Wiosenne kuracje to coś, czego skóra potrzebuje jak wody i powietrza. Przynajmniej skóra osób żyjących w dużych miastach, przed komputerami i smartfonami – poddawanych promieniowaniu UVA, UVB, IR, HEV. Które z nich warto robić kiedy gabinety kosmetyczne i dermatologiczne są zamknięte?

Kuracje w domu

Wiosenne kuracje dla skóry oczywiście najlepiej jest przeprowadzić pod czujnym okiem dermatologa lub kosmetologa w gabinecie. Ale podczas kwarantanny możemy sobie ewentualnie powspominać dobre czasy, kiedy można było z usług kosmetyczno-dermatologicznych korzystać. Dziś nie pozostaje nic innego jak wcielenie w życie dwóch rzeczy. Po pierwsze: nie wykonujemy zbyt mocnych peelingów same – nawet jeśli znalazły się w świetnej cenie w internecie, bo to grozi poparzeniem skóry, przebarwieniami i powstaniem nieestetycznych blizn. A po drugie: staramy się skórę wyprowadzić z szarości domowym sumptem sięgając po delikatniejsze preparaty.

Co rozumiem przez delikatniejsze kuracje? Dostępne w perfumeriach, drogeriach i aptekach. Wiosenne domowe kuracje nie muszą, a nawet nie powinny kończyć się odpadaniem naskórka płatami. Od takich skutków zabiegów odchodzą już nawet gabinety dermatologiczne. Nowoczesne peelingi owszem też złuszczają naskórek, ale głębiej, więc jego maceracja odbywa się delikatniej. Na kilku warstwach bez efektu płatków przesuszonej skóry jak u gada. Na zasadzie wykruszania się, niemal niewidocznego gołym okiem.

Ponadto w domu zamiast jednorazowego peelingu z silnie stężoną substancją aktywną, można kilka razy w tygodniu przecierać skórę preparatem z kwasem lub niemal codziennie nakładać serum z wybranym składnikiem. To łagodniejszy i bezpieczniejszy sposób, który wam gorąco polecam (jeśli w tak zwanym międzyczasie mimo wszystko nastąpi podrażnienie należy preparat na kilka dni odstawić i dopiero do niego wrócić, ale nie nakładać go codziennie). Dlaczego? Znam kilka ofiar profesjonalnych kuracji typu Cosmelan czy Retises CT, które kupiły te preparaty przez internet, wykonały same w domu i do dziś mają blizny i przebarwienia. Takie rzeczy mogą robić osoby z wykształceniem i doświadczeniem kosmetologicznym. Albo chemicznym. Pozostałe powinny poprzestać na wspominanych subtelniejszych preparatach.

Kuracje z witaminami

Co jest najważniejsze we wiosennych kuracjach? Oprócz wspomnianego w akapicie powyżej – bezpieczeństwa, bardzo istotne jest dopasowanie działania preparatu do kondycji i aktualnych potrzeb skóry. Jeśli cera jest wiotka, widać na niej zmarszczki, brakuje jej jędrności – sięgnij po witaminę A, czyli retinol. 0,3 proc.stężenie czystego retinolu znajdziesz w kuracji A Ampule Lift SVR. I pomimo, że do tej pory retinol polecano stosować wyłącznie na noc, w tak niskim stężeniu i w tym preparacie, można go używać także jako serum na dzień. Albo aplikować pod krem dzienny, albo stosować wieczorem (nie polecam dwa razy dziennie, bo retinol to mimo wszystko substancja dość drażniąca) pod krem. Opcjonalnie można kilka kropli tego preparatu łączyć z kremem. Efektem będzie większa jędrność i gładkość widoczna już po kilku tygodniach. Skutkiem ubocznym – zmniejszenie się niedoskonałości, bowiem retinol wykazuje także działanie przeciwtrądzikowe.

Jeśli skóra jest przesuszona, podrażniona lub widać na niej zmarszczki mimiczne i zmarszczki snu, warto sięgnąć po kurację z wit. B 3 zwaną także niacynamidem. 5 proc. stężenie niacynamidu oraz kwas hialuronowy można znaleźć w kuracji B3 Ampoule Hydra SVR. To rewelacja. Wygładza drobne linie, regeneruje i obłędnie nawilża skórę uzupełniając niedobory wody.

Natomiast jeśli skóra wygląda na szarą i zmęczoną, a na dodatek ma nierówny koloryt i pojawiają się na niej przebarwienia (niestety nawet na balkonie czy przez okno promieniowanie UVA dociera do skóry), czas na witaminę C. Aż 20 proc. stężenie zoptymalizowanej witaminy C znajduje się w C Ampoule Anti-Ox SVR. To wiosenna kuracja, która genialnie rozjaśnia koloryt i rozświetla cerę. Doskonała o poranku, nawet jeśli podobnie jak ja ostatnio większość czasu spędzasz w wersji no makeup. Zastępuje bazę rozświetlającą pod makijaż dając natychmiastowy efekt gładszej, jaśniejszej i promiennej cery. Z czasem witamina C stymuluje włókna kolagenu i elastyny działając ujędrniająco i przeciwzmarszczkowo.

Kuracje z kwasami

Wiosenną odnowę skóry warto także przeprowadzić stosując preparaty z kwasami. Ale uwaga! Jeśli już korzystasz z którejś z wyżej wymienionych przeze mnie witamin, nie przesadzaj z ilością kuracji. Skóra też ma swoje granice i bywa kapryśna. Jeśli zafunduje jej się zbyt wiele substancji aktywnych skutek będzie odwrotny od zamierzonego i zamiast być piękna i gładka będzie pokryta krostami i podrażniona. Tak też może się zdarzyć na początku przygody z kwasami.

Jeśli masz cerę trądzikową lepszym wyborem będzie kwas salicylowy (2% znajdziesz w Exfoliate Skin Perfector Paula’s Choice, na zdjęciu) lub migdałowy. Unikaj kwasu glikolowego. Trądzik za nim nie przepada. Glikol ma dość niewielkie cząsteczki, co oczywiście jest jego dużą przewagą w temacie przenikania przez warstwę rogową, nie mniej często stosowanie preparatów z glikolem kończy się – albo właśnie zaczyna wykwitami typu krostki, pryszcze i większe stany zapalne. Skóra z tendencją do trądziku w ten sposób się oczyszcza. Jeśli zaciśniesz zęby i wytrzymasz 2 tygodnie z górką, z krostkami na skórze, kolejnym etapem stosowania glikolu jest obkurczenie porów i rozświetlenie. A także wyrównanie kolorytu. Świetny tonik z 5% kwasem glikolowym znajdziesz w serii Beauty.lab Miya Cosmetics. Ale jego stosowanie wymaga wspomnianej “kwarantanny”. Przynajmniej przy skórze łojotokowej.

Rewelacyjna jest też linia Glycol Therapy Eveline Cosmetics. Olejkowy peeling enzymatyczny z 2% glikolem obłędnie oczyszcza skórę, a tonik z 5% kwasem glikolowym został też wzbogacony o kwas mlekowy i pantenol. Dzięki temu wyrównuje mikrobiom skóry i łagodzi ewentualne podrażnienia.

Zupełną nowością – nawet dla mnie, która pół życia zajmuje się pisaniem o kosmetykach, w tym – kwasach, jest serum o działaniu peelingu DepiGen marki Peel Mission. Zawiera kwas gentyzynowy, wzbogacony o heksylrezorcynol i kompleks olejów o właściwościach rozjaśniających przebarwienia. Śmieję się, choć to mało zabawne (ale czarny humor to moja specjalność), że przebarwienia to jedyna wada skóry, której nie posiadam, natomiast znam wiele kobiet, które walczą z plamami pigmentacyjnymi od lat. I jedynym do tej pory sposobem był peeling Cosmelan – w gabinetach dermatologicznych. Może więc warto przetestować w domu ten preparat – ma świetne opinie, bo kwas gentyzynowy, to silny ale bezpieczny składnik, który zapobiega nadmiernemu gromadzeniu się barwnika w naskórku i rozjaśnia istniejące już przebarwienia. Ten preparat obiecuję dać mojej koleżance, która boryka się z problemem plam, a w tym momencie o zabiegach kosmetycznych może zapomnieć. Jeśli będzie zadowolona – dam znać. Póki co mogę wam powiedzieć, że preparat wygląda obiecująco.

Kuracje specjalne

Wiosną skóra niejednokrotnie wymaga innego niż tylko złuszczające – działania. Jeśli cera ma tendencję do łojotoku i niedoskonałości takich jak zaskórniki, drobne krostki czy stany zapalne, warto zaserwować jej terapię z kwasem azelainowym i prebiotykami. Znajdziesz taką w Beauty.lab Miya Cosmetics.(fiolka z jasnoróżową etykietą) Używam od kilku tygodni i uważam, że jest świetna. Wygładza skórę, pięknie napina i zapobiega powstawaniu niedoskonałości. Z tym, że stosuję co dwa- trzy dni. A to ze względu na fakt, że moja skora jest reaktywna i cokolwiek prócz kremu używane codziennie działa na nią z bardzo różnym efektem. W tej linii jest także Serum z wit. C na przebarwienia oraz serum wygładzające z peptydami i 5% argireliną.

W przypadku cer reaktywnych i podrażnionych, dla których dobór produktów anti-aging graniczy z cudem, polecam całą linię, w tym – serum Samay Sesderma. To seria przeciwstarzeniowych kosmetyków dla cery wrażliwej z bakuchiolem, czyli roślinnym retinolem nie wywołującym podrażnień. Skórze odwodnionej natomiast polecam Hydra Serum Embryolisse z kompleksem z lilii wodnej i dwoma rodzajami kwasu hialuronowego drobno- i makrocząsteczkowego. Wspaniale nawilża i wygładza skórę przesuszoną z oznakami odwodnienia.

I jak już wspomniałam, do wiosennej kuracji – każdej, należy podejść zadaniowo. Czyli jak do kwarantanny. Należy ją odbyć i od początku do końca zastosować się do zasad. A następnie wrócić do zwykłej pielęgnacji lub zdecydować się na kolejną kurację z innym preparatem. Stosowanie kilku na raz polecam albo osobom świadomym reakcji swojej skóry, albo na zasadzie użytkowania produktów  co kilka dni. Jeśli bowiem na co dzień traktuje się twarz retinolem i wprowadzi do tego kwas salicylowy, glikol i inne substancje, reakcją może być zaczerwieniona, podrażniona i uszkodzona skóra. A tego nawet w warunkach domowych nikomu z nas nie potrzeba.

Wiosną można wyglądać pięknie. Bez makijażu również. Wystarczy skórze tylko zaserwować potrzebne jej kuracje.

Comments are closed.