Z podkładem jest jak z kochankiem. Możliwe, że i tobie i twojej przyjaciółce podoba się jedno i to samo opakowanie – niech ma nawet urodę Ryana Gosslinga czy Michaela Fassbendera – ale liczy się intymny kontakt i to, co może dla ciebie zrobić:) Dlatego nie patrzę na marki, nazwy czy piękne opakowania. Wiele podkładów zdaje egzamin, natomiast każdy spełnia nieco inne oczekiwania. Podobnie jak wspomniani kochankowie. Jedna dziewczyna lubi mocne krycie (to już nie analogia do kochanka!), inna woli lekkie jak piórko muskanie na skórze i subtelne podkreślanie jej faktury. Wszystkie zdały egzamin z trwałości – inaczej nie znalazłyby się na tej liście. Zobacz, który będzie twoim ideałem. Ja wpadłam po uszy, ale okazało się, że nie jestem monogamistką;)

Mocne krycie

To kategoria podkładów, która spodoba ci się, jeśli podobnie jak ja – masz niedoskonałości, rozszerzone pory czy nierówności w skórze. Natomiast nie polecam jej w ogóle osobom z cerą suchą, dojrzałą, z widocznymi zmarszczkami. Wszystkie cztery podkłady mają lekko matowe wykończenie, które podkreśla drobniejsze linie i głębsze zmarszczki – killera dla kurzych łapek! Jeśli masz lekki wąsik (taki, którego nie zauważyłaś lub nie zdążyłaś usunąć) – też odradzam ich używanie. Każdy włos lub włosek przy matowym wykończeniu podkładu będzie widoczny jak przez szkło powiększające.

TOO FACED BORN THIS WAY

Genialna nazwa i świetny, beztłuszczowy podkład o bardzo matowym wykończeniu. Kryje, zakrywa, zasłania, kamufluje niemal jak korektor. Jest jak podkład i puder matujący w jednym. Testowałam odcień Nude, który dla mojej skóry jest nieco zbyt ciemny. Doskonały w działaniu, natomiast dla mnie za ciężki i zupełnie nie w moim typie.

Dla kogo: młodej skóry, z tendencją do przetłuszczania lub normalnej. Świetny do krycia przebarwień i nierównego kolorytu oraz niedoskonałości (pryszczy, krostek, “czarnych łebków”)

Ocena: Obiektywnie zasługuje na 6 (w kategorii mocnego krycia w wersji na maksa), na mojej skórze dostaje 3 (podkreśla zmarszczki wokół oczu, cera jest zbyt sucha i pojawia się w połowie dnia uczucie ściągnięcia).

PHARMACERIS NAWILŻAJĄCY FLUID ANTYOKSYDACYJNY

Kryje, matuje, ale daje wykończenie naturalnej, zdrowej skóry (to pewnie zasługa składników nawilżających i antyoksydantów). Bardzo delikatny, a super mocny (jak pewne chusteczki z reklamy;)). Testowałam kolor Natural (nr 02), jak na moją trupio bladą cerę nieco zbyt ciemny. Uwaga na ilości! Podkład jest super wydajny i wystarcza kropla, a pompka nieco zbyt hojna.

Dla kogo: dla cery wrażliwej, problematycznej, która wymaga przykrycia niedoskonałości.

Ocena: Za krycie i wykończenie 6. U mnie 4, bo nieco zbyt gęsty, a może nałożyłam go za dużo, ale to niestety wina dozownika…

ARTDECO LIQUID CAMOUFLAGE

Najbardziej kryjący ze wszystkich podkładów z mojego testu. Pod jego nazwą widnieje Full Cover Foundation i zdecydowanie spełnia obietnicę. Doskonały w sytuacjach awaryjnych, kiedy po prostu trzeba nałożyć na twarz grubą maskę. Na co dzień przy cerze mieszanej lub wrażliwej, jak moja na skórze jest nieprzyjemne uczucie ściągnięcia – efekt matującego działania.

Dla kogo: w wyjątkowych, awaryjnych sytuacjach kiedy trzeba na twarz położyć maskę, do teatru czy do charakteryzacji (przypomina produkty profesjonalne, które zakrywają skórę na maksa), albo dla osób, których skóra wymaga mocnego krycia i super matowego wykończenia.

Ocena: 5 w dziedzinie krycia. Na mojej skórze 3 za efekt zbyt mocnego matu.

 

IWOSTIN CORRECTIN MAX

Fluid mocno kryjący – tak jak obiecuje. Ma bardzo miłą konsystencję, natomiast daje turbo matowe niczym puder w kamieniu wykończenie. Kolor nr (01) bardzo jasny, genialnie dopasowany do porcelanowej skóry Polek. Ma wysoki filtr SPF 30 i bardzo delikatne składniki (dopasowane do cery wrażliwej), więc można go używać po zabiegach dermatologicznych czy w trakcie leczenia.

Dla kogo: bardzo tłustej skóry, która wymaga mocnego kamuflażu. Dla osób o cerze wrażliwej, które walczą z niedoskonałościami lub są w trakcie leczenia dermatologicznego.

Ocena: 6 w dziedzinie matowego, kryjącego charakteru produktu. U mnie 4 za zbyt mocny mat.

Lekkie i niewyczuwalne

To jest odkrycie tego sezonu – moim zdaniem. Podkłady, które naprawdę udają, że ich nie ma. Nie czujesz ich na skórze, za to widzisz efekty! Mają genialne ultralekkie konsystencje, które stapiają się ze skórą, niemal rozpływają się na niej, a kolorowe pigmenty, drobinki odbijające światło i inne cuda w ich składzie czarują na skórze efekt filtra, jak z Instagrama. Sprytnie odbijają światło i operują nim tak, że cera wygląda na ideał. A przy tym nie obciążają i o ile dobrze dobrane kolorystycznie są niewidoczne. Tylko ty wiesz, że je masz na sobie!

REVLON PHOTOREADY AIRBRUSH EFFECT

Podkład – czarodziej. Nie czujesz, że jest na skórze, ale wyglądasz świetnie. Jak przyjrzysz się pod światło, to zawiera tysiące maleńkich połyskliwych drobinek, które wytwarzają na cerze siateczkę odbijającą światło, dzięki której wygląda na gładką, o równomiernym kolorycie. W dotyku twarz jest po jego użyciu jak aksamit. Nie ma uczucia lepkości czy tępego matu.

Dla kogo: dla każdej skóry i każdej twarzy. Niesamowity kosmetyk. Jak dla mnie czarodziej, który zamienia bladą lub poszarzałą skórę w piękną i wypoczętą jak po urlopie.

Ocena: 6+! Na mojej twarzy tez 6 +! Odcień Shell (003) sprawia, że nawet blada cera po zimie wygląda promiennie i na pełną energii.

LAURA MERCIER CANDLEGLOW SOFT LUMINOUS FOUNDATION

Przepiękny odcień Vanillé, jak zaprojektowany dla bladej cery większości Polek, który nie jest ani zbyt nasycony różowymi, ani żółtymi pigmentami. Po prostu perfekcyjny. Dla mnie zbyt jasny, więc polecam albo zimnym brunetkom o cerze śmietanowej, czyli typie urody Królewny Śnieżki, albo blondynkom, które pragną ukryć naczynka (genialnie zdaje w tej materii egzamin!!!!). Światło świec (nawiązując do nazwy produktu) i super pigmenty podkładu, miękko wyrównują koloryt cery, kamuflują niedoskonałości (nawet lepiej niż nie jeden korektor) i optycznie wygładzają powierzchnię skóry.

Dla kogo: każdego, kto kocha miękką, naturalną skórę o delikatnie matowym wykończeniu, ale bez efektu maski. Świetny dla cery naczynkowej lub z przebarwieniami – działa jak korektor.

Ocena: 6! Na mojej twarzy 5 z uwagi na niedobrany kolor – choć powinnam powiedzieć inaczej. Kolor jest dokładnie taki, jak moja cera, ale do mojej urody pasuje nieco ciemniejszy koloryt skóry, więc muszę używać ciemniejszych podkładów, żeby nie wyglądać zbyt blado.

ARTDECO NUDE FOUNDATION

Piękna sprawa. Podkład, którego nakładasz na skórę specjalną pipetą – po kropelce. Jest lekki, wyrównuje koloryt (również dla jasnych cer, akurat ten odcień, który testowałam nr 65 Ivory Chiffon). Piórko, a robi cerze kolosalną różnicę. Można się w nim zakochać i chcieć w nim zasypiać i się z nim budzić – zawsze wyglądasz na piękną i wypoczętą (i to jest właśnie mistrzostwo świata nowoczesnych podkładów!)

Dla kogo: ta sama historia co w przypadku dwóch poprzednich podkładów. Obłędnie lekki, więc dla każdego o obłędnym działaniu wyrównującym koloryt, kamuflującym niedoskonałości i wygładzającym optycznie cerę.

Ocena: dwa razy 6!

PUPA LIKE A DOLL

Efekt nagiej skóry, ale tak niebiańsko gładkiej i miłej, że mam się ochotę cały czas dotykać, głaskać, miziać twarz i przeglądać w lustrze czy to możliwe, że jest taka ładna?!? ArtDeco daje matowe wykończenie, a Pupa jest bardziej jak lekki olejek, który serwuje skórze dodatkową porcję nawilżenia. Total. Jeden z najbardziej genialnych podkładów, jakich kiedykolwiek używałam.

Dla kogo: dla ciebie. Po prostu:) Testowałam kolor 020 i moim zdaniem jest bardzo neutralny i idealny na wiosenną skórę szatynek, ciemnych blondynek i brunetek (dla tych jaśniejszych typów skóry lepszy będzie Laura Mercier lub ArtDeco).

Ocena: Dwie 6+. Super podkład!

MAKE UP FOR EVER WATER BLEND

Jak już pisałam na Insta – największe zaskoczenie podczas testów z uwagi na kolor, który wydaje się różowy jak świnka (nr R370), a na skórze zamienia bladość w zdrowy koloryt. Super rozświetla, daje leciusieńkie wykończenie (niewyczuwalne ale matowe) i go jakby nie ma na skórze. Konsystencja zbliżona do wody (jak wskazuje nazwa) jest naprawdę piórkowa, dzięki czemu nie czujesz się pomalowana, a wyglądasz jak milion dolarów w złocie czy platynie:)

Dla kogo: ciebie – jeśli lubisz naturalność, zdrowy koloryt skóry i komplementy w stylu: jak pięknie dziś wyglądasz, a nie: jak się pięknie pomalowałaś.

Ocena: dwa razy 6+. Niesamowite, że woda o lekko różowym kolorycie czaruje skórę i zamienia w idealnie gładką i pomalowaną, choć niepomalowaną. Jeśli gadam jak potłuczona to z uwagi na zaskoczenie i zakochanie (w tym podkładzie).

 

BOBBI BROWN EXTRA TINTED MOISTURISING BALM

Produkt pomiędzy pielęgnacją, a makijażem. Tylko dla osób o idealnej skórze, które nie znoszą nosić i czuć niczego na skórze (nawet wspomnianych piórkowych ultralekkich wodnych podkładów). A także gratka dla tych osób, które mają bardzo suchą lub suchą skórę, na której każdy niemal podkład wygląda źle, bo nierówno osadza się na przesuszonych partiach cery. Trochę jak krem BB, a trochę jak krem nawilżający ze szczyptą koloru i wysokich filtrów (SPF 25). Pięknie rozświetla skórę i pozostawia na niej delikatne nabłyszczenie.

Dla kogo: dla osób o suchej lub bardzo suchej skórze. Dla fanek naturalności i anty-fanek makijażu (tego, który widać). I niestety dla mnie – tylko dla osób, które nie mają niedoskonałości (trądziku, rozszerzonych porów, przebarwień).

Ocena: 5. Na mojej skórze 3 – nie widać, żebym użyła podkład – nie kryje niedoskonałości. Ale znam kilka osób, które go pokochają, bo mają suchą skórę, której brakuje blasku.

Comments are closed.