Dziś napisała do mnie czytelniczka, która cierpi na Atopowe Zapalenie Skóry, zwane AZS. Podobnie jak ja boryka się z problemem wysypek, egzem i nadkażeń skórnych i od lat poszukuje skutecznej metody ich wyleczenia. Znalazła mój artykuł w internecie (pisałam go pracując w naTemat) i chciała dokładnie wypytać o sposób leczenia, który tam opisywałam.

Nie będę podawać jej imienia i nazwiska, bo nie to w jej mejlu było najważniejsze. Clue całej wiadomości brzmiało: “proszę o pomoc, bo sama mam do siebie coraz większe obrzydzenie”.

I to był strzał prosto w moje serce. Pomoc, skóra, obrzydzenie. Czyli hasła, z którymi sama się mierzę na co dzień. Od urodzenia. I kiedy wydaje mi się, że jestem ostatnią dorosłą osobą na ziemi, która cierpi z powodu AZS, odzywa się ktoś, kto rozwiewa wszelkie wątpliwości.

AZS to nie jest choroba skóry wieku dziecięcego. Nie wyrasta się z niej. Nawraca jak wirus. Atakuje skórę, która w przeciwieństwie do tej zdrowej nie ma gruczołów łojowych – brak jej nawilżenia i natłuszczenia. I taki atopik musi cały czas z tyłu głowy mieć zarówno pielęgnację, jak i styl życia, który prowadzi. Dbać o siebie nie tylko natłuszczając skórę dwa razy dziennie, ale i pilnując jadłospisu, obserwując które czynniki z otoczenia są dla niego szkodliwe (jak Perwoll, w którym ostatnio wyprałam sweterki). I nie poddając się.

Moja atopia wraca do mnie jak bumerang. Nieobecna przez ostatnie 7 lat – przepędziłam ją dietą, o czym z pewnością tutaj, na nostressbeauty napiszę – pojawiła się po zawirowaniach hormonalnych, związanych z ciążą, porodem, karmieniem piersią i odstawieniem małej od piersi. W moim przypadku jest więc duża zależność pomiędzy gospodarką hormonalną a stanem skóry. I wszelkie zmiany zapalne zaostrzają się, kiedy zbliża się okres, odstawiam tabletki, zaczynam brać tabletki, zachodzę w ciążę, itp.

Czym AZS jest dla osoby, która na nie cierpi? Atopia to koszmary senne, drapanie się do krwi po różnych miejscach na ciele lub twarzy, szczypanie, wstyd, poczucie lęku, że ktoś zobaczy te wykwity na skórze i zapyta słynne: czy można się tym zarazić? Co niejednokrotnie w swoim życiu słyszałam nawet mierząc suknię ślubną czy testując podkład w perfumerii… Atopia wiąże się z niskim poczuciem własnej wartości, ze stresem, że przestaniesz się podobać własnemu facetowi, że jak zobaczy twoją niepomalowaną klajstrem skórę, to weźmie nogi za pas i więcej nie wróci.

Ale atopia jest też egzaminem z własnej siły i wytrzymałości. I wzbogacaniem nas o ogromną wytrzymałość na ból i cierpienie. Nie mam porównania z ciężkimi, przewlekłymi chorobami, więc się nie będę wymądrzać, ale chora skóra naprawdę boli. Czasami tak bardzo, że stajesz się drażliwa na światło, wodę i ubrania. Ale właśnie wtedy, kiedy walczysz sama lub sam ze sobą, żeby się nie drapać, nie podrażniać i przenosić zmian skórnych na dalsze jej fragmenty (ja muszę nie raz zakładać bawełniane rękawiczki lub skarpetki na noc na ręce, żeby się nie drapać do krwi), mierzysz się z własnymi słabościami. Jesteś fighterką lub fighterem. I to ty musisz odnieść zwycięstwo. Porażka nie wchodzi w grę, bo to twoja skóra. I masz ją jedną na całe życie. Musisz ją pokochać i nauczyć się robić jej dobrze pod każdym względem. Jak? O tym napiszę już wkrótce.

Comments are closed.