Ostatnio mnie oświeciło: najlepsze makijaże to te, w których główną rolę grają produkty rozświetlające. To właśnie one przyciągają uwagę i rozpraszają światło w taki sposób, że cera wygląda na gładszą, zdrowszą i młodszą. I właśnie dlatego rozświetlacze są w tym sezonie kosmetykiem numer jeden w trendach makijażowych. Jak ich używać, jakie efekty można nimi uzyskać i które są godne polecenia, a które trochę mniej?

Rozświetlacze w olejku

Rozświetlanie cery możesz rozegrać na wiele różnych sposobów w zależności po pierwsze od tego jaki masz typ skóry, a po drugie od tego, jaki efekt makijażu chcesz uzyskać. Natomiast stosowanie olejków oznacza dla ciebie dwa w jednym: efekt gładszej, bardziej nawilżonej skóry, który widać na pierwszy rzut oka i długofalowy “skutek uboczny” stosowania takiego olejku, czyli skórę lepszej jakości.

Jeśli zależy ci na naturalnie gładkiej, świetlistej cerze, polecam dodanie kropli olejku The Renewal Oil La Mer. Przed użyciem musisz pobawić się w odwrotność Jamesa Bonda, czyli zmieszać, ale nie wstrząsnąć;) Wówczas połączą się dwie fazy produktu i olejek nabierze lżejszej konsystencji z widocznymi na zdjęciu bąbelkami powietrza. Genialnie wygładza skórę i wystarczy naprawdę kropelka, którą polecam dodać do podkładu, żeby nabrał zupełnie nowej konsystencji. Gładko się rozprowadzi, a pielęgnacyjny olejek sprawi, że będziesz wyglądać niezwykle naturalnie a nie na pomalowaną.

Natomiast inny, bardziej intensywny i aromatyczny jest olejek odmładzający Huile Jeunesse Divine Immortelle Divine L’Occitane. Działa jak rozświetlające serum i radzę go nakładać pod podkład i wykonać masaż twarzy. Obłędny ziołowy zapach odpręża, a sucha skóra o szarym kolorycie nabiera zupełnie nowej jakości.

Ideałem na lato lub na opaloną skórę (zazdroszczę szczęśliwcom, którzy wrócili właśnie z tropików, zwłaszcza z Oceanii, Tajlandii i Meksyku – pozdrawiam was dziewczyny i waszą opaleniznę!) jest olejek ze złocistymi drobinkami Huile Prodigieuse Or Nuxe. Pachnie kwiatem Monoi i kojarzy mi się z plażą i przepięknie nabłyszcza, zmiękcza i ozłaca skórę twarzy, ciała (najbardziej uwielbiam go za to co robi z dekoltem i nogami – mistrz kamuflażu i photoshop we flakoniku), a także włosy. Natomiast na twarz radzę nakładać jedynie odrobinę i już bez użycia podkładu. Właśnie na opaleniznę. Na nagiej skórze prezentuje się najpiękniej!

Rozświetlające bazy i podkłady

Efekt glow, który widać od razu po położeniu na skórę i utrzymuje się przez wiele godzin to już “robota” drobno zmielonych pigmentów (rozświetlającej miki, zwanej też drobinkami czy opiłkami – jakby ich nie nazwać robią dokładnie to samo na twarzy lub ciele – są jak małe reflektorki, które wprowadzają światło i odbijają światło). Znajdziesz je i w podkładach rozświetlających i w bazach pod makijaż, które możesz stosować oddzielnie albo łączyć z podkładem.

Nawilżający podkład i baza rozświetlająca 2 w 1 Hydrating Glow Tint Charlotte Gainsbourg Nars/Sephora to hit. Jest jak gotowy produkt powstały z kilku i pomimo jasnego z pozoru koloru zamienia się na twarzy w idealnie dopasowany do twojego naturalnego kolorytu skóry. Daje supernaturalne wykończenie w stylu glow, ale świetnie też skóra nim pokryta wychodzi na zdjęciach.

Baza nawilżająco-rozświetlająca Beauty Amplifier Perfecting Glow Primer Sephora miękko rozprasza światło i jest dobrym tłem dla twojego zwykłego podkładu. Można też ją rewelacyjnie mieszać z fluidem i uzyskać efekt porównywalny z tym, jaki dają podkłady rozświetlające. Daje satynowe wykończenie.

Modelująca baza pod makijaż Chillout Strobing Base Bell przypomina płynny złocisty brązer. Może więc być albo stosowana na najbardziej wystające części twarzy – wówczas imituje działanie słońca i świetnie ozłaca skórę. Uwaga na ilość! Jest intensywna.

Baza usuwająca zaczerwienienia z twarzy Redness Control Primer Wings of Color AA działa bardziej jak filtr usuwający optycznie niedoskonałości. Odbija światło, ale nie rozświetla. Bardzo fajna i do stosowania w pojedynkę i pod podkład. Świetnie niweluje to, co chcesz ukryć.

Światło w płynie

Płynne rozświetlacze ostatnio robią oszałamiającą karierę wśród blogerek i instagramerek. Powód: genialnie rozpraszają światło, dając efekt bardziej wyrównanego kolorytu, nawilżonej skóry i świeżej, wypoczętej cery. Uwaga, jeśli masz skórę tłustą lub mieszaną, skłonną do łojotoku – stosuj je punktowo, na te części twarzy, które chcesz uwypuklić (skronie, czubek nosa, kości policzkowe, podbródek) i unikaj nakładania na całą twarz. Pod koniec dnia możesz mieć bowiem wrażenie zmęczonej cery, a przecież chodzi o zupełnie odwrotny efekt!

Przebojowa jest zdecydowanie Dew You Dew Drops Marca Jacobsa. Cała linia rozświetlaczy od projektanta oparta jest o wodę kokosową, znaną z nawilżania, a także utrwalania makijażu. Baza przepięknie rozprowadza na twarzy światło, nawilża skórę, odwraca uwagę od niedoskonałości i utrzymuje podkład na wiele godzin. Ale uwaga z ilością. Wystarcza naprawdę kropelka.

Rozświetlająca baza i serum w jednym, czyli Light Correcting Serum Primer w kolorze Candlelight Catrice to moje osobiste odkrycie. Nakładam ją na podkład na samych kościach policzkowych, w wewnętrznych kącikach oczu, na podbródku i czubku nosa oraz skroniach. I wyglądam jak milion dolarów w złocie niezależnie od oświetlenia, w jakim się znajdę. Pigmenty są tak drobne, że nie ma mowy o brokatowym czy zbyt perłowym i ciężkim efekcie.

Rozświetlacz w płynie #HighlightingStickSinSkin w kolorze pink gold SinSkin należy potraktować punktowo. I nakładać jak róż do policzków. Doskonale ten kolor sprawdza się na początek dnia do makijażu dziennego, kiedy chcesz wyglądać na świeżą i wypoczętą. Do wieczorowego wybrałabym któryś z pozostałych odcieni (jeden jest bardziej chłodny, drugi ciepły w tonacji, rzecz gustu).

Płynny rozświetlacz Highlight & Contour w kolorze Pink Bielenda to również produkt a la róż do policzków. Świetnie wygląda na oliwkowej skórze, ale do jasnej, bledszej słowiańskiej cery również się sprawdza, bo działa “antyzmęczeniowo”. Kiedy wyglądam jak zombie z powodu zarwanej nocy (bynajmniej nie przetańczonej) nakładam kroplę na kości policzkowe i na skronie i… wracam do żywych!

Pudrowe rozświetlacze w kamieniu

Na deser tzw. wykończeniówka, czyli rozświetlacze pudrowe, w kamieniu o przeróżnych kolorach i efektach. Mam wrażenie, że ostatnio zupełnie wyparły róże do policzków, bo są bardziej wszechstronne i można nimi zdziałać optycznie jeszcze więcej.

Polecam paletę Strobing Sephora z czterema kolorami rozświetlaczy, które zawierają różny stopień zmielenia rozświetlających drobinek. Podoba mi się idea, że w zależności od okoliczności i typu makijażu, który chcesz zrobić możesz za każdym razem stosować wszystkie jednocześnie albo tylko jeden ulubiony. W załączeniu jest też superpraktyczna instrukcja obsługi, jak ich użyć, żeby uzyskać wymarzony efekt profesjonalnego strobingu.

Face & Body Illuminating Powder Bell HypoAllergenic w złotawo-żółtym odcieniu to mój kolejny hit. Ma nieprawdopodobnie drobniutką strukturę, dzięki czemu operuje światłem jak mikro-reflektorki podpięte wszędzie tam, gdzie chcesz (świetny do ozłacania dekoltu, ramion czy pleców).

Precious Highlighter Powder Multi Gold Wings of Color AA, z witaminą C nazwałabym bardziej paletą do modelowania twarzy niż rozświetlaczem, bo robi znacznie więcej. Można połączyć albo wszystkie kolory razem, albo stosować ciemniejszy pod kośćmi policzkowymi, jaśniejszy do rozświetlenia strategicznych miejsc jak wewnętrzny kącik oka, zagłębienie nad łukiem Kupidyna czy środek nosa, a różowy nakładać na tzw. pućki (środki policzków). Ma obłędną, miękką strukturę i jest stworzony z myślą o cerze Polek (podobnie jak podkłady tej marki).

Rozświetlacz i róż do policzków Brightening Brick w kolorze Pastel Pink Bobbi Brown, sprawia, że powiedzenie “podaj cegłę” nabiera zupełnie nowego znaczenia! Ta “cegiełka” bardziej przypomina płatki kwiatów w wiosennych odcieniach (swoją drogą kwiatek nazywany przez moją babcię starowinkę “cegiełką” występował właśnie w takich tonacjach różu!). Cudo! Diamentowa kostka świetnie wprowadza migoczące światełka na skórę, a kilka różnych różowych kosteczek możesz łączyć pędzlem (morelowo-brzoskwiniowe mają perliste wykończenie a chłodne róże nieco bardziej satynowe) lub nakładać punktowo (na skronie, policzki czy powieki), aby uzyskać efekt odmłodzenia twarzy. Najfajniejsze jest natomiast w tym produkcie to, że ci się nie znudzi i sprawdzi się do każdego typu makijażu, bo możesz albo wybierać bardziej neutralne, jaśniejsze wykończenie, albo to z mocą chłodnych odcieni różu.

Jeśli jeszcze cię nie przekonałam do używania rozświetlaczy polecam mały test, który sama zrobiłam w perfumerii. Weź opuszką palca odrobinę produktu (wszystko jedno czy płynnego czy w kamieniu) i nałóż go na policzek i w wewnętrzny kącik oka po jednej stronie twarzy. Zrób sobie zdjęcie i zobacz różnicę. To naprawdę działa. A rozświetlacze rządzą!