Peeling dermatologiczny to zupełnie inna liga niż peeling do przeprowadzania w domu. Właśnie teraz, w sezonie jesienno-zimowym warto przeprowadzić serię zabiegów, które odświeżają, odmładzają, zmniejszają widoczność porów, niwelują przebarwienia i zmarszczki. Jak wygląda po nim skóra dzień po dniu i w jaki sposób ją pielęgnować?

Czas na kwas?

Na czym polega peeling dermatologiczny? W dużym skrócie i bardzo ogólnie opisując – na poparzeniu skóry kwasem. Jego dobór, rodzaj, stężenie – dermatolog lub dyplomowany kosmetolog dobiera pod kątem kondycji i potrzeb skóry. Peeling wiąże się z intensywnym (mniej lub bardziej) złuszczaniem naskórka i odsłanianiem “nagiej” skóry, w związku z tym poleca się go przeprowadzać w okresie o mniej intensywnym nasłonecznieniu. Czyli najlepiej jesienią i zimą. Odpowiadając więc na pytanie: kiedy jest najlepszy czas na kwas – właśnie teraz.

Z jakiego powodu mamy mieć chęć tracić naskórek i się złuszczać (co nie jest zbyt estetycznym momentem)? Przede wszystkim ze względu na to, że skóra staje się: gładsza, świeższa, koloryt bardziej równomierny, przebarwienia mniej widoczne, blizny i blizny potrądzikowe – mniejsze i jaśniejsze, pory – węższe, zmarszczki – płytsze. A dlaczego warto peeling wykonać w serii (ilość zabiegów jest bardzo indywidualnie dobierana do pacjenta)? Dlatego, że wraz z kolejnymi etapami złuszczania, następuje lepsza i pełniejsza regeneracja zewnętrznych warstw skóry. Poniżej moje zdjęcia dzień po dniu po peelingu i pierwsze wrażenia.

Mój peeling

W tym roku za namową dr Agnieszki Bliżanowskiej, specjalistki dermatolog z WellDerm, dałam się namówić na serię peelingów Jessnera wraz z kwasem trójchlorooctowym (TCA). Jak wygląda taki zabieg? Najpierw skóra jest zmywana i odtłuszczana, a następnie płatkiem kosmetycznym nasączonym kwasami kosmetolog przemywa skórę twarzy (chociaż miałam też kiedyś peelingi na plecach i dekolcie i gorąco je polecam osobom walczącym z trądzikiem) i obserwuje jej reakcję. Nazywa to nakładaniem kolejnych warstw kwasu, ale uczucie przypomina intensywne szczypanie – można poprosić w trakcie zabiegu o wachlarz.

W moim przypadku po 3 podczas pierwszego zabiegu, a 5 przy drugim – warstwach płynu Jessnera, kosmetolog nakłada na koniec kwas TCA. Za pierwszym razem jest znośnie, bo jestem osobą wytrenowaną w stosowaniu kwasów. Ale przy drugim zabiegu (po 11 dniach), odczuwam dyskomfort. Skóra piecze, szczypie, więc kosmetolog szybko neutralizuje kwasy i nakłada na twarz kojący krem pozabiegowy oraz filtry przeciwsłoneczne. Zaczerwienienie i napięcie utrzymuje się ok. 2 dni, chociaż to też bardzo indywidualne i wiele zależy od samej skóry i jej kondycji. A także od kwasu, który się stosuje. Następnie trzeciego dnia rozpoczyna się maceracja naskórka, która trwa w moim przypadku 10 dni. Najpierw “odpada” broda, następnie nos, a na koniec – czoło.

W czasie złuszczania

Tuż po peelingu skóra jest podrażniona i zaczerwieniona. Można to porównać do stanu po poparzeniu słonecznym. Bywa więc tkliwa i bolesna i należy ją w związku z tym traktować bardzo delikatnie serwując jej przede wszystkim: nawilżenie, natłuszczenie i ochronę przed UV. Do nawilżenia stosuję kilka rzeczy, ale najbardziej uwielbiam sprawdzony od lat w boju krem lub emulsję Tolérance Extrême Avène. Niemal bezzapachowy preparat, który nie podrażnia nikogo, ani niczego i moja skóra go kocha. Dokładam go kilka razy w ciągu dnia. Dlaczego? Bo skóra go “wypija” bardzo szybko.

Natomiast zachwycam się także zjawiskowym, niezwykle luksusowym kosmetykiem Émulsion Écologique Sisley Paris. Zawiera kluczowy składnik w łagodzeniu podrażnień czyli wąkrotę azjatycką. Genialnie nawilża, odżywia i sprawia, że skóra staje się elastyczna. Skóra szybciej się goi i regeneruje dzięki zawartości złota, srebra lub miedzy w składzie preparatu kosmetycznego. Sięgam więc (nie codziennie, ale kiedy jeszcze nie schodzą z niej warstwy naskórka) po przepiękny Icon Time Gold Elixir ze złotymi drobinami Diego dalla Palma Professional. Rozświetla skórę i łagodzi podrażnienia. Na “deser”, albo przed samym makijażem sięgam zawsze po peelingu po filtr SPF 50. Bardzo dobrze moja skóra toleruje (co jest u niej nie lada rzadkością) Lekki krem ochronny SPF 50 BasicLab z filtrami organicznymi i ochroną przed UVB, UVA, HEV i IR. Owszem, pozostawia delikatnie białą poświatę, ale przy zaczerwienionej skórze nie mam nic przeciwko.

Tydzień z peelingiem

Oprócz opisywanych powyżej preparatów, sprawdza się u mnie serum z uderzającą dawką kwasu hialuronowego Advanced Acid Strivectin. Jest to preparat niezwykły, bo już kropla zmienia jakość skóry. Pozostawia po nałożeniu na twarz lekki film, co przy łuszczącym się naskórku jest zbawienne. Niezwykle wygładza i rewelacyjnie nawilża skórę. Odkryciem tego miesiąca jest dla mnie linia preparatów DP Dermaceuticals. Krem w białej tubie Vitamin Rich Repair to bogactwo antyoksydantów, a także miedzi, peptydów i kwasu hialuronowego. Natomiast kobaltowe opakowanie Cover Recover kryje obłędny krem z miedzią, probiotykami i kwasem hialuronowym oraz łagodzącym podrażnienia kompleksem. I czymś jeszcze: kolorem, który przykrywa zaczerwienienia na skórze jak najlepszy korektor. A przy tym nie obciąża i nie podrażnia naskórka. Rewelacja!!!

Wieczorem po zmyciu twarzy wodą micelarną i bardzo łagodnym żelem do zmywania wodą – niestety te warstwy dokładane w ciągu dnia, wymagają podwójnego mycia – nakładam jedno z serum nawilżających lub emulsję, a następnie bogaty krem La Mer. Dlaczego? Bo działa na skórę jak najlepszy krem bazowy i pod nim w czasie kiedy śpię w najlepsze – moja skóra ma szansę się zregenerować. Kosmetyki z lipidami naprawdę działają. Efekt takiej pielęgnacji? Nie mam odpadających jak jaszczurka suchych płatów naskórka. A przebieg złuszczania jest dużo łagodniejszy.

Skutek peelingów? Skóra jest bardziej równomierna pod względem kolorytu, gładsza, więc pory mniej widoczne – to moja największa zmora, a liczę, że po skończonym złuszczaniu po drugim lub trzecim peelingu – zmniejszą się także przebarwienia. Póki co rewelacyjnie zabieg zlikwidował wszelkie przebarwienia potrądzikowe. Minusy? Trudno jest w trakcie złuszczania nosić makijaż, więc warto zaserwować sobie taką kurację w momencie, kiedy siedzi się na lockdownie, kwarantannie lub tzw. home office. Czyli właśnie teraz! Jeśli chcesz natomiast w łagodniejszy sposób poprawić koloryt, przeczytaj o łagodniejszych kwasach do stosowania w domu Rozświetlenie skóry pielęgnacją

Comments are closed.