Idealny prezent na Walentynki? Perfumy! Są lepszym pomysłem niż bukiet kwiatów, bo to bukiet o znacznie dłuższej trwałości. W tym roku wybrałam 4 kompozycje, które w dużej mierze zbudowane są wokół wyjątkowych kwiatów. Jakich? I który bukiet zawrócił mi najbardziej w głowie?

Bukiet jaśminu, gruszki i wanilii

La Belle Le Parfum Jean Paul Gaultier to małe dzieło sztuki. W kultowej metalowej puszce – tym razem w kolorze pistacjowym ze złotymi napisami i różami kryje się zjawiskowy flakon. Kobieca sylwetka w kształcie idealnej klepsydry – wyprofilowana jak słynne gorsety mistrza Jean Paul Gaultiera. Dekolt korpusu kobiety wieńczy naszyjnik ozdobiony złotymi różami. A flakon mieni się kolorami przechodzącymi od fioletu, poprzez burgund po czerwień.

Czym pachną perfumy La Belle Jean Paul Gaultier? Jaśminem, zieloną gruszką i migdałem. A także wanilią i belladonną (wilczą jagodą). Pachnie owocowo i orientalnie. Tajemniczym, egzotycznym ogrodem i słodyczą. Jest zapachem z rodziny gourmand i niezły z niego słodziak. Pokochają go wszystkie fanki pralinowych kompozycji, które w zapachach nie znoszą być na diecie i się ograniczać. Ale już spieszę donieść, że nie jest to przesadnie słodki ulepek. Gruszka jest zielona, a wilcza jagoda kusi delikatną soczystą goryczką – choć podobno każda jej część jest trująca. Piękny zapach, który można jeść łyżkami!

Bukiet maku szkarłatnego, irysa i jęczmienia

Scarlet Poppy Jo Malone London (jeśli lubisz zapachy Jo Malone London, przeczytaj Perfumy z nutą lawendy Jo Malone London) to pierwszy flakon perfum tej marki w kolorze intensywnej, makowej czerwieni. Już sam odcień butelki i korka kojarzy się z ciepłem, bukietem czerwonych kwiatów i prezentem od serca. I przyznaję, że jest grą wstępną zmysłu wzroku ze zmysłem węchu i “wprowadza” osobę, która go nosi w romantyczny nastrój.

Czym pachnie Scarlet Poppy Jo Malone London? Inspiracją do jego powstania był egzotyczny szkarłatny mak pochodzący z dzikich azjatyckich stepów. Perfumy zawierają nuty aksamitnego irysa, jęczmienia i fasoli tonka. Następnie czuć soczysty akord figowy, który temu kwiatowo-pudrowemu bukietowi nadaje nieco owocowo-zielonej głębi. Jeśli miałabym ten zapach porównać do kreacji randkowej, byłaby to aksamitna bordowa lub czerwona sukienka. Chociaż myśląc o mojej szafie, pierwszym skojarzeniem jest kremowa tiulowa oversizowa “bombka” wytłaczana w czarne welurowe kropeczki. Totalnie romantyczna i zwiewna. Jak włosy, które lubią się kręcić i nie znoszą ram stylizacyjnych;)

Bukiet irysa, paczuli i piżma

Perfumy Splendida Patchouli Tentation Bulgari są zamknięte w jednym z moich ulubionych, choć znanych mi kształtem flakonów w tym sezonie. Białą, mleczną butelkę wieńczy złota metalowa szyjka, a okala biżuteryjnie złoty korek z logo marki Bulgari. Przypomina mi słynne obrączki z czterech kolorów złota, które obiecaliśmy sobie z Michałem sprezentować z okazji 10 rocznicy ślubu. Ale jakoś budżet covidowy nam nie umożliwił takiego szaleństwa (jedna obrączka Bulgari to koszt około 12 tysięcy złotych).

Natomiast zapach Splendida Patchouli Tentation nazwałabym klasykiem w starym, dobrym stylu. I mówię to z pełną odpowiedzialnością, jak i sentymentem do lat 90. i wyjątkowo mocnych, orientalnych kompozycji. Takich, które nie znikają jak mgiełka do ciała, ale mają długą projekcję, ogon, woal i jakkolwiek by tego górnolotnie nie nazwać – moc i uderzenie. Może nie zmiatają z planszy jak oldskulowe kompozycje: Poison Dior czy Opium YSL, nie mniej bardzo, ale to bardzo mi przypominają ich bezkompromisowość. Nosząc aromat trzech rodzajów paczuli, irysa, białej brzoskwini i białego piżma, nie pozostaję w cieniu wchodząc nawet w białej bluzie dresowej i dżinsach. Ten zapach to najbardziej seksowna wersja paczuli i choć zdawała mi się hiper kobieca genialnie pachnie na skórze Michała. Zapach dla dwojga kochanków zamiast obrączek za miliony – czemu nie? Obłędny i totalnie kuszący. Absolutnie dla dwojga.

Bukiet frangipani i migdałów

Woda perfumowana La Dompteuse Encagée Serge Lutens, jak na słynnego francuskiego nosa przystało zamknięta jest w identycznym flakonie jak większość jego kompozycji. Smukłym, płaskim, z ciemną etykietą i w mrocznym kolorze. Poskramiaczka zwierząt, którą Serge starał się zamknąć w szklanej klatce nie jest postacią ciepłą. Raczej królową lodu, która uwielbia tworzyć dystans i trzymać wszystkich na odległość. Dominująca i bardzo wyrafinowana.

A sam zapach? La Dompteuse Encagée Serge Lutens gra na emocjach. Z jednej strony wyczuwa się w nim niemal śniegowe zimno wspomnianej królowej lodu, z drugiej – ciepło i słońce egzotycznych plumerii, ylang-ylang i migdałów. Zapach tworzą bowiem nuty kwiatów frangipani (podobne nuty były w poprzednim zapachu Serge’a Lutensa, który opisywałam w Perfumy jak rajskie kwiaty. Fils de joie Serge Lutens), które dla mnie są podróżą w ciepłe rewiry. Jak ciepło skóry ukochanego, ciepłe objęcia, czułe pocałunki. Nawet chłodną królową można czasem ogrzać i wzniecić w niej płomień. I pomimo, że to zapach stworzony z myślą o obojgu, akurat na moim mężczyźnie i jego skórze – zupełnie nie gra. Ale możliwe, że to kwestia osobniczych upodobań.