Perfumy autorstwa Romano Ricci, prawnuka słynnej Niny Ricci, odkryłam wiele lat temu i miałam okazję poznać ich twórcę osobiście. Dziś siedząc nad recenzją najnowszej kompozycji marki Juliette Has a Gun – Musc Invisible, przypominam sobie historię, która wydarzyła się pewnego dnia w Paryżu. Choć te perfumy mają zupełnie inny charakter niż Lady Vengeance, które wówczas nosiłam.

Romano i romantyczna

Premiera perfumy i spotkanie w Paryżu z właścicielem marki Juliette Has a Gun, Romano Riccim – to dla młodej dziewczyny było jak traf w totka. Przystojny  Francuz, który chodził nonszalancko ubrany w czarnym kapeluszu i w stylu retro, zadzwonił do mnie tuż po moim przylocie i zaprosił do baru kawiorowego przy Place de la Madeleine. Flakon perfum Lady Vengeance, które właśnie miały premierę, był czarny, jego styl mocno osadzony w czerni i bieli, więc wystroiłam się w jedwabną małą czarną sukienkę z obniżonym stanem na lata 30. Zdobiły ją malowane kremowe kokardki, więc jako dodatek założyłam wielkie czarne skórzane kokardki –kolczyki z cyrkonią po środku, klasyczne lakierki na lekko podwyższonej podeszwie. Żeby nie było nudy – mój codzienny styl daleki był od lat 30. – na suknię założyłam limonkowy krótki płaszczyk, z wiązaną przy szyi przeskalowaną kokardą.

Zadowolona z siebie wędrowałam w słoneczny wiosenny dzień (a może jesienny) przez najpiękniejsze paryskie ulice, podziwiając witryny sklepów i butików. Im bliżej byłam celu, tym bardziej dziwiły mnie spojrzenia ludzi, którzy mówiąc kolokwialnie – gapili się na mnie jak na dziwne zjawisko, które spadło z kosmosu. Przeszkadza im limonka? A może kokarda? Fakt, Paryżanki są do bólu stonowane w kolorystyce, więc zapewne przesadziłam z odcieniem płaszcza. Ale żeby aż tak?!? Jednak Londyn bliższy jest mojemu sercu i stylowi… Drętwe paryskie snobki – w mojej głowie aż huczało od złośliwości. Kiedy byłam witrynę przed miejscem docelowym, spojrzałam w jej odbicie i zrozumiałam, dlaczego tak na mnie łypały. Przeszłam przez całe centrum Paryża z gołą d… na wierzchu. Przykrytą jedynie cienkimi czarnymi rajstopami. Suknia była lekka, a płaszcz krótki. Za to efekt musiał robić wrażenie!

Kawior i bukiet róż

Z takim wstępem podeszłam do Romano kompletnie roześmiana, z rozmazanym tuszem pod dolną linią rzęs i próbującą złapać pion w tej absurdalnej sytuacji. Na wstępie opowiedziałam mu swoją historię spaceru po centrum Paryża. Przełamałam lody i skróciłam dystans. Zapytał więc mnie wprost:

– Mam nadzieję, że lubisz kawior, bo chciałem cię zabrać w najbardziej modne, luksusowe miejsce w Paryżu, choć sam wolę burgery.

– Nie znoszę kawioru – odpowiedziałam, ale z tobą mogę zjeść cokolwiek, może się czegoś nauczę.

Romano Ricci okazał się nie tylko czarujący i szarmancki, ale po wspólnym obiedzie i rozmowie o życiu, wakacjach na wyspach na Morzu Śródziemnym, wziął mnie na spacer po swoich ukochanych miejscach. Pokazał linię kąpielową, za którą szaleje – Eau d’Orange Verte Hermes, sklep z ubraniami, golibrodę, cukiernię, piekarnię. Spędził ze mną całe popołudnie i odprowadził do hotelu.

Rano, na recepcji czekał na mnie wielki bukiet róż, a ponieważ rozmawialiśmy, że jesteśmy analogowi, napisał dla mnie “liścik” na flakonie perfum Lady Vengeance : “No i-pod. Just a bunch of flowers. R. Ricci”. Kiedy to było? Dziś Michał mi uświadomił, że na początku naszego związku. Gdyby nie to, mogłabym się łatwo zakochać, choć kawioru nie lubię do dziś. A wracając do perfum, Lady Vengeance była taka, jak ja wtedy: romantyczna, ale krzykliwa. Klasyczna, bo ultra różana, a przy tym drapiąco paczulowa z przepięknym piżmowym wykończeniem. Jak niebezpiecznie lekka jedwabna sukienka z falbanką;)

Perfumy bliskie skórze

Lady Vengeance mam do dziś i nachodzi mnie na nie ochota zwykle zimą, w porze świątecznej, kiedy paczula i róża są mniej krzykliwe, a przy tym dają nadzieję, że kiedyś wróci wiosna. Natomiast Musc Invisible Juliette Has a Gun, to zupełnie inny biegun zapachowy. Może nie skrajnie inny, bo wciąż czuć sentymentalną nutę charakterystyczną dla Romano Ricciego i jego tęsknotę za pięknymi czasami dżentelmenów w kapeluszach i kobiet w pięknych sukienkach.

Czym pachnie Musc Invisible? Tak naprawdę trzema nutami: absolutem jaśminu, kwiatem bawełny i białym piżmem. Z początku jest pudrowy, jak zawartość podszewki torebki vintage, w której otworzyła się puderniczka, a kremowa pomadka ubrudziła jedwab. Następnie zmienia się. Jaśmin otula cudownie skórę i zabiera ciało w kwiatowe objęcia. Aby po kilku godzinach zmienić się w zapach tak osobisty i bliski, niemal jak krem do ciała. Przytulny, ciepły, totalnie piękny i kobiecy – na skórze. Na ubraniach pozostaje nuta nostalgii, retro romantyzmu, dziewczyny w koronkowej sukience lub sweterku kaszmirowym ecru i jaśminu. Na skórze ciepło i krem.

Sensualny zapach

Na jaką okazję i dla jakiego typu osoby są stworzone perfumy Musc Invisible Juliette Has a Gun? Dla takiej jak ja, która nie znosi podziału świata na czarno-biały i dostrzega bardzo wiele niuansów szarości. Z koronkowej sukni wskakuje w białą sportową bluzę i dżinsy i pędzi do pracowni przyjaciela malować transparenty z bandą artystów. Nie lubi szufladkowania. Jej zapach nie musi roztaczać woni na kilometr. Może być bardzo dyskretny, ale w bliskim kontakcie obłędnie sensualny. Kremowy, miękki, jak najmilszy kaszmir.

Perfumy Juliette Has a Gun nie należą jednak do łatwych. Białe piżmo z kwiatami bawełny i jaśminem tworzą na skórze koktajl, który nie każdy zrozumie (Michał uważa, że są babcine, z czym ja się nie zgadzam!). Oczekując perfum, które wchodzą do pomieszczenia zanim się w nim pojawisz i pozostają w nim długo po twoim wyjściu – prawdopodobnie się rozczarujesz (jeśli kochasz niszowe perfumy koniecznie przeczytaj Pachnące czary. Exit The King Etat Libre d’Orange). Ale jeśli chcesz, żeby osoba, z którą się witasz chciała się przytulić i zostać z tobą dłużej – nie zawiedziesz się. Walczę ze sobą bardzo, żeby Musc Invisible podarować komuś na święta i nie być pazerną kolekcjonerką kolejnego flakonu, bo w 2020 osiągnęłam pandemię kolekcjonerstwa. Ale tym razem to może się nie udać. Nikt nie jest idealny. Ja mam słabość do perfum. Musc Invisible, pomimo, że miały być niewidzialne i przejść bez echa – są totalnie moje. Jak historia z Romano, którą będę jeszcze opowiadać wnukom.