca. Natomiast wchodzi ona do rodziny tak zwanej Sensitive Skin Syndrome, którą stworzyła cywilizacja i przesada w kontakcie ze zbyt dużą ilością alergenów.

Dlatego lekarz lub pielęgniarka widząc twoje problemy skórne i niekończące się leczenie w gabinecie – co de facto jest dla nich nieopłacalne – proponuje ci testy skórne, które przykleja do pleców. W moim przypadku stanowiło je aż 80 alergenów i zajęły większość mojej skóry na plecach.

Przez dwie doby funkcjonujesz z intruzem w postaci tych testów, czujesz koszmarne rozdrażnienie – chyba, że żadna z 80 substancji lub wielkie plastry na plecach nie robią na twojej skórze wrażenia. A następnie po 48 godzinach plastry wraz z alergenami są odklejane i następuje pierwszy odczyt. U mnie wykazał aż 1/4 substancji spośród alergenów, bo 21 z nich.

Przez kolejne dwa dni, nie wolno używać mydła, chlapać skóry w miejscu, gdzie były przyklejone alergeny szamponem, odżywką czy żelem pod prysznic aż do momentu upływu 96 h. Co daje 4 dni rozdrażnienia.

Następnie pielęgniarka wykonuje drugi odczyt z kratek na plecach i drukuje całą listę intruzów. Ponieważ są to nazwy chemiczne, w gabinecie Nova Derm dla ułatwienia życia dociekliwych pacjentów, pani dr Ewa Chlebus wraz z zespołem dermatologów stworzyła opisy, które ułatwiają zwykłemu śmiertlenikowi życie. I zamiast kosmicznej nazwy z nomenklatury INCI jest np. żywica, emulgator czy substancja zapachowa. Ale nie zmienia to faktu, że nie da się połączyć bez wiedzy medycznej i doświadczenia, wyników tych testów z własnymi obserwacjami.

Dlaczego tak mówię? Bynajmniej nie dlatego, że uważam, że się za słabo znam na składach kosmetyków, bo siedzę w nich po uszy (stąd kiepska kondycja mojej skóry!). Ale fakt, że nie powinnam używać pachnących żeli pod prysznic, mydeł w płynie czy większości szamponów – znałam już od lat, natomiast w lepszych momentach dla mojej skóry zapominałam o nim i zachowywałam się normalnie. A od teraz wiem, że to był błąd i zrobiłam sobie jeszcze gorzej niż tych 10 czy 11 lat temu.

Nie zanudzając składem chemicznym, w moim przypadku nie powinnam sięgać wcale po wszelkie żelowe konsystencje produktów – bo to są żywice. Nie mogę nosić rajstop z lycrą – to także żywica, a ja całe życie nie wiedziałam, dlaczego rajstopy mnie tak gryzą i podrażniają… Nie wolno mi używać balsamów do ciała o konsystencji przyjemnej, czyli kremowej, emulsjowej, lekkiej, wchłaniającej się w skórę – bo to dla mnie zabójstwo jej zdrowia. Nie mogę używać dobrych szamponów, czyli większości tych, które dają efekt gładkich, lśniących, lejących się włosów – zawierają emulgatory i galusany (podobnie jak odżywki do włosów). Nie powinnam używać także kremów do twarzy, ciała czy włosów z Phenyloxyethanolem. To taki śmieszny składnik, który sprawia, że wszystko ma obłędnie gładką konsystencję i się nie psuje (bo oprócz wygładzania tekstury produkty także konserwuje). A ten składnik znajdziesz w 9 na 10 kosmetykach.

Nie mam szczęścia do kosmetyków naturalnych, bo nie dość, że zawierają naturalne olejki, to także olejki eteryczne – killer dla zdrowia mojej skóry. A to tylko niektóre składniki.

Na początku miałam ochotę wyć i się załamać, a najlepiej zmienić zawód, bo moja praca polega głównie na opisywaniu tego co przetestowałam. Ale po trzech tygodniach odstawienia grzecznie swoich kolorowych i pachnących ulubieńców, skóra zaczęła się wyciszać, a wysypki niemal nie wracają (poza prawą dłonią i prawym udem). Co zmieniłam? Niemal wszystko. A to moje sprawdzone i polecane przez dr Ewę Chlebus hity kosmetyczne.

Z kiosku i apteki

Dla pocieszenia – jeśli trafisz podobnie jak ja na listę osób z wyjątkowo wrażliwą skórą podatną na podrażnienia od wielu różnych grup substancji, jej pielęgnacja nie jest kosztowna. Zapomnij o koreańskim systemie 10 kroków rano i 15 na wieczór, bo trzy w porywach do pięciu preparatów wystarczą ci w zupełności.

Czym myć alergiczną skórę? Najlepsza – pod warunkiem, że nie okaże się, że któryś z jego składników cię uczula – jest kostka myjąca Dove Sensitive lub Dove Micellar (ok. 4 zł w kiosku lub drogerii Rossmann). Zapomnij o żelach pod prysznic i mydłach w płynie o zapachu werbeny czy łąki. I niestety, tak jak ja – noś ze sobą w torebce mydelniczkę. Konia z rzędem temu, kto dziś znajdzie w miejscach publicznych lub nawet prywatnych mieszkaniach inne niż w płynie – mydło (z tego co wiem Anja Rubik nie znosi żelowych konsystencji, więc prawdopodobnie u niej w domu mogłabym trafić na dobrej jakości mydło). Nie słuchaj paplaniny, że najlepszy jest Biały Jeleń. Już dawno nie zawiera tego, co było jego najmocniejszą cechą, czyli ługu. Za to ma bardzo wysokie pH, co oznacza tendencję do przesuszania i tak już z natury przesuszonej skóry. Także jeleniom dziękujemy, a Dove zapraszamy do łazienki i kosmetyczki.

Twarz mogę myć jedynie płynem micelarnym, z których najlepszy skład ma Sensibio H2O Bioderma (jeśli interesuje cię dlaczego ta woda micelarna jest wybitna, zapraszam do lektury tekstu Jedyny taki płyn micelarny. Dlaczego warto używać Sensibio H2O?).Genialnie oczyszcza skórę i na dzień dobry z resztek pielęgnacji, potu, poduszki i sebum oraz wieczorem po całym dniu w makijażu. Skóra się nie ciągnie, nie szczypie i pozostaje świeża i oczyszczona (a przy tym niepodrażniona). Warto go spłukiwać wodą.

Natomiast do mycia włosów – z tym mam największy problem, bo ciężko jest trafić na szampon, który spełnia swoją funkcję, a przy tym nie wywołuje alergii kontaktowych – polecam szampon Nawilżający Dermocare Emolium. Najważniejsze jest kilka podstawowych kwestii. Jeśli jesteś alergikiem, twój szampon powinien: jak najmniej pachnieć, być przezroczysty, zawierać dość krótką listę składników. A to często jest równoznaczne z tym, że nie zaznasz przyjemności orgazmicznej podczas mycia głowy, szlag cię trafi podczas rozczesywania włosów – kołtun murowany – oraz nie będą lśniły jak na reklamie. I jest to dość słabe, ale żaden szampon, który spełnia kryteria „nieuczulania” nie jest miły dla włosów. A przetestowałam naprawdę wiele z nich, bo dostaję je kontenerami…Sposób na szampon i odżywkę w moim przypadku – nakładać je w rękawiczkach, ale te też mnie podrażniają (większość moich problemów skórnych powstaje na dłoniach właśnie tam, gdzie dotykają ich szampony, odżywki i cała reszta pieniących się cudowności).

Do smarowania skóry dłoni oraz ciała używam niezastąpiony Dermalibour Aderma. Poleciła mi go dr Ewa Chlebus i wraca do mojej kosmetyczki jak bumerang. Najlepiej uzupełnia niedobory lipidów i pozostawia na skórze superprzyjemną warstewkę ochronną. I jak widać na załączonym obrazku używam go dość dużo, bowiem efekt „braku skóry” na dłoniach i łydkach bywa nieznośny i kończy się drapaniem skóry do momentu pierwszej krwi (niestety tak wygląda życie alergika i atopika, średnio przyjemne).

Natomiast genialnym odkryciem własnym jest Krem Specjalny Intensive, polskiej marki Emolium, który ma bardzo podobną konsystencję do Dermalibour. Przepięknie natłuszcza, nawilża, wygładza skórę i daje jej zabezpieczenie przed pękaniem. Uwielbiam go i za chwilę będę musiała uzupełnić tubkę kolejną.

Raz na kilka dni, po kąpieli w wannie, pozwalam sobie na nasmarowanie całego ciała Xera Calm A.D. Avène, czyli balsamu dla atopików. I to jest dość ciekawe doświadczenie, bo z jednej strony jest to balsam stworzony dla osób ze skórą atopową (AZS, czyli atopowe zapalenie skóry dotyczy nie tylko niemowląt!!!), a z drugiej raz na jakiś czas po jego nałożeniu skóra mnie delikatnie szczypie. Najczęściej stosuję go kremując moje dzieciaki, które może nie mają tak tragicznej skóry jak moja, ale wyjątkowo suchą i podatną na podrażnienia. Z tego co mówiła dr Ewa Chlebus z kliniki Nova Derm, najgorszy dla skóry atopowej okres właśnie się kończy i na przełomie wiosny i lata moja skóra będzie przyswajać więcej preparatów bez żadnego szwanku, pod warunkiem, że nie będę się chlapać i smarować całymi wannami produktów, które dostają do testów. Nie ma się co śmiać, wiele moich koleżanek z branży ma podobną chorobę zawodową, jak ja…

Natomiast do twarzy używam kremu, który powinien dostać Oscara, Pulitzera i Nobla, czyli Tolerance Extreme Avène. Ma najkrótszą listę składników z kremów dostępnych na rynku, więc nawet takie osoby jak ja, mogą go ze spokojem używać.  Nie znam łagodniejszego i lepszego kremu dla ultrawrażliwych osób. Mogę go nakładać na każdy fragment twarzy – także na powieki – i nie powstają żadne wysypki. Używam teraz jego tłustszej wersji, ale mam też wersję mniej bogatą na cieplejsze dni. Kocham ten krem i kiedyś postawię mu pomnik.

I tutaj apeluję do producentów polskich kosmetyków! Jeśli czytacie ten wpis i macie jakikolwiek wpływ na to, co produkujecie, postarajcie się zrobić tak dobre produkty, jak te z mojej krótkiej listy. Bez sztucznych fiołków, różyczek i czy właśnie naturalnych olejów. Bez zapachów i bez ściemy. Im krótsza lista – tym lepiej. Jesteśmy czwartym producentem kosmetyków w Europie i rośniemy w siłę, a cały czas poza kilkoma produktami od Emolium, Oilan czy Pharmaceris (nie wymieniłam dziś żadnego, bo staram się testować po jednej rzeczy, żeby nie doprowadzić się do stanu sprzed testów), nie możemy się pochwalić pielęgnacją dla osób z alergiami kontaktowymi.

I jeszcze jeden apel – tym razem do osób, które uwielbiają czepiać się parabenów, olejów mineralnych i parafiny, wykazując, że pochodzą z ropy naftowej. Dla alergika niezbyt istotne jest pochodzenie składnika, ale to czy jest dobry i łagodny dla skóry. Osoby z alergiami skórnymi wymagają tak zwanej okluzji stałej na skórze, którą dają tylko preparaty z wazeliną, parafiną lub lanoliną. Opowiastki o cudownym działaniu naturalnych olejów w kontekście do tego, co wykazują testy płatkowe – można sobie wsadzić między bajki. Ekologiczne, naturalne produkty made in Poland, są genialne, ale dla zdrowych skór. Osoby z chorobami skórnymi, powinny je podarować rodzinie lub koleżankom. Przykładem jestem ja i moje zamiłowanie do wszystkiego co pachnące, które kończy się tak, jak widać: przymusowym detoksem od większości przyjemnych w użytkowaniu kosmetyków. Gdybym tyle nie testowała, to aż tak dużo składników nie wywoływałoby u mnie reakcji kontaktowej. Jak powtarza pani dr Ewa Chlebus: najlepsze trucizny pochodzą z natury, a dla alergika naturalne olejki eteryczne to niestety trucizna. Oczywiście nie wszystkie i nie dla każdego.

Jeśli macie jakiekolwiek pytania – jestem i chętnie na nie odpowiem. Skóra to moje hobby, bo jest moją piętą Achillesową i robię wszystko, żeby wyglądała i czuła się zdrowo. I chętnie się tą wiedzą i doświadczeniem dzielę.

Comments are closed.