Balsamy do ciała są ekstra, ale masła są jeszcze lepsze. Właśnie teraz, kiedy kaloryfery grzeją, nosi się coraz więcej warstw ubrań, a wiatr chłodzi, więc skóra ma tendencję do pękania i przesuszenia. Sama jestem bezwarunkową fanką takich tłustych, bogatych w konsystencji produktów (dlatego przetestowałam dwa najbardziej bogate w lipidy) i mogłabym się czepiać jedynie nut zapachowych, więc o pomoc poprosiłam moje koleżanki z Hartwig Fashion Department. Na co dzień zajmują się modą, więc mają bardziej praktyczne niż romantyczne spojrzenie na kosmetyki do pielęgnacji ciała. A oto nasze wspólne recenzje ośmiu maseł-balsamów.

  1. Sztyft Regenerujący Baobab Ministerstwo Dobrego Mydła

Konsystencja: Sztyft przypomina pomadę, albo odżywczą pomadkę do ust. Gładko ślizga się po skórze i rozprowadza dokładnie w takiej ilości, w jakiej ciało tego potrzebuje. Można, choć nie trzeba go wmasowywać, bo nie pozostawia tłustej warstwy.

Zapach: Prawie nie pachnie (samymi naturalnymi olejkami) za co należą mu się według mnie brawa! Idealny dla skóry wrażliwej, która powinna zapachów unikać za wszelką cenę. Zwłaszcza w produktach do pielęgnacji.

Szybkość wchłaniania: Superszybko. Smaruję się sztyftem, poprawiam dłonią i wskakuję w sukienkę bez stresu o ślady na materiale. A przy tym skóra jest miła przez cały dzień.

Zachwyt/ rozczarowanie: Zachwyt! Jak wspominałam na instagramie jestem zakochana i chcę go zawsze nosić w torebce, żebym w razie wiatru, zimna, mrozu czy cholernego mydła w płynie, które niszczy moją skórę mogła go użyć. Kolejny produkt z cyklu: Maria – awaria poleca!

2. Regenerujące Masło do ciała Spice of India Iossi

Konsystencja: Przede wszystkim uwielbiam tę nowość, czyli mus. Super przyjemnie się rozsmarowuje i nawet nabiera się świetnie. Nie klei się, pomimo, że ma bogatą konsystencję.

Zapach: Jest przyjemny (paczula i goździk), ale nie mocny czy męczący. Nie konkuruje z perfumami. Moja córka uważa, że zapach jest śliczny.

Szybkość wchłaniania: Miły na skórze, szybko się wchłania więc bez problemu można założyć nawet obcisłe rurki!

Zachwyt/rozczarowanie: To jest dla mnie produkt z wyższej półki. Wspaniale nabłyszcza i pielęgnuje skórę, pięknie pachnie i jest bardzo przyjemny w nakładaniu na skórę – nie muszę się godzinę masować, żeby się wchłonął.

3. Cacao & Shea Body Butter Rau Cosmetics

Konsystencja: Gęsty krem o bardzo bogatej konsystencji. Dobrze nawilża skórę, ale spodziewałam się po jego wyglądzie czegoś innego – myślałam, że bardziej będzie przypominać balsam do ciała.

Zapach: Mało wyczuwalny, choć ładny i jak dla mnie – bez szału. Zbyt mało intensywny.

Szybkość wchłaniania: Ma konsystencję masła, więc trzeba dobrze kilka razy rozetrzeć, żeby się wchłonęło. Nawet po kilkunastu minutach czuć było, że coś w skórę wmasowywałam. Wolę kosmetyki lżejsze i o szybszym efekcie wchłaniania. Nie mam rano czasu na taką pielęgnację.

Zachwyt/rozczarowanie: Według mojej opinii nic godnego polecenia. nie kupiłabym ponownie, bo użyłam go na świeżo wydepilowanych maszynką nogach i potwornie piekła mnie skóra. Nie polecałabym więc skórze wrażliwej. Na rękach, których nie goliłam, na szczęście nie było takiej reakcji. Mogę go używać jedynie jako masła do masażu lub odżywczego produktu na noc. Na co dzień wolę kosmetyki lżejsze, które szybciej się wchłaniają.

4. Masło jojoba Perle de la Nature Beurre de Jojoba L’Orient 

Konsystencja: Tłuścioch przez duże “T”. Z początku wydaje się twardą sztuką, aby po chwili zamienić się w totalny olejek do ciała. To produkt dla amatorów maseł. Jeśli wolisz balsamy do ciała, nie jest dla ciebie. Bardzo sucha, atopowa skóra doceni tę ilość lipidów genialnie przyswajanych przez skórę (olejek jojoba ma najbardziej kompatybilny skład z ludzkimi lipidami).

Zapach: Niemal go brak (dlatego wzięłam go do testów, a te pachnące dałam dziewczynom;) gdyż jestem na większość pachnących produktów do pielęgnacji uczulona. Dla mnie więc na medal za brak zapachu. Chcesz pachnieć, sięgnij po perfumy – taka jest moja zasada naczelnego atopika RP.

Szybkość wchłaniania: To zdecydowanie produkt z kategorii slow. Slow life, slow beauty, nie żadne za pięć ósma i pędem do tramwaju czy do metra. Nie ma takiej możliwości. To masło wymaga wmasowania, dokładnego wprowadzenia i odczekania około 10 minut zanim założysz ubrania, chyba, że chcesz być w ciapki.

Zachwyt/rozczarowanie: Zachwyt, zachwyt i jeszcze raz zachwyt. Uwielbiam go za dwie (albo i więcej, ale nie chcę się rozpisywać, żeby nie było stronniczo) rzeczy: za to, że jest naturalny i naprawdę zawiera tłoczony na zimno olej jojoba. Dlaczego naprawdę? Moja skóra wysypana po zgięcia łokci po dwóch dniach stosowania jest gładka, miękka, miła i wreszcie – nie popękana. Cudowny produkt! A druga rzecz? Że usuwa uczucie pieczenia w chorej, pokrytej wysypkami (egzemami) skórze. Ten kosmetyk powinien mieć status maści lub eliksiru dla “biedaków” walczących z AZS – gorąco polecam!

5. Len i Konopie odżywczy mus do ciała Ministerstwo Dobrego Mydła

Konsystencja: Najpierw miałam wrażenie, że sięgam po schłodzone na kość masło, a po chwili okazało się super milutkim, stapiającym się ze skórą – musem. Bardzo duże zaskoczenie na plus!

Zapach: Tu niestety muszę być szczera. Zapach mnie potwornie męczy. Przeszkadza mi. Nie wiem czy to kwestia oleju lnianego, czy konopnego, ale aromat musu jest tak intensywny, że chyba muszę się do niego przekonać, o ile dam radę…

Szybkość wchłaniania: Pod tym względem bardzo fajny. Pomimo, że ma bardzo odżywcze działanie – przez cały dzień skóra na moich nogach pomimo, że są w 1/4 odkryte a jest jesień – pozostaje przemiła, gładka, nawilżona i odżywiona, wchłania się mega szybko. Od razu po wmasowaniu mogę się ubrać i nie widać śladu plam.

Zachwyt/rozczarowanie: Jestem zachwycona tym, co robi z moją suchą skórą. Podoba mi się przyjemna konsystencja, to, że nie mam uczucia ściągniętej skóry. Ale nie podoba mi się zapach (tak, wiem, spróbuję jeszcze kilka razy i może się przyzwyczaję). Jestem więc chyba po środku.

6. Balsam do skóry suchej i wrażliwej Creme Corps Ultra-Reconfortante Reve de Miel Nuxe

Konsystencja: Gęsty balsam, pomimo, że po naciśnięciu pompki myślałam, że jest lekkim mleczkiem.

Zapach: Zły. Chemiczny. Aż nie pasuje do produktu Nuxe! W peelingu z tej linii (Reve de Miel), który mi ostatnio dałaś do testów jestem zakochana po uszy – jest piękny, cudowny, naturalny, miodowy. Ten zapach wydaje się zbyt pudrowo-kwiatowy. Męczący. Nie dla mnie.

Szybkość wchłaniania: Bardzo trudny produkt. Najwyraźniej nie z mojej bajki. Nie mogłam go rozsmarować i zostawiał tłusty film. Możliwe, że na suchej skórze sprawdziłby się lepiej.

Zachwyt/rozczarowanie: Rozczarowanie. Szczególnie z tego powodu, że jeszcze w tym tygodniu zachwycił mnie peeling Reve de Miel. Właśnie dlatego wybrałam go spośród innych balsamów, które proponowałaś. Niestety balsam nie dorasta do pięt peelingowi.

7. Ujędrniające Masło do ciała Vegan Friendly Bielenda

Konsystencja: Balsam, który udaje masło, albo odwrotnie. Nakładając je na skórę miałam wrażenie, że powinno się szybciej wchłonąć, a tymczasem musiałam się nad tym trochę napracować. Zdecydowanie kosmetyk dla osób, które lubią się bawić, nie dla tych co w biegu.

Zapach: Fajny. Świeży, pomarańczowy, lekki. Całkiem długo utrzymuje się na skórze, a przy tym nie jest drażniący, jak w przypadku niektórych cytrusowych kosmetyków.

Szybkość wchłaniania: Jak wyżej. Niezbyt szybko się wchłania.

Zachwyt/rozczarowanie: Ani to ani to. Raczej obojętność. Nie mogę powiedzieć, że jest fatalny, bo możliwe, że są osoby, które lubią się masować, smarować i ujędrniać (w końcu ten produkt ma zastosowanie ujędrniające, a to wymaga masażu;)), ale też nie mogę go polecać w ciemno każdemu. Za trudny jak na balsam, zbyt mało odżywczy jak na masło do ciała.

8. Krem do twarzy i ciała Pure Calmille Yves Rocher

Konsystencja: Cu-do-wna! Wreszcie balsam, który nie klei się, nie oblepia mojej skóry, a naprawdę ją nawilża. Jest miękka, gładka i pięknie wygląda. Bardzo lekki, a przy tym skuteczny krem.

Zapach: Delikatny. Nie drażniący. Szybko się ulatnia i nie męczy, jak w przypadku niektórych czekolad, wanilii i całej tej cukierniczej męczarni, za którą nie przepadam – jak mam ochotę na ciastko, to je kupuję i zjadam, a nie muszę się nim smarować. Ten balsam jest więc dla mnie!

Szybkość wchłaniania: Super szybko! Jak krem nawilżający do twarzy, więc nie muszę się denerwować, że coś mam wcierać “kolistym” ruchem czy zamieniać się w masażystkę.

Zachwyt/rozczarowanie: Jestem zachwycona. Odstawiam wszystkie swoje dotychczasowe balsamy i biorę ten jeden. Długo już nie miałam takiej “skóry dziecka”, jak po jego użyciu. Nawilżonej, o ładnym, satynowym połysku i bez uczucia lepkości. Szał.

Comments are closed.