Imię róży… Gdybym miała je opisać zapachem byłby to z pewnością Love Chopard. Perfumy te naprawdę zmieniają różę w królową w pięknej kadzidlanej oprawie niczym karminowe monarsze szaty.

Imię róży

Róża w perfumach to jedna z najbardziej popularnych nut. I jak się okazuje z historii zapachów pierwotnie nie dodawano jej do tych kobiecych, tylko do męskich wód po goleniu (jeśli lubisz nieokreślone płciowo perfumy, których mogą używać i kobiety i faceci przeczytaj Zapach pomarańczy Des Clous Pour Une Pelure Serge Lutens). A to ze względu na jej kojące skórę właściwości. Opcjonalnie aby złagodzić podrażniony naskórek nakładano na twarz olejek różany. Następnie różę “popsuł” olejek z róży bułgarskiej mocno nadużywany i eksplorowany w czasach Peerelu, kiedy nie było dostępu do innych zapachów. Róża w perfumach kojarzyła mi się świdrująco kwaśno, dusząco, kwiatowo do bólu. Zupełnie inaczej niż ta, którą kochałam w świeżo ściętym bukiecie lub podczas przechadzek po rosarium.

Patrząc na Love Chopard mam nieodparte wrażenie, że powinien nosić imię róży, a nie miłości. Ponieważ róża jest w nim wyniesiona na piedestał i zmienia wszelkie dotychczasowe myśli o tym kwiecie. Jest intensywna od pierwszej kropli. Oudowa, kadzidlana, przydymiona, boska. Majestatyczna, żeby nie powiedzieć kościelna. Obłędnie karminowa, jak flakon, w który ją opakowano.

Płatki róż

W perfumach różanych bardzo rzadko zdarza się ta sama świeżość, głębia i słodycz, jaką spotyka się w świeżych kwiatach. Delikatność i lekkość płatków jest niezwykle ulotna, choć róża to jeden z najdłużej stojących kwiatów w wazonie. Ale ja i mój nos najbardziej doceniamy róże rosnące w ogrodzie w słoneczny czerwcowy dzień. Bo czerwiec w Polsce jest miesiącem kwitnących róż. W Love Chopard czuję właśnie te intensywnie czerwone, niemal malinowe kwiaty, jak pnące róże w ogrodzie mojej babci, które kaskadą opadają na altanie.

Zamykam oczy i momentalnie widzę jedną z najpiękniejszych scen kinematografii z “American Beauty”, kiedy Mena Suvari leży w wannie z czerwonych płatków róż. Zdjęcia były zrobione tak dobrze, że siedząc w kinie czułam zapach tych płatków. I nie był on tani, babciny, tylko właśnie miał tę delikatność i kadzidlany charakter jak płatki róż, które rosną na krzaku w ultrasłoneczny dzień. Wówczas rozgrzane promieniami dają jedyny taki wibrujący aromat. Do niedawna myślałam, że nie do uchwycenia. Ale perfumy Love Chopard jest dowodem, że to możliwe. Płatki są czerwone, choć wiem, że najczęściej do tworzenia perfum używa się róży stulistnej, która jest różowa. Jednak zostały tak bardzo wyostrzone, że widzę je tylko w tej wannie, w której zanurzam się po górne koniuszki uszu. Magia!

Absolut róży

Różany charakter Love Chopard na płatkach róż się nie kończy. Alberto Morillas – twórca tego zapachu połączył aromat naparu z róży damasceńskiej, olejek różany z Bułgarii, absolut róży damasceńskiej z Turcji, absolut róży centifolia (stulistnej) z Maroka, różę z Taif, roseloate (zieloną molekułę o owocowym charakterze). I właśnie te wszystkie składniki sprawiają, że zapach ma totalną głębię. Czuć w nim drzewo różane, przepiękne kadzidło. To zapach stworzony z myślą o czerwonym dywanie. Wytworny i mocny. Nie dla osób, które lubią wtopić się w tłum, ale kochają błyszczeć.

Sześć różnych róż Morillas połączył w wodzie perfumowanej Love Chopard z jaśminem, mrożonym cynamonem, kakao, skórką mandarynki i bobem tonka. Natomiast róże są wyczuwalne w każdej minucie i godzinie noszenia zapachu. Stanowią zarówno nutę głowy, serce, jak i bazę zapachu. To sprawia, że chodzę skąpana w różach od rana do wieczora jak Mena Suvari we wspomnianej w poprzednim akapicie scenie. Zapach jest mega intensywny, ale się nie naprzykrza. Nie ma żadnej migrenowej nuty, która w moim odczuciu bardzo często się pojawia w kwiatowych kompozycjach.

Hołd róży i naturze

Imię róży, a raczej zapach, który jest jej najpiękniejszą wersją – docenia najbardziej intensywnie kwiaty o aromacie docenianym w świecie perfum (jeśli wolisz inne kwiaty, w połączeniu z cytrusami przeczytaj Zapach kwitnącej jabłoni Miu Miu Twist ) czyli Love Chopard, jak na biżuteryjną markę przystało ma zjawiskową oprawę. Flakon jest niemal klejnotem (dostępny w 3 wersjach ze względu na pojemności 30 ml, 50 ml i 100 ml – widoczny na moich zdjęciach). Czerwone grube szkło w połączeniu ze złotem, odzwierciedla miłość marki do piękna, luksusu i kobiet. Nie został stworzony wyłącznie na czerwone dywany, nie mniej Love Chopard pozwala każdej kobiecie poczuć się jak prawdziwa gwiazda. Piękniejsza, wytworna i pachnąca.

Natomiast zaskakujący i niezwykle pozytywny jest też fakt, że Love Chopard oddaje też hołd naturze. Wszystkie 30 cennych składników pochodzi ze zrównoważonych, naturalnych upraw i pozyskiwanych w sposób etyczny. Są prawie w stu procentach biodegradowalne, podobnie jak flakon, korek i opakowanie zapachu. Składniki zapachu nie zawierają ftalanów, a do jego użycia nie zastosowano barwników. Na dodatek, aby stworzyć perfumy Love Chopard użyto nowego naturalnego alkoholu bez GMO, ftalanów i alergenów. Zapach i jego oprawa są totalnie czerwone, ale reprezentują iście zieloną filozofię bycia w zgodzie z naturą.  Za co należą się ogromne brawa i podziw. Mam nadzieję, że inne marki zainspirują się takim działaniem.