Magia chwili. L’Ombre Des Merveilles Hermès jest jak przytulenie do ukochanej osoby. Spotkanie z prawdziwą miłością. Powrót do domu. Ocieranie się o jego/jej ciepłą skórę i zatrzymanie w silnym uścisku. Nic innego się nie liczy. Czysta magia.

Cudowne zapachy

Linia perfum Des Merveilles Hermès (z francuskiego – cuda), to dla mnie jedna z najpiękniejszych serii zapachów jakie znam. Każdy z nich jest magią. Czarami zamkniętymi w kryształowych kulach flakonów. Czystym, niezmąconym milionem zbędnych akordów pięknem. Od lat darzę je ogromną miłością i wracając do nich lub odkrywając kolejne – zakochuję się po uszy. Chodzę z głową w chmurach. W chmurach czarodziejskich eliksirów miłości. I nie ma w tym cienia przesady. To jeden z moich sposobów na powrót do młodości. Do CK One czy męskiego Issey Miyake bym już nie wróciła, bo za bardzo spowszedniały.

Klasyczna już, a może kultowa Eau de Merveilles (stworzona chyba w 2004 r.) to kwintesencja zapachu mojej młodości. Ambry i beztroski. Słodyczy złamanej miłością do wetiweru, który wciskałam każdemu kolejnemu bliskiemu mojego sercu mężczyźnie. Bo każdy chłopak z mojej przeszłości musiał pachnieć wetiwerem, a ja ambrą (śmieszne, ale miałam niesamowitą moc sprawczą i niebywałą siłę przekonywania w tej kwestii;)). A ona łączyła jedno z drugim. Później odkrywałam żywiczny Elixir des Merveilles. Bardziej kadzidlany, w pomarańczowo-bursztynowym flakonie. A dziś odlatuję z granatową szklaną kulą, która sprawia, że znów mam 20 lat. Magia? Zdecydowanie!

Magia opakowania

Jeśli miałabym znaleźć bardziej czarodziejskie opakowanie perfum, to byłoby to trudne. L’Ombre Des Merveilles podobnie jak cała linia tych zapachów Hermès opakowane są we flakonie przypominającym kryształową czarodziejską kulę. Albo kulę z płatkami śniegu, które po potrząśnięciu unoszą się i tańczą lekko, jakby właśnie opadały z niewielkiej białej chmurki. Tym razem kula jest księżycowa. Chłodniejsza niż jej poprzedniczki. W barwach wieczornego, rozgwieżdżonego nieba, na którym obserwuję spadające gwiazdy jak ostatnio w górach.

Czystość tego letniego nieba i bliskość gwiazd – onieśmielają. Łzy wzruszenia cisną się do oczu, bo zdaje się, że jedna z nich za chwilę spadnie, a jak się tylko wypowie życzenie za chwilę się ziści. Takie właśnie jest wrażenie po wzięciu buteleczki Hermès do ręki. Za jednym pstryknięciem spełnia się życzenie. Magia opakowania. Pstryk i zaklęcie wypowiedziane staje się rzeczywistością, jakby miał z buteleczki ewaporować błękitny Dżinn. Z tą czarodziejską kulą wszystko jest możliwe. Gwiazdy nam sprzyjają.

Orientalne otulenie

Magiczny eliksir od Hermes przywołuje u mnie bardzo silne konotacje z podróżami do krajów arabskich. Z wizytami na sukhach, wąchaniem maleńkich flakonów z aromatycznymi, kadzidlanymi olejkami. Z piciem słodkiej aż mętnej gorącej herbaty w upalny dzień. Z otuleniem. Rozpylając perfumy L’Ombre Des Merveilles nie mam wątpliwości dlaczego tak bardzo się kochamy. Moja dusza pochodzi właśnie z tamtych rewirów. To tam czuję się jak w domu, pomimo, że moje poglądy są dalekie od kultury arabskiej, korzenie muszę mieć właśnie gdzieś tam w basenie Morza Śródziemnego.

Ciepło czarnej herbaty, przepiękny woal kadzidła, dym, korzenne przyprawy ogrzane promieniami złotego słońca (bardziej słoneczny zapach znajdziesz we wpisie Słońce we flakonie. Nomade Absolu de Parfum Chloé) i słodkie zniewolenie bobem tonka. Razem te nuty stanowią miłosny taniec pod gwiazdami. Uwodzenie, ocieranie się o siebie o poranku, bo trudno zapach ten przyporządkować jednej porze dnia. Rosnącą temperaturę skóry i niezwykłe emocje. Przepadam w niego, a on we mnie. Jesteśmy jednością. Jak bratnie dusze, które wreszcie się spotkały. Słowa są zbędne. Zapach mówi wszystko i nie wymaga tłumaczenia. Te perfumy czarują jak prawdziwy miłosny eliksir.

Dyskretne orzeźwienie

Na czym polega magia L’Ombre Des Merveilles Hermès? Nie tylko na genialnym połączeniu nut herbaty, kadzidła, dymu i nut korzennych ze słodyczą bobu tonka. Zapach pomimo bardzo orientalnego wydźwięku niczym Dżinn z imbryczka wyskakuje i zaskakuje działając orzeźwiająco na zmysły. Jest idealnym wyborem w upalny dzień. Nie kłóci się z olejkiem z filtrem. Nie przeszkadza mu pełne słońce. Dobrze się czuje wieczorową ciepłą porą. Jest idealnie dopasowany do mojej skóry. Przytula się do niej i chce tam zostać na zawsze. Wiruje we włosach i skrzy się w deszczu – wszak polskie lato dalekie jest od rozkosznej orientalnej suszy rodem z Baśni tysiąca i jednej nocy.

Kogo najbardziej odzwierciedla zaklęty w kryształowej kuli aromat? Kto może go pokochać? I kobieta i mężczyzna. Bez ograniczeń, choć na mojej skórze jest on zapachem niemalże jadalnym – z mojej ulubionej półki gourmand. Jest w nim coś z praliny. Szlachetnej trufli. Nie do końca jest to słodycz, ale chwilami sama bym go zjadła. Tulimy się do siebie kolejny tydzień i póki co ciężko mi się od niego oderwać. Magia? A może jednak zakochanie? L’Ombre des Merveilles Hermès to chyba mój ulubiony zapach tego sezonu.

Comments are closed.