Jeżeli śledzisz instagrama, z pewnością trafiłaś na zdjęcia nowych piękności, trochę w stylu Kardashianek. Wszystkie mają płaskie brzuchy, wielkie biusty i jeszcze większe pupy. Wystarczy wklepać #belfie, a wszystko stanie się jasne. To właśnie najgorętsza sylwetka ostatnich dni i miesięcy. Oczywiście jak ma się wygląd ciał gwiazd instagrama do rzeczywistości i czy aby nie są wyczyszczone w programikach do obróbki zdjęć, pozostaje zagadką. Nie mniej trend i jego rozpowszechnianie może zwykłą, przeciętnej figury kobietę przyprawić o kompleksy. I nie mówię akurat o sobie, bo ostatnio bardziej moje ciało przypomina wieszak niż seksowną sylwetkę – sama chciałam karmić, to mam. Za to mówię o tych wszystkich dziewczynach, którym biusty i pupy akurat rosną na sam koniec, a zbyt kaloryczna dieta odbija się fałdami i wałkami na brzuchu. Co robić? Można oczywiście starym sposobem z lat 50., wszak do tych czasów nawiązują najmodniejsze sylwetki, wziąć i kupić gorset. Takie ustrojstwo jest bardzo niewygodne,…
Казино Вавада - лицензированный азартный проект. В каталоге собраны слоты, crash-игры, лайв и ставки на спорт. Проходите простую регистрацию на Vavada, применяйте найденные в интернете стратегии для выигрыша и отслеживайте транзакции.
– Udanego „wypoczynku” – napisała do mnie świadoma na czym polegają wyjazdy z dziećmi koleżanka. Sama ma dwoje i wie jak mało kto, na czym rzecz polega. Otóż jeśli planujesz wyjazd na wakacje z dziećmi, nie myl tego z wypoczynkiem, urlopem czy relaksem. Chyba, że wieziesz ze sobą opiekunkę, babcię, aktywną ciocię czy dziadka, którzy świadomie lub mniej świadomie decydują się wam pomóc podczas wyjazdu. My kolejny raz wybraliśmy się z dziećmi sami, więc już dwa dni przed wyruszeniem w podróż mieliśmy oboje reisen fuber… Z rodzicielstwem i wiekiem dziecięcym bowiem kojarzą się nie tylko miłe chwile, słodkie zdjęcia (którymi sama zasypuję rodzinę i znajomych) i wesołe anegdotki, które można opowiedzieć podczas spotkań, ale i lęki i syndromy. Zanim zaliczysz jako rodzic syndrom opuszczonego gniazda, z pewnością twoje dziecko będzie mieć lęk separacyjny. Szczególnie dotkliwie odczuwalny, kiedy ty masz ochotę pojeździć godzinę na stoku czy napić się w spokoju kawy…
Im dłużej jestem mamą, tym większego przekonania nabieram, że każda matka ma wiedzę medyczną na poziomie studiów wyższych na akademii medycznej, specjalizacja: pediatria. I nie tylko. Gdyby był kierunek: przeziębienia i grypa, albo bardziej precyzyjny: gile, gluty i smarki, podejrzewam, że każda matka miałaby tytuł profesora w tej materii. Powód? Dziecko zanim nabierze własnej odporności (co podobno, jak tłumaczyła mi moja koleżanka, która już z pewnością ma w tym temacie profesurę, następuje ok. 4,5 roku życia), musi przejść przez szereg wirusów i bakterii. Słowem: mieć gluty co drugi tydzień, żeby później tych glutów nie mieć. Natomiast każda matka, którą znam ma własną technikę leczenia. Ja jestem jedną z tych, które cokolwiek z dzieckiem się dzieje, najpierw dzwonią do zaprzyjaźnionego pediatry (Paweł, oddałabym wiele, żebyś tylko pracował tu a nie w Poznaniu!!!!), a następnie jadą na pogotowie niezależnie od tego czy dziecku zszedł paznokieć podczas nauki jazdy rowerkiem czy ma ból…
Kawał ze mnie upartej bestii lub jak kto woli cholery o wyjątkowo silnej woli. Jak sobie coś wymyślę, to nie ma takiej siły, żeby mnie od tego odwiodła. Ma to oczywiście swoje dobre, jak i złe strony. Te dobre doceniłam rzucając palenie i kilka platonicznie patologicznych miłości (chłopaki, pozdrowienia, wiecie, że właśnie Was mam na myśli), o tych złych przekonuję się na co dzień sama. Kiedy padam już ze zmęczenia, ale wymyślę, że trzeba wyjść z dziećmi na sanki, wyprasować milion ubranek czy posprzątać. Zachowam się inaczej – natręctwa i inne cechy doprowadzą mnie do szału. I i tak będę musiała wrócić do swoich wcześniejszych planów/założeń/celów (niepotrzebne skreślić). Kiedy więc zobaczyłam na facebooku akcję, pt. 100 dni bez słodyczy, pomyślałam, że jest skierowana właśnie do mnie. Stworzona dla mnie. Dla dziewczyny, która przez większość życia stawiała ogórki kiszone, ser pleśniowy czy kabanosy nad serniki, a w pierwszej ciąży coś jej…
–Dziś trzeba uważać, bo jest piątek trzynastego. A w poniedziałek jeszcze gorzej. W radiu już zapowiadali, że jest Black Monday – wpadła jak bomba z odpalonym zapłonem moja mama w miniony piątek (13-stego oczywiście). –Chyba Blue Monday mamo. Black Monday, albo Black Tuesday jest wtedy, jak się za mocno przez weekend eksperymentuje z narkotykami… Uśmiechnęłam się do niej. Ale to już nie miało znaczenia. Nastawiła się tak na NIE, że nic nie było wstanie odczarować feralnego piątku i poniedziałku. Klasyczne WSZYSTKO ŹLE. A że mam część tych właśnie genów, łyknęłam te wieści jak ciepłą, aromatyczną kawę o poranku. Jasne, że źle. Smog – niby przeszedł, ale doszliśmy do wniosku, że w ogóle istnieje nie tylko w Pekinie czy Krakowie, ale i u nas na Kamionku. Zima – wiadomo, zima zawsze niesie doła. Ja przynajmniej dopóki nie wyjadę w góry, albo nie ma tyle śniegu, żeby wyjść na sanki, nie przepadam…









