Najwierniejszymi pacjentami gabinetów dermatologicznych i salonów kosmetycznych są osoby cierpiące na choroby skóry. Głównie trądzik pospolity. Drugą grupą są osoby z bardzo suchą lub chorobliwie suchą skórą z zaburzoną gospodarką wodno-lipidową naskórka i AZS. Patrząc więc na koleżankę czy kolegę z wysypkami na rękach lub pryszczem na nosie, nie oceniaj ich jako tych zaniedbanych. Prawdopodobnie dbają o skórę bardziej niż jesteś to w stanie sobie wyobrazić. Tym trudniej takim mającym fioła na punkcie pielęgnacji ludziom zaakceptować fakt, że ich dotychczasowe leczenie chorej skóry jest błędne i powinno opierać się o zupełnie inne podstawy.

Skąd ten pomysł? Po wizycie u Skin Eksperta twórczyni programu Beauty Code, Agnieszki Zielińskiej sama przeżyłam najpierw wstrząs, a następnie musiałam kiwać głową jak ten plastikowy piesek znany z taksówek. Spotkanie przypomina terapię u psychologa lub psychoanalityka. Opisujesz całe życie swojej skóry. Jej przypadłości, wybryki, wyskoki, grzechy i występki. Przypominasz sobie te lepsze i te gorsze momenty, szukając i w jednym i drugim przypadku wspólnego mianownika. Agnieszka Zielińska patrząc na moją skórę na nadgarstkach (pokrytą w stu procentach przez egzemy) i na twarzy (pomimo peelingu zrobionego całkiem niedawno, znów pokrytej zaskórnikami i krostkami) i składając w całość “historię choroby”, uznała jeszcze przed samym badaniem, że ma ona kilka problemów i kilka ich źródeł (Atopowe Zapalenie Skóry, nadmierne przesuszenie, zbyt wysokie przetłuszczanie się skóry twarzy i rozszerzone pory, alergie kontaktowe, alergie pokarmowe, nadwrażliwość na zapachy i nietolerancja niektórych składników i pokarmowych i kosmetycznych, trądzik). Do tej pory leczone były skutki, a ja przyszłam znaleźć lekarstwo na przyczynę takiego stanu rzeczy, a przede wszystkim złapać ją za nogi i wytargać na wszystkie strony i się z nią rozprawić!

Patrząc na Agnieszkę Zielińską, mam pewność, że trafiłam w dobre ręce. To kobieta o przepięknej, zdrowej cerze bez jednego zbyt dużego pora, przebarwienia czy niedoskonałości. Nie pytałam o wiek, ale wydaje mi się, że z taką skórą będzie do późnych lat wyglądać jak dziewczynka. Skin Ekspert bez owijania w bawełnę – co wyjątkowo cenię – opisała mój przypadek w dość smutny, ale mocny sposób:

– Pani skóra osiągnęła dno. Ale to dobrze, bo jest się od czego odbić. Teraz będziemy walczyć o to, żeby z powrotem stała się organem, który ma chronić organizm przed dostawaniem się do środka szkodliwych substancji. Bo póki co kompletnie wysiadła i w tym momencie większość rzeczy jej szkodzi. Na czele z nieprawidłową pielęgnacją, którą ją pani dziś traktuje.

Następnie przeszłyśmy do badania, nie zatrzymując się ani na chwilę w rozmowie i odkrywając kolejne karty dotyczące kondycji mojej skóry i jej upodobań. Na czym polega badanie? Skin Ekspert robi dokładne zdjęcia w aparacie Visia, do którego wkładasz głowę (jak widać na zdjęciu), nakładając specjalne filtry, aby zaobserwować dokładny stan przebarwień wywołanych promieniowaniem UV, plam, naczyń, zmarszczek, porów i porfiryn (bakterii obecnych lub nie na skórze, odpowiedzialnych za namnażanie się zmian trądzikowych). Następnie pyta o dokładną datę urodzenia, aby porównać wyniki z tymi twoich rówieśników. Im wyższy, bliższy 100 proc. wynik, tym bliższa jesteś ideałowi. Im niższy – tym gorzej.

Prawa strona mojej twarzy, to dowód na to, że mam koszmarny problem rozszerzonych porów i nadprodukcję sebum (skóra jest wyjątkowo przesuszona i wysyła do gruczołów łojowych komunikat żeby produkowały więcej sebum, lecząc więc trądzik mocnymi preparatami w gruncie rzeczy zaostrzam go i jeszcze mocniej prowokuję skórę, żeby go miała – błędne koło). Jest też widoczna na policzkach, nosie i czole cała masa porfiryn, które wywołują stany zapalne w skórze. Pojawiają się zaczerwienienia, ale nie na taką skalę, która mogłaby świadczyć o problemie z trądzikiem różowatym. Zmarszczek mam niewiele, bo wynik to 53 proc (dla porównania porfiryn mam 1 proc.), przebarwień jeszcze mniej, bo wynik to 83 proc (najwyższy ze wszystkich moich). Niestety druga strona twarzy nie była już tak optymistyczna, ponieważ zdradziła, że z lewej strony twarzy mam znacznie więcej zmarszczek i oznak starzenia.

Wiek lewej strony skóry był więc szokujący – 44 lata. Prawej – 34 lata. Co najmniej jakbym lewą stronę twarzy cały czas przez lata eksponowała w samochodzie (akurat jest odwrotnie bo zwykle siedzę z tyłu lub na miejscu pasażera – po prawej).

Natomiast moja skóra, to nie tylko twarz. Najwięcej problemów pojawia się na skórze mojego ciała, która w momencie przyjścia do Skin Ekspertki swędziała mnie tak, że myślałam, że wyjdę z siebie. Powód: nie posmarowałam jej balsamem do ciała, bo chciałam pokazać jak wygląda po kąpieli, kiedy nie użyję niczego.

– Zero bariery ochronnej. Zupełnie dziurawy płaszcz hydro-lipidowy. Walczy pani z trądzikiem, nie patrząc na skutek uboczny, jakim jest coraz większe przesuszenie skóry całego ciała – nie tylko twarzy. Ona woła o pomoc. Potrzebuje wzmocnienia. I tym wzmocnieniem zajmiemy się na początek. Nie interesuje mnie jak to pani opisze. Zależy mi, żeby pani wyszła z tego błędnego koła. Żeby się pani poczuła lepiej we własnej skórze. Żeby móc normalnie funkcjonować. 

Zaczęłam więc przypominać sobie momenty, kiedy ze skórą  było lepiej. Oprócz pięciu (prawie sześciu) lat spokoju z AZS (atopowym zapaleniem skóry) po diecie w Vimedzie i wykluczeniu wszelkiej chemii z jadłospisu i łazienki (niestety nie mogę powiedzieć, żeby ta dieta wyleczyła mi trądzik, bo byłoby to kłamstwo – atopię, owszem, ale nie zmiany trądzikowe), miałam kilka dobrych momentów. Pamiętam, że w ciąży z Bianką miałam przepiękną cerę i używałam wtedy do pielęgnacji twarzy jedynie olejku Laura Mercier Infusion de Rose. Skin Ekspert słysząc to, wklepuje nazwę kosmetyku i studiuje dokładnie skład INCI, rozkładając go na czynniki pierwsze. Dowiaduję się więc, że cudowny “różany” olejek, ma niewielką zawartość różanego olejku, za to doskonałe oleje ze słonecznika, krokosza, wiesiołka czy rokitnika. Genialny zestaw dla takiej skóry jak moja. Zaraz, zaraz, również w ciąży na całe ciało nakładałam po wzięciu prysznica, a przed wytarciem skóry ręcznikiem, olejek przeciw rozstępom z Rossmana. Z tego co pamiętam zawierał mieszankę różnych olejów, w tym z migdałów. I dzięki niemu miałam gładką, miękką skórę, bez żadnych wyprysków.

To znaczy, że moja skóra lubi oleje? Pomimo, że jest tłusta wymaga natłuszczania? Niby to wiem, niby pakuję na nią kilogramy balsamów, ale powiedzmy sobie szczerze: jak coś mi nie szkodzi, nie wczytuję się w skład INCI. Nie zastanawiam czy przy długofalowym stosowaniu na jedno mi pomoże, na drugie zaszkodzi. Skin Ekspert informuje mnie, że wszystkie te składniki, można kupić w sklepach lub w sklepach internetowych z naturalnymi olejami i albo zmieszać, albo stosować oddzielnie, obserwując zachowanie skóry.

W skrócie: moja skóra dostaje przykaz, aby przejść rewolucję. Zamiast płynu micelarnego – olej z wiesiołka, rokitnika czy lniany. Zamiast kremu – olej i krem gojący na twarz, a na ciało olej plus balsam. Mam ją obserwować po wprowadzeniu każdej nowej rzeczy i notować jej wzloty i upadki. Jestem przypadkiem, który jest wymagający, więc pierwsze zmiany prawdopodobnie zaobserwuję po upływie 2-3 miesięcy. Jak dla mnie to rewolucja, ale czy rewelacja dla mojej skóry? Czas pokaże, a ja z pewnością się tym podzielę.